Ból głowy, przewlekły ból życia – „Tego nie zrozumie nikt, kto tego nie przeżył” Reportaż z centrum bólu i załamania

„Życie z wiecznym bólem”. Wydaje się zdaniem wyciągniętym z taniego romansu, słabej książki napisanej przez amatora. Ale to nie kiepska literatura, czy sztuka. To marna, jednak bardzo prawdziwa, a wręcz obrzydliwie realna codzienność. Jest przyczyną wielu tragedii, może powodować depresję, problemy z rodziną, w związkach, a nawet doprowadzić do samobójstwa. Szczególnie, gdy nie jest zdefiniowany, a lekarstwa na niego brak. 

Wszyscy wiemy, czym jest ból. Ktoś sobie złamał rękę, kogoś bolała głowa, ząb, inny miał problem z zatokami, inny nie mógł wysiedzieć przed komputerem z powodu boleści w kręgosłupie, niejedna kobieta przeżyła bolesny poród. Ból jest wpisany w nasze życie – każdemu zdarza się, że coś boli od czasu do czasu. Taki jest nasz organizm, odczuwanie dolegliwości jest znakiem ostrzegawczym, który nierzadko pomaga rozpoznać chorobę. Kiedy jednak towarzyszy komuś bez przerwy, jest stałym elementem życia – wtedy nie jest to już „naturalna rola bólu”, ale bardzo poważny problem. Może oznaczać niezwykle niebezpieczne choroby, być dolegliwością samą w sobie, zamienia też życie cierpiącego w koszmar. Tworzy więzienie we własnym, obolałym ciele.

Bezwzględny i nieprzerwany

Przewlekły, czyli nieustający, codzienny, taki, który łaskawie odpuszcza tylko w czasie snu (ale też nie zawsze – w co mało kto potrafi uwierzyć) ból głowy czy innych części ciała. Lecz to na ból głowy cierpią kobiety, z którymi rozmawiałam, a żyjących w tym koszmarze jest zaskakująco dużo. Wystarczy wejść na fora internetowe, przeszukać FB, czy poczytać wypowiedzi pod artykułami związanymi z bólem. Cierpiących jest bardzo dużo, a co gorsze, ma się nieodparte wrażenie, iż jest ich coraz więcej. Żyją w okrutnym świecie, pełnym bólu, smutku, niechęci do siebie i świata. Jak można czuć się zadowolonym, gdy wciąż boli?

Jak mówią bohaterki tego tekstu, przewlekły ból to taki stan, jakby się żyło w wiecznym piekle, pod warunkiem, że poprzez piekło rozumiemy naturalnie, wyłącznie cierpienie. Widzi się piękną pogodę za oknem, uśmiech dzieci, wspaniały krajobraz, dostrzega się także te wszystkie „małe radości” będące sensem życia. Jednak one są za szklaną szybą. Jak można w nich uczestniczyć? Czerpać z nich pełną radość i rejestrować wszystkie aspekty tego, co naprawdę cieszy? To prawie nierealne. Kiedy wciąż boli, boli, boli…. Dlatego ból nieraz powoduje depresję, czy inne problemy psychiczne, lecz nie jest tak, iż to on jest wynikiem tej choroby. Najpierw jest cierpienie, a z niego powstają problemy psychiczne. Lekarze zbyt łatwo i chętnie uznają ból za objaw wyłącznie depresji nie szukając jego prawdziwego źródła. 

Bez pracy….

Praca? Możliwa, w niektórych przypadkach, ale jakże ciężka. Czasami wykonalna, ale z tak wielkim trudem, że nieraz ze łzami w oczach. Trzeba mieć naprawdę silną osobowość, mieć ogromne poczucie obowiązku, celu i potrafić stanąć z bólem łeb w łeb tak, by on przynajmniej nie wygrał. Razem, ale nie za nim. Uczyć, obliczać dane, tłumaczyć, księgować, leczyć… można by wymieniać prawie w nieskończoność – robić to wszystko z nieustającym bólem głowy i robić to dobrze, a nawet – bardzo dobrze to jest coś więcej niż zwykła, nawet trudna praca. Wielu nazywa to bohaterstwem.

