11 / 12.08.2017 – huragany w Borach Tucholskich i na Kaszubach. Niszczycielska moc przyrody

„Nie wiedziałam, co robić”
Piątek, 11.08.2017, początek długiego weekendu… Zapowiadano burze, opady, ale nikt nie podejrzewał, że będzie aż tak dramatycznie. Wręcz odwrotnie, wszyscy mieli nadzieję, że, mimo wszystko, będzie ładna pogoda. Turyści wybierali się nad morze, w góry i… na Kaszuby oraz w Bory Tucholskie.

Koszmarna noc

Zaczęło się od błysków. „Błyskawice rozchodziły się po chmurach. Było jasno, jak w dzień” – mówią świadkowie. Deszcz, grzmoty. I ten wiatr, niszczycielski, bezwzględny, przerażający. „Jeden błysk i był budynek. Drugi błysk – już go nie było” – można przeczytać w relacjach poszkodowanych.

Nie wiedziałam, co robić. Chować się do piwnicy? A co, jeśli ją zawali? Uciekać? Ale dokąd? Dzieci, które pamiętają trąby powietrzne sprzed 5 lat były przerażone, a ja próbowałam wymyśleć jakieś rozwiązanie i nie panikować. Mąż dojechał dopiero rano, musiał zostać na noc w wiosce obok, a ja nie wiedziałam, czy mu się coś stało. Nie było kontaktu. Bałam się, jak nigdy wcześniej. Na szczęście skończyło się na powalonych drzewach, bałaganie na podwórzu i kilku dniach bez prądu i wody. Syn jednak utracił komputer, a który zbierał na niego kilkanaście miesięcy. Całkiem nowy, <wypasiony>… Dla 9-latka to prawdziwe nieszczęście. Tragedia dla niego, wie pani. Po prostu się spalił w czasie burzy! Nie wyobrażam sobie jednak, co przechodzą ci, którym huragany zabrały cały dobytek” mówi pani Elżbieta, mieszkanka wioski położonej niedaleko Czerska. W nocy z 11 na 12 była sama w domu z dwójką dzieci. W sobotę wieczorem dowiedziała się, jak ogromne straty były w okolicy, bo wcześniej nie miała ani prądu ani zasięgu. „Na szczęście ktoś z sąsiadów miał agregat, ktoś działającą komórkę. Jednak ze sklepu, który był otwarty, błyskawicznie zniknęła m.in woda, a do dalszych miejscowości nie można było dojechać. W Czersku była otwarta jedna Biedronka, o ile wiem, ale szybko zniknęły z niej zapasy.” – opowiada.

Dodaje, że teraz razem z mężem próbują pomagać poszkodowanym jak mogą, ale nie chcą rozgłosu. „Kiedyś może my będziemy potrzebować pomocy, to inni nam pomogą” – mówi skromnie. Jej i męża firma przekazała duże środki dla poszkodowanych z okolic Rytla. Gdy pytam o wspomniane trąby z lipca 2012 mówi, że nie ma porównanie. „Proszę sobie wyobrazić, że teraz w okolicach Rytla zostały zniszczone 90% lasów. 90%!No i ile domów, ludzi, firm ucierpiało. Wiele nie ma prądu i długo jeszcze nie będzie miało”.

Rytel

Rytel i okolice

Jedziemy więc do Rytla. Nieznana dotąd, spokojna i mała miejscowość roi się od ludzi. Pełno strażaków, widzimy też harcerzy, pełno wolontariuszy, oczywiście mieszkańców oraz policja. Wciąż widać efekty piątkowej nocy. Leży drewniany fragment przystanku autobusowego, przed kościołem ogromny kawał powalonego drzewa. Wokół wszędzie zakazy wjazdu, zarówno do mniejszych uliczek, jak i do lasu. Po lewej stronie mostu widzimy ogromne „miasteczko” – wozy i namioty strażackie, zapewne także coś w rodzaju stołówki dla pracujących przy odbudowaniu strat. Wszyscy pracują tam pełną parą. Widać, że są zmęczeni, ale mimo wszystko – pełni nadziei, wdzięczni za dary i bardzo przyjaźni.

Pomagamy! Ale KTO?

