Do kogo są podobne Twoje dzieci?

Moje dzieci są podobne do mnie. No i co z tego? A to, że z tego wynika wiele. Bo przecież w naszej kulturze ciągle pokutuje atawistyczne przekonanie, że lepiej, żeby dzieci były podobne do ojca. Bo co do tego, kto jest matką dziecka, nie ma wątpliwości. No chyba, żeby dzieci zostały zamienione w szpitalu, ale w dobie porodów rodzinnych, w trakcie których maluch od pojawienia się po tej stronie brzucha jest wciąż pod opieką mamy, albo taty, takie ryzyko jest minimalne. Natomiast co do ojca, to już sprawa nie jest taka oczywista. I tu potwierdzeniem nie wymagającym badań DNA jest fizyczne podobieństwo do domniemanego ojca. A jak dzieci są podobne do matki? To się robi problem.

Po pierwsze to problem rodzinny teściów: „cała mama, jak nic”. I to krótkie zdanie zawiera w sobie ogromną dawkę niezadowolenia. Podszyte jest pytaniem: dlaczego ono jest tak podobne do ciebie (czyli do matki)? Może dlatego, że jest również moje? Że nie jestem tylko inkubatorem, ale również współtwórczynią tegoż dziecka? Że ono dziedziczy również moje cechy?

Po drugie to problem sąsiedzki, a dokładnie to problem sąsiadek: „jaki on podobny do mamy!” „Cała mama!” „On nie wygląda jak twój” (to ostatnie do ojca). Zastanawiam się, czemu mają służyć te „życzliwe komentarze”? Pognębieniu ojca, okazaniu w taki sposób niechęci do matki dzieci, czy ukryciu własnej zazdrości? Zazdrości o co? A na przykład o to, że nam się „udało” i mamy dwoje dzieci różnej płci. Nie wszystkim się tak udaje, a w końcu urodzenie syna to ambicja nie jednej pary. Nie mamy aż takiego problemu z dziewczynkami, jak kraje dalszego i bliższego Wschodu, ale w końcu prawdziwy mężczyzna musi dom postawić, drzewo posadzić i syna spłodzić. Bezwzględnie podobnego do tatusia. Podobieństwo do mamy jest niewskazane, jest swego rodzaju skazą. I zadrą w oku sąsiadów, przede wszystkim, o ironio!  tych, którzy sami mają dzieci. Bo ci, co dzieci nie mają, pewnie niewiele uwagi zwracają na ludzi, którzy jeszcze nie osiągnęli nawet 1 metra wzrostu.

W mojej rodzinie podobieństwo fizyczne jest zdecydowanie większe do linii żeńskiej. Po mamie mój brat i ja mamy kształt i kolor oczu, kolor włosów, kształt twarzy. Po tacie mam charakter. I jakoś nigdy z powodu owego podobieństwa fizycznego do mamy nie mieliśmy problemów. Może anty-życzliwość sąsiedzka była mniejsza? A może ludzie dawali sobie mniejsze prawo do wygłaszania bezsensownych uwag wobec bliźnich?

Bo co z takich uwag wynika? Że podobieństwo do mamy jest gorsze, niż podobieństwo do taty?

Nawet jeżeli przyjąć taki absurdalny punkt widzenia, to co ma z tym fantem, czyli podobieństwem zrobić dziecko, czy jego rodzice? Robić szkrabowi makijaż, czy od maleńkości poddać operacjom plastycznym? I jakie to tak naprawdę ma znaczenie, czy córka, albo syn są podobni da matki, ojca, babci, czy dziadka? Dla mnie nie ma. Rzadko kiedy potrafię określić, do którego z rodziców podobne jest dziecko. Może dlatego, że na takim „przypisaniu” mi nie zależy. Każde dziecko to niepowtarzalna jednostka, która dziedziczy cechy rodziców, dziadków, pradziadków, prapradziadków itd. itd. Pojawienie się każdego na świecie to niewiarygodny splot okoliczności, cała historia rodziny od tysięcy lat. Doszukiwanie się w dziecku, że paznokcie ma po babci ze strony ojca, a kształt ucha po pradziadku ze strony matki, to spłycanie tego bogactwa cech, które posiada każde dziecko. Bo może jednak ważniejsze niż kształt ucha jest, że dziecko ma słuch absolutny odziedziczony po praprababci, której jednak nikt z żyjących nie pamięta?

I na koniec apel – choć apele w naszej rzeczywistości nie na wiele się zdają, wygłoszę swój naiwnie wierząc w jego skuteczność: Droga Sąsiadko, Sąsiedzie, Osobo Mniej lub Bardziej Znajoma, zachowaj swoje komentarze dla siebie! O maluchu można powiedzieć dużo więcej, niż tylko to, do kogo jest podobny, np. że jest energiczny, albo spokojny, że jest śmieszkiem, albo małym filozofem, że się szybko rozwija, że lubi bawić się z innymi dziećmi, albo woli bawić się sam. I jeżeli chcesz już coś powiedzieć, to trochę się postaraj, przyjrzyj się dziecku. A jak chcesz tylko komuś złośliwie dokuczyć, to głęboko zastanów się sam nad sobą, dlaczego sprawia Ci satysfakcję sprawianie komuś przykrości.

Warszawa, 05.06.2007 r.

Fot M.Pawłowicz

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net
Do kogo są podobne Twoje dzieci?
  • 0.00 / 5 5
0 głosów, średnia: 0.00

Dodaj komentarz

PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.