Ja przez ból rozstałam się na 5 miesięcy ze swoją pracą zawodową. Serce mnie bolało jak moi wychowankowie prosili, żebym chociaż ich odwiedziła a ja płakałam przez telefon i mówiłam, że chętnie tylko ten ból. Przez ból nie mogłam wykonywać w domu żadnej pracy , leżałam i wegetowałam z myślami kiedy się to w końcu skończy” opowiada o swoich trudnych doświadczeniach 39-letnia Iza pracująca z trudną młodzieżą.

„Ja wciąż pracuję tyle, ile mogę” – mówi Maria –„Ale to cholernie ciężkie. Cholernie. Ciągle na lekach, ciągle udawany uśmiech, a potem, w weekend, śpię po 17,18 godzin. Wiem, że wykonuję swoją pracę gorzej niż powinnam. Ale muszę zarabiać, na ZUS nie mogę liczyć, za to muszę go płacić…” Jakoś przecież trzeba żyć, zarabiać. Na ból lekarze zwolnienia nie dają, nie ma renty nawet dla tych, którzy z bólu o niewyjaśnionych przyczynach nie mogą normalnie funkcjonować.

fot.sxc.hu

Kiedy boli... fot.sxc.hu

Cierpi ciało i dusza

Nikt nie policzył ile samobójstw popełniono z bólu, ani tym bardziej z bólu głowy. Niejedna osoba, z którą rozmawiałam powiedziała, iż im dłużej cierpi, tym częściej pojawiają się myśli o samounicestwieniu. „Tak, mam dzieci, rodzinę. Ale co z tego, skoro ból nie pozwala mi się cieszyć ani nimi, ani z nimi? Kiedy ciągle jestem albo smutna, zmęczona, ciągle trzeba być cicho, bo ‘mamę głowa boli’? Jaka ze mnie matka w ogóle’?” skarży się jedna z nich. Inna mówi w bardzo podobnym tonie. „Emocje buzowały z rozpaczy, złości nienawiści…. Krzyczałam jak byłam sama w domu – ‘Czemu ja? Dlaczego? Czemu Boże tak mnie karzesz ‘. I tak ból doprowadził mnie do myśli samobójczych, których nigdy nie miałam, nawet nie myślałam, że kiedykolwiek do mnie przyjdą. Przecież byłam zafascynowana życiem i wiele traumatycznych zdarzeń z mojego życia mnie nie powaliło tylko ….. ból…”.

Na ile tym, którzy wciąż idą do przodu i nie chcą dać bólowi za wygraną starczy sił? Oczywiście, zależy, jak mocno boli i jaką pracę się wykonuje , kim się jest. Jednak każdy ból przeszkadza, szczególnie ten, który jest silny, dokuczliwy i nieustający, a leki dawno przestały działać. Co gorsza, leczenie bólu w Polsce trudno nazwać nawet raczkującym. Wciąż w naszym środowisku lekarskim pełno jest mitów i błędnych przekonań. Koszmarny jest brak empatii wśród lekarzy i ich ewidentna obojętność. Chory traktowany jest jak „zło koniecznie” i zdecydowanie zbyt mało jest medyków, którzy naprawdę chcą pomóc. Najłatwiej jest przecież zrzucić wszystko na depresję czy inną chorobę psychiczną zamiast naprawdę zająć się pacjentem od początku do końca. 

Chorzy nie otrzymują właściwej pomocy i męczą się w swoim własnym, obolałym świecie. Pomaga się, jednak również nie zawsze odpowiednio i wystarczająco ludziom cierpiącym z bólu nowotworowego. Inni są wrzucani do kosza „przejdzie jej/jemu”, „boli?, znaczy że żyje”, „tak długo boli? To niemożliwe! Udaje”. Te i wiele, wiele innych podobnych stwierdzeń niejednokrotnie słyszała cierpiąca na silne bóle głowy Maria. „Mam epilepsję, ale to ból jest najgorszy, to rządzi moim żuciem i on mnie zabija. Według lekarzy podobno boli mnie za długo, tzn. od kilkunastu lat, no i nie biorą mnie i mojego bólu na poważnie. Wciąż nie mogę doprosić się odpowiednich badań. Jestem, mówiąc wprost, olewana przez służbę zdrowia” – skarży się. Często zrzuca się problemy z bólem, szczególnie głowy na psychikę, co jednak w wielu przypadków nie jest prawdą. Naturalnie, o czym wcześniej wspominałam, czasami bywa, iż ból jest wynikiem depresji, ale, jak twierdzą sami cierpiący, nie można wrzucać wszystkich „ do tego samego wora”.