Pokierowani przez policjantów, wjeżdżamy do szkoły z czerwonej cegły znajdującej się obok wysokiego kościoła. Tam zbierane są materiały, zbiórki rzeczowe. Pani, która przyjmuje od nas rzeczy ( podstawowe jak m.in. płyny do mycia, worki na śmieci, zestawy naczyń jednorazowych, papier toaletowy, ręczniki papierowe, itp.) dziękuje trzykrotnie, chociaż przecież to naprawdę nic takiego, zaledwie spontanicznie zrobione zakupy. Pyta, skąd jesteśmy. Chociaż ma swoją pracę, bo właśnie przenosi podarowane przez kogoś zgrzewki wody mineralnej, ma czas na chwilę rozmowy. Mówi o Brdzie, którą zawaliły upadające drzewa i którą trzeba jak najszybciej oczyścić, by nie doszło do powodzi. Gdy pytam, kto pomaga i jak radzi sobie z tym rząd od razu się denerwuje.  „No chyba pani dobrze to wie! i widzi! żeby ktoś z rządu nam pomógł? Chyba pani sobie żartuje – odpowiada za nią jeden z pomocników przyjmującej dary od przyjezdnych. O wojsko tyle się musieliśmy prosić i co. Kogo widzi pani wśród pomagających?” Rzeczywiście. Widać wszystkich, tylko nie wojsko…. „Wojsko teraz Puszcze wicina, albo chroni tych… miesięcznic,a nie nas” – dodaje wzburzona starsza pani przechodząca obok.Jak rząd sobie wybraliśy, taki mamy” rzuca inna osoba…, a my zmieniamy temat.

Niedaleka tama może nie wytrzymać naporu, wtedy będzie tragedia. „Jedźcie dalej, za Rytel, dopiero wtedy zobaczycie ogrom tego wszystkiego. Były lasy i już nie ma. Nic nie ma. Zobaczy pan” – radzi fotografowi. Dziękuje raz jeszcze i bierze się do pracy razem z kilkoma innymi osobami, a my jedziemy dalej.

Niszczycielska przyroda

Po drodze spotykamy kilka ekip dziennikarskich, m.in. TVP i Radio Gdańsk. Rozmawiają z policją i strażakami. Nas interesują ludzie oraz koszmarne straty w przyrodzie. Nie możemy uwierzyć, jak w jedną noc mogły zniknąć piękne lasy, które tyle razy zwiedzaliśmy, w których szukaliśmy grzybów, jagód… Przerażająca pustka i cisza. Ile zwierząt zginęło w czasie nawałnic? – zastanawiamy się. Nie tylko ludzie ucierpieli. Przyroda niszczy przyrodę…

Nawałnice – zjawiska meteorologiczne, całkowicie naturalne pożerają najpiękniejsze miejsca Polski, pożerają hektary lasów, miejsca, w których żyją dzikie zwierzęta, w których wreszcie osiedlili się ludzie i od lat mieszkają tam, prowadzą gospodarstwa, firmy, gdzie są szkoły, urzędy, toczyło się normalne życie….

Dzieci

Spotykamy kilka dorosłych osób przy pracy, ale także dzieci – skaczące po gałęziach, jakby nic nie robiące sobie z tego, co zaszło. Na leśnych, otwartych drogach widzimy tez kilka dzieciaków na spacerze, z psami. Spokojne, uśmiechnięte, bardzo uprzejme. Jedno z nich nagrywa zniszczone drzewa tabletem. Pytamy, czy się bały. „My? Nie” odpowiadają zgodnie. „Rodzice za to bardzo”. „Był huk, hałas, grzmiało okropnie. Głośno, jak nigdy dotąd! Ale nie baliśmy się. ” – Śmieją się. Trochę się wstydzą, bo psy weszły do brudnej wody w kałużach i „nie pachną różami”, a zwierzęta są bardzo zadbane. Widok zniszczonych lasów natomiast chyba już nie robi na dzieciach wrażenia. Im, ani ich bliskim nic się nie stało, to najważniejsze. Jednak brak prądu, wody, możliwości pracy rodziców sprawił, że niektóre z nich nie będą mogły „tak po prostu” odzyskać swoich rzeczy jak np. tornistry, książki, zeszyty, ubrania,  a rok szkolny już zaraz. Mimo, że wiele domów ocalało, to dachy przeciekają, zalane są ściany, meble… Co tu mówić o książkach? Jednym się udało, drugim, niestety – nie.

Rytel1

Najgorsze za nami?

W Rytlu mieszkańcy powoli próbują wrócić do „normalnego” życia. Darów jest tak dużo, że dzielą się nimi z mniejszymi wsiami, do których pomoc nie dociera. W tej chwili najważniejsze jest odbudowanie zniszczonych budynków, wciąż ważne są prace w lasach. Na grupie „Pomoc mieszkańcom Kaszub i Borów Tucholskich po huraganie” https://www.facebook.com/groups/1975666422666440/ można dowiedzieć się, jak wesprzeć poszkodowanych. Pojawiają się tam m.in. informacje o konkretnych rodzinach, którym szybka pomoc jest niezbędna.

Jeśli chcecie pomóc, warto zajrzeć na grupę, gdzie dostępne są również numery kont, na które można wpłacać środki dla potrzebujących.

Rytel2
Aleksandra Z-P.
fot. Michał Pawłowicz

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz