Minęły czasy, gdy o wypowiedzi dotyczące poważnych problemów życiowych zadawało się pytania ludziom doświadczonym, mądrym i mającym coś naprawdę ciekawego do powiedzenia. Dziś wystarczy być tzw. celebrity by stać się autorytetem we wszystkich sprawach. Od wychowania dziecka poprzez problemy małżeńskie, życiowe aż do polityki.
Gdy widzę wywiad z tzw. gwiazdą polskiego show biznesu, która wypowiada się na poważne tematy, robi mi się słabo. Wiele z tych gwiazdek nie umie poprawnie złożyć zdania, więc ich wypowiedzi to mało przekonujący bełkot. Co gorsze część z nich ma problemy z ułożeniem sobie własnego życia, ale mimo to daje sobie prawo do uczenia „zwykłych ludzi”, jak powinno się żyć.
Z przyjemnością wysłucham wywiadu z prawdziwymi mistrzami polskiej sceny teatralnej czy pisarzami mającymi do powiedzenia coś nie tylko ciekawego, ale i mądrego. Lubię uczyć się od mądrzejszych od siebie i wsłuchiwać się w słowa, które niosą przesłanie i mają sens. Jednak gdy pyta się nikomu nieznaną gwiazdkę o to, jak wychowywać dziecko albo pogodzić się z utratą bliskiej osoby, zastanawiam się, w jak marnym świecie żyjemy. Jak nisko musieliśmy upaść by wysłuchiwać słów „znanych z tego, że są znani” i traktować je niczym mądrości objawione?
Dlaczego ktoś, kogo jedynym sukcesem jest występ w „Tańcu z gwiazdami” albo marna rólka w serialu ma mi tłumaczyć, jak mam radzić sobie z problemami, skoro sam nie osiągnął nic poza krótkim istnieniem w plotkarskich serwisach? Ja rozumiem, iż dla niektórych taki sukces jest spełnieniem marzeń i ambicji. Zapewne przynosi to satysfakcję, pieniądze i dobre samopoczucie. I brawo dla tych ludzi! Jednak czy taki medialny sukces jest jednocześnie oznaką mądrości? Czy ktoś, kto ładnie wygląda, tańczy albo całkiem nieźle śpiewa musi być automatycznie wyrocznią w każdej dziedzinie?
Są gwiazdy, które potrafią mówić i to całkiem mądrze. Bardzo duża część z nich należy jednak do wymierającego, niestety, pokolenia artystów, którzy swoją mądrość wynieśli nie tylko ze szkół i doświadczenia, ale i niezliczonej ilości przeczytanych książek, artykułów, obejrzanych spektakli, filmów i podróży po świecie. Potrafią zachowując klasę opowiadać o sobie tak, by dać innym możliwość refleksji nad życiem i jego sensem. Nie kreują się jednocześnie na wszystkowiedzących i nieomylnych. W przeciwieństwie do tych, którzy reprezentują sobą niewiele poza zainteresowaniem średniej jakości prasy oraz mało wymagającego tłumu.
Nie wiem, dlaczego coraz więcej autorów różnego rodzaju programów, artykułów, czy radiowych audycji zamiast pokusić się o zaproszenie do rozmowy kogoś, kto ma do powiedzenia coś ciekawego, woli iść na łatwiznę prosząc o wypowiedź niezbyt lotną i krótko błyszczącą gwiazdkę. Może to wynika z potrzeb publiki, a może z chęci promocji naszych „celebrities”? Łatwiej jest zaprosić do studia ładną, ale niekoniecznie mądrą osóbkę czy dobrze ruszającego się, ale niezbyt elokwentnego tancerza niż kogoś, kto ma klasę i rozum. Rozmowa z kimś mądrym wymaga tej mądrości także od dziennikarza. Kto więc idzie na łatwiznę? Producenci programów, czy publika, której wygodnie słuchać prostych słów prostych ludzi? A może warto by zaskoczyć audytorium trudniejszym, ale bardziej wartościowym przekazem. Kto wie, czy nie okaże się wtedy, iż Polacy są o wiele mądrzejsi i bardziej wymagający niż się wielu autorom programów i audycji wydaje.





