In vitro to, jak podaje Wikipedia, „zapłodnienie pozaustrojowe (ang. in vitro fertilization – IVF) – pozaustrojowa metoda zapłodnienia ssaków stosowana u wielu gatunków zwierząt np. bydła, trzody chlewnej, owcy, psa, a także człowieka, poprzez doprowadzenie do zapłodnienia komórki jajowej w warunkach laboratoryjnych, poza ciałem samicy.” Jest to metoda nowatorska i wciąż przechodząca kolejne fazy rozwoju, dlatego też wzbudza wiele kontrowersji. Przeciwnicy tej metody podnoszą argument, że przy okazji zapłodnienia ginie część zarodków. Zapominają, że dzieje się tak również przy naturalnej inseminacji. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile kobiet w ciągu swojego życia poroniło nie mając pojęcia o tym, że były przez krótką chwilę w ciąży.
Zapomnijmy jednak o sporach ludzi będących pro i anty. Skupmy się na tych, dla których In vitro jest jedyną szansą na posiadanie potomstwa. Wyobraźmy sobie parę, która stara się o dziecko kilka, powiedzmy – 6 lat. Badania nie dają nadziei, kolejne próby leczenia nie odnoszą skutku. Są coraz bardziej zrozpaczeni, zgorzkniali, zaczynają się od siebie oddalać. Stają się po prostu nieszczęśliwi, bo nie mogą mieć dziecka. Nie chodzą do znajomych, którzy posiadają dzieci, nie spotykają się z rodziną, nie chcą słyszeć pytania „a kiedy wy”? Wiedzą, że jedyną ich szansą jest In vitro, ale to też wcale nie jest takie proste. Trzeba wydać ogromne sumy pieniędzy na leczenie, poddać się wielu badaniom, a In vitro nie zawsze jest skuteczne za pierwszym razem. Czy potrafisz wyobrazić sobie cierpienie tych ludzi? Bo ja tak.
W Polsce rodzi się za mało dzieci! – krzyczy rząd i próbuje przemawiać do narodu by ten się rozmnażał. Jednocześnie mówi In vitro – NIE. Bo niemoralne, niezgodne z nauką kościoła, bo przecież kogo stać, to może sobie to „jakoś załatwić”, a kogo nie stać – trudno, może nie stać go też na wychowanie dziecka. Nie ważne, że nie każdy jest katolikiem, że każdy ma swoją moralność i że w rozwiniętych krajach ta metoda jest już od dawna stosowana i wiele rodzin może być szczęśliwymi dzięki metodzie In vitro. Nie ważne, że dzięki In vitro w kraju mogłoby się urodzić wiele dzieci, których rodzice zrobią wszystko, by zapewnić swoim pociechom jak najlepszą przyszłość. Nie ważny jest także fakt, iż to właśnie In vitro wspomoże walczyć z polskim problemem niskiego przyrostu naturalnego. Rząd mówi nie, bo kościół mówi nie. A ludzie, cóż. Większości jest to obojętne, bo to nie ich problem, część zgodzi się z księdzem co by on nie powiedział, a ci, którym naprawdę zależy to garstka, którą rząd nie musi się zajmować.
Szkoda, że tak to wygląda. Że tak mało ludzi może wczuć się w sytuację ludzi, dla których In vitro jest jedyną szansą na posiadanie potomstwa. Ty jednak nie musisz być obojętna. Podpisz APEL do premiera, niech zrozumie, że więcej jest w Polsce ludzi, dla których problem płodności nie jest obojętny. Być może to właśnie ten podpis coś zmieni?