Owszem, nie mam dobrego humoru ale jak go mieć, gdy ciągle boli? To jest koszmar. Budzę się i zasypiam z bólem. Drażni mnie dźwięk, jestem ciągle niewyspana, albo odwrotnie, śpię zbyt długo. Budzę się rano – boli. Jeśli mogę, śpię więc dalej, bo nienawidzę kolejnego dnia. Każdy kolejny to cierpienie.” – opowiada Marysia – „Migrenę wykluczono, bo jakim cudem migrena może trwać kilka czy już nawet kilkanaście lat bez przerwy? To paranoja, żeby doszukiwać się u mnie wyłącznie kwestii psychicznych. Kto by nie miał dość?” dodaje młoda kobieta. „Jasne, może boleć też dlatego, że… boli” – uśmiecha się smutno – „jestem już tak zmęczona, sfrustrowana, że psychicznie często się poddaje. Mam tyle marzeń, ambicji, planów. Wszystko na nic przez ten cholerny ból! Ledwo wstaję z łóżka, a co dopiero np. kontynuacja wymarzonych studiów. Musiałam z nich zrezygnować. Więc w pewnym sensie lekarze mają rację. Lecz podstawowym problemem jest ból, to przez niego jestem zmęczona i smutna! Biorę leki antydepresyjne, brałam ich już wiele, miały pomóc przeciwbólowo. Niestety, tak się nie stało”.

Niejedna osoba cierpiącą na przewlekłe bóle głowy słyszała od lekarzy dokładnie to samo – to „tylko” depresja, stres, czy nawet własne widzimisię. Barbara, 60-letnia była nauczycielka stwierdza „Nienawidzę lekarzy” – „Nie wiem, czy ktoś nienawidzi ich tak mocno jak ja?” zastanawia się. „Ostatnio lekarka powiedziała mi, że mam sobie nie wmawiać chorób, ponieważ wyniki rezonansu głowy oraz morfologii nie wykazały żadnych odchyleń od normy. Według tej pani doktor (słowo „doktor wymawia z ironią) , i wielu innych lekarzy, ja sobie ten ból wymyślam. Zastanawiam się, z jakiego powodu miałabym to robić?” – no właśnie, po co rozsądnej pani na emeryturze, żyjącej spokojnie, z mężem, która ma dwójkę wspaniałych dzieci, wnuczkę i nie maj większych problemów, wymyślanie bóli głowy?

Podobne doświadczenia w kontaktach ze służbą zdrowia ma Iza, która cierpiała na przewlekły ból głowy i biodra – „W związku z chronicznym bólem byłam stałą pacjentką na Pogotowiu Ratunkowym. I co? Hmmm Nic. Uważali mnie za osobę, która zmyśla. Wielokrotnie byłam obrażana przez personel , że jestem hipochondryczką i mam zgłosić się do lekarza psychiatry. Czułam się upokorzona a ból nie mijał.”.
Maria także nieraz była pacjentką czy, jak nazywa ironicznie „klientką” pogotowia. „Straciłam przytomność na ich oczach, mdlałam z bólu. Miałam atak padaczki, po którym nie mogłam oddychać i wciąż dokuczał mi ten cholerny ból, a lekarka z gdańskiego KORu (Kliniczny Oddział Ratunkowy, przyp. red ), gdy tylko zaczęłam odzyskiwać świadomość, krzyczała na mnie, żebym zaczęła normalnie oddychać i przestała się wygłupiać. Chociaż padaczkę lekarze traktują raczej poważnie, ból zwalają na psychikę i nawet nie próbują dociec, skąd on jest” .

Gdzie się podziali prawdziwi lekarze?

Według wielu cierpiących lekarze, w znacznej większości, nie chcą im pomagać. Cierpiący bardzo przejmują się faktem, że w ogóle nie mają ochoty leczyć, znaleźć przyczyny bólu. „Śmieję się czasem, że czekają na moją sekcję zwłok” – tryska humorem jedna z kobiet. Czarnym, naturalnie. „Według lekarzy nie ma prawa mnie boleć, więc pomoc mi nie jest potrzebna. Wymyślam i tyle. Jestem za młoda. Wiem, że w Stanach Zjednoczonych bólem głowy zajmują się na poważnie. Jednak o takim podejściu mogę sobie tylko pomarzyć” – mówi już bez uśmiechu.

