Moja Opowieść Wigilijna

Nie pamiętam, jaka była wtedy pogoda, nie wiem, czy padał śnieg, a może lał deszcz i wiał wiatr. Wiem na pewno że ulice były wyjątkowo piękne, ludzie uśmiechnięci, a nasza pierwsza, małżeńska choinka błyszczała jak żadna inna.  Po raz pierwszy jako żona, po raz ostatni, jako nie – mama. Czas oczekiwania na przyjście Jezusa zbiegł się z oczekiwaniem na naszego syna, na skarb, o który tak długo walczyliśmy. Być może dla wielu innych to byłyby po prostu święta Bożego Narodzenia ciężarnej. Dla mnie, to było potwierdzenie cudu, na który w pewnym momencie przestaliśmy już liczyć. Zmiany, jakie zaszły i miały zajść w naszym życiu, czekanie na cud narodzin, dzielenie się opłatkiem wszystko zbiegło się w czasie i sprawiło, że tamte święta stały się wyjątkowe.

Ostatni raz tylko we dwoje ubieraliśmy choinkę, piekłam pierwsze pierniki bez kręcącego się pod nogami raczkującego szkraba. Nasz maluch dawał nam tylko znaki, że już niedługo będzie z nami silnymi kopniakami. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądać, jaki będzie mieć charakter. Nie przypuszczaliśmy też w najpiękniejszych snach ile szczęścia dać może taki mały człowiek!

Rosnące we mnie życie dawało mi ogromną wiarę w cud Bożego Narodzenia, wiarę, jakiej nie miałam nigdy przedtem. Łzy wzruszenia w oczach najbliższych, gdy dzieliliśmy się opłatkiem i ta niezwykła świadomość, że to, co najpiękniejsze jest przecież wciąż przed nami. Prezenty odpakowywane z większą niż zwykle cierpliwością, ale i pietyzmem, bo przecież ostatni raz dawaliśmy je tylko sobie nawzajem…

Tamte Święta były wyjątkowe. Pełne magii i prawdziwego oczekiwania. Łzy wzruszenia, radości, ale i strach – jak bardzo zmieni się nasz bezpieczny świat gdy wkroczy w niego nowy człowiek, czy damy radę? Czy będziemy dobrymi rodzicami, czy damy dziecku wszystko to, czego potrzebuje? Być może Maryja czekając na swojego syna również się bała? Porodu, bólu, ludzkiej oziębłości, przyszłości, która była tak niepewna. Była przecież człowiekiem. Tak jak każda matka pragnęła dla swojego syna jak najlepiej, a czy można być dobrą matką boskiego dziecka? Jak ogromne ważne zadanie spadło na głowę tej młodej kobiety… Może miała masę ludzkich wątpliwości. Takich, jakie my mieliśmy przed przyjściem na świat naszego dziecka…. Świadomość, że ja, tak jak tysiąc, sto i dziesięć lat temu czekam, jak czekały matki kiedyś… Że mam wątpliwości jakie mogły mieć matki przede mną, że nie jestem sama, że Boże Narodzenie zbiegło się z moim porodem sprawiła, że wszystko wydało się łatwiejsze…. A teraz czekam na pierwsze, wyjątkowe święta mojego dziecka. To również będzie wspaniałe Boże Narodzenie.  I będzie nas więcej!

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net
Moja Opowieść Wigilijna
  • 0.00 / 5 5
0 głosów, średnia: 0.00

Dodaj komentarz

PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.