W kontraście do pozostałych bohaterek tekstu, pani Barbara jest „za stara” i „za zdrowa”, a one są z kolei „za młode”. „W pani wieku musi coś boleć” – słyszała emerytowana nauczycielka od niejednego doktora. Ale czy to znaczy, że ma ją boleć bez przerwy? Tak, żeby myśleć tylko o tym, by wziąć jak najwięcej leków i spać ile się da?

Gdy ma się stwierdzoną „prawdziwą” chorobę jak, przede wszystkim, nowotwór, można otrzymać leki przeciwbólowe, ale również i na nie jest na nie limit i tu w Polsce daleko do ideału . Pozostali muszą cierpieć zostawieni sami sobie. Polscy medycy boją się czy zwyczajnie nie chcą wypisywać leków przeciwbólowych dostępnych tylko na receptę. „proszę wziąć paracetamol” – słyszy najczęściej pacjent czy pacjentka cierpiąca na przewlekłe bóle głowy. To tak, jakby np. ciężkie zapalenie płuc leczyć witaminą C.

Mityczne opioidy, opiaty….

Chociaż istnieje wiele rodzajów leków, w tym, na przykład, znane już i owiane wieloma, nieprawdziwymi mitami opioidy, które pomagają części osób, które cierpią na ból przewlekły. Mało jest specjalistów, którzy przepiszą tego rodzaju lek. Wciąż panują nieprawdziwe stereotypy, iż prowadzą one do uzależnienia, mają zbyt wiele skutków ubocznych, itp. . Neurologom czy lekarzom rodzinnym najwyraźniej jest wierzyć w stereotypy. Tymczasem wielu pacjentom to właśnie one naprawdę pomagają a, jak twierdzą autorzy pracy na temat leczenia bólu „Ryzyko uzależnienia psychicznego i fizycznego było niewielkie i mieściło się w przedziale 0–24%. Zakres tolerancji wynosił 0,8–56%, ale w istocie nie stanowiły one problemu klinicznego” (Marek Suchorzewski, Maria Wujtewicz, Opioidy w leczeniu bólu neuropatycznego). Co więcej, ci sami autorzy dodają „Liczba NNT dla opioidów jest określana przez wielu autorów jako niska (2–3), co stawia tę grupę leków jako drugą najskuteczniejszą, po trójcyklicznych lekach antydepresyjnych, w terapii bólu neuropatycznego” NNT to „liczba pacjentów, którzy muszą otrzymać aktywny lek aby uzyskać co najmniej 50% ulgę w dolegliwościach bólowych” (Medycyna bólu ostrego: gdzie są dowody?). Prawdą jest, iż wielu pacjentom pomagają leki przeciwpadaczkowe czy antydepresyjne, jak np. wenlafaksyna. Leczy się wtedy jednak nie sam ból, a nie depresję, czy też epilepsję. „Jak mi powiedział raz jeden lekarz, chyba jedyny dość wyrozumiały, leczenie bólu głowy polega na metodzie prób i błędów. Jednym pomoże antydepresant, innym zwykła aspiryna, inni wymagają poważniejszych leków, jak np. opioidy inni szukania, szukania…. Ja niestety jestem w tej ostatniej grupie, a, co gorsza, nawet jak uda się znaleźć jakiś w miarę skuteczny lek, ból raczej nie znika całkowicie. Trzeba żyć z tym bólem. Nikt mi nie da taryfy ulgowej. Dobrze, że bliscy to rozumieją, a przynajmniej próbują rozumieć, więc mam wsparcie, ale cała reszta, łącznie z neurologami i innymi specjalistami, na których wydałam już nie setki, ale tysiące złotych, uważa to za fanaberię” . mówi Maria. 

Jak czytamy w Polityka.pl : „Aby terapię przeciwbólową uprościć, zwrócono się w kierunku receptorów opioidowych gęsto rozsianych w całym organizmie. To za ich sprawą morfina i inne opiaty likwidują silne doznania bólowe, z którymi nie są w stanie poradzić sobie tradycyjne tabletki przyjmowane, gdy boli głowa lub stawy. Prof. Brigitte Kieffer ze Strasburga, kierująca od niedawna Naukowym Centrum Badawczym Instytutu Douglas w Uniwersytecie McGill w Montrealu, sklonowała i opisała jeden z trzech takich receptorów opioidowych, tzw. receptor kappa.” (http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1579495,1,jak-leczyc-bol.read) W tym samym artykule czytamy, jak ważna jest odpowiednio dobrana dawka leku, jest również pomysł, by połączyć terapię przeciwbólową z genetyczną.

Dlaczego więc polscy lekarze nie przepisują takich leków, nawet jeśli miałyby pomóc na tylko kilka godzin? „Tylko?” – dziwi się Asia – „To aż ! Nie tylko ! Chciałabym, żeby mnie nie bolało kilka godzin, to byłoby naprawdę wspaniałe. Przecież mnie boli ciągle, kilka godzin to już coś!”. Niektóre leki wymagają specjalnych recept, dodatkowej biurokracji, kontroli, itp. Jeden z lekarzy, wypowiada się anonimowo „Chętnie bym wypisywał moim cierpiącym pacjentom mocniejsze leki, ale nie mogę, bo zaleje mnie fala kontroli i biurokracji, za czym idą różnego rodzaju problemy. Chociaż wiem, że nie uzależnią, a pomogą. Niektórych nie mam prawa przepisać, uprawnienia mają tylko niektórzy lekarze, w tym głównie onkolodzy, mimo, że nie wszyscy cierpiący mają raka”.

Najgorszy problem leży więc w zdobyciu przeciw bólowych, jakby to był niebezpieczny środek, z którego można zrobić bombę…. To jest chory kraj” – ocenia Maria. „Antybiotyki przepisuje się na każdego wirusa, co jest pozbawione sensu, wiele leków, które powinny być na receptę są ogólnodostępne, a te, które naprawdę mogą pomóc w wielu przypadkach, ulżyć, są traktowane jako najgorsze zło. Tylko chorzy na raka mogą dostać je bez takich problemów. Ale czy tylko oni cierpią z bólu? Oczywiście, nie mówię, że oni nie cierpią! Ale, niestety, jest cała masa innych osób, które codziennie męczą się z tym cholernym bólem i nikt się nimi nie przejmuje. Niech one będą droższe dla ‘nierakowców’, ale do diabła, dajcie cierpiącym z bólu dostęp do lepszych, do prawdziwych leków. Wiem, że od niedawna nawet w Polsce dziecięcą padaczkę próbują leczyć marihuaną, która znana jest także ze swoich właściwości przeciwbólowych. Chyba jednak nie dożyję czasów, gdy mi dadzą leczniczą marihuanę, a może by mi pomogła? Czy to na moją epilepsję, czy ból. Jestem ani stara, ani (według lekarzy) ciężko chora, ani tez dzieckiem, w które warto by inwestować” – ironicznie uśmiecha się kobieta.

Maria ma rację. Marihuana jest środkiem leczniczym w, m.in. Stanach Zjednoczonych. Uśmierza ból, pomaga chorym na SM, wspomaga leczenie padaczki, ma wiele innych właściwości leczniczych. W Polsce również wprowadza się nowatorskie metody leczenia tym ziołem, jednak, póki co, wyłącznie epilepsji i są dostępne głównie dla ciężko chorujących na nią dzieci.

„Dzięki badaniom wiadomo dziś, że marihuana, a także czysty THC, posiadają wiele własności farmakologicznych, m.in. działanie przeciwbólowe, rozluźniające mięśnie, rozszerzające oskrzela, zmniejszające ślinienie, pobudzające apetyt czy indukujące sen”. Czytamy na stronie http://www.naukawpolsce.pap.pl/ w artykule „O leczniczym zastosowaniu marihuany/ Krakowski Tydzień Mózgu”. Według autorów artykułu, powołujących się na wykład profesora Vetulaniego, marihuana ma też o wiele mniejsze właściwości uzależniające niż np. alkohol. Może to właśnie ona będzie kiedyś wsparciem dla cierpiących? Jednak wielu lekarzy, pytani o to patrzą na pacjentów z nieukrywaną kpiną. Nie daje to wielkiej nadziei… Z drugiej strony są dowody na to, że marihuana lecznicza naprawdę zwalcza ból i stosujący ją medycy chwalą jej działanie przed kamerami telewizyjnymi. W materiale TVS.pl opisany jest m.in przykład człowieka, który przez wypadek, w którym spadł z wysokości, uszkodził kręgosłup i bardzo długo pozostawał w pozycji leżącej. Dopiero marihuana pomogła mu, całkiem dosłownie, oraz w przenośni „stanąć na nogi”. 

Koszmar bólu nie mija

Barbara, która cierpi już od ponad 20 macha tylko ręką na informacje o marihuanie. Jak miałoby jej to pomóc, skoro lekarze nawet nie wierzą w jej ból? „Cierpię tyle lat i jest coraz gorzej” mówi „Kiedyś nie było ze mną aż tak źle” – „Jednak to, co dzieje się ze mną to teraz…” – automatycznie łapie się za głowię – „tego nie zrozumie nikt, kto tego nie przeżył”. To zdanie pani Barbary jest powtarzane przez prawie wszystkich męczących się z przewlekłymi bólami. Podobnie do „migreników”, którzy cierpią podobnie, ale nie ciągle. „Oni przynajmniej mają przerwy” – mówi z lekką dozą zazdrości Asia, 30-letnia tłumaczka. „My mamy to na co dzień” – dodaje. Barbara natomiast męczy się po kilkunastu minutach rozmowy i powtarza, „te huki w głowie są straszne, ja już nie wiem, jak z tym żyć, naprawdę – nie wiem”.

Ciągle mi się coś w głowie przelewa, huczy, szumi, słabo widzę… Nie, to za trudne, żeby opisać słowami” – Pani Barbara nie jest chętna do mówienia o tym, jak „wygląda” jej ból. W rozmowie skupia się na tym, jak bardzo ingeruje on w jej codzienność – „Zabiera mi radość życia, a przecież to właśnie teraz mogłabym odpocząć, jeździć na wycieczki, odwiedzać dzieci za granicą. Jednak ten ból sprawia, że nie mam ani sił, ani ochoty. Zabiera mi sens życia”. – skarży się. „Czy to właśnie dlatego wymyślam sobie ten ból?” – wraca do opinii lekarzy. Widać, że bardzo boli ją podejście medyków i nie potrafi zrozumieć, dlaczego ci, którzy mają pomagać, odsyłają cierpiących z kwitkiem. Czy ktokolwiek może to pojąć? Gdy z nią rozmawiam, jest blada i przemęczona. „Ostatnie kilka dni ból nie dał mi spać. Miałam pogorszenie” – skarży się starsza pani – „Teraz już trochę odpuściło, ale ćmi cały czas, to nie mija nigdy, a zmęczenie po tych nieprzespanych nocach i ogromnym bólu jest bardzo uciążliwe”

Asia często nie ma sił rozmawiać. Robi się wtedy milcząca, zamyka się w sobie. Inni często uważają, że ona w ten sposób pokazuje swoją wyższość lub obrazę na cały świat, czy też jest „ponad innymi”. A to nieprawda. Ją po prostu boli i brak jej sił nawet na tzw. głupią gadkę o niczym. Pytam, jak się czuje „Normalnie” odpowiada,” – gdy dopytuje, co znaczy „normalnie” według niej, odpowiada, że „boli głowa, ale w normie, czyli nie tragicznie”, czasami jest „Fatalnie”. Wtedy wiadomo, że nie ma sił się skupić na niczym, nie jest w stanie pracować, ma mdłości i płacze z bólu.

Iza natomiast cierpiała na chroniczny ból głowy i biodra. Jej szczęściem jest fakt, iż choroba w części odpuściła. Jej przyczyną, najprawdopodobniej, była borelioza „Codziennie budząc się myślałam – czy dzisiaj też będzie boleć? Bolało. Nieprzerwalnie ból kłuty, przeszywający głowę, biodro i powoli dołączała się ból przechodzący przez klatkę piersiową” – opisuje swoje doznania.. Nie tylko ból jest przeszkodą, ale także to, co podkreśla także Maria, czyli podejście pracowników służby zdrowia. „Zawsze uważana byłam za optymistkę, która czerpie z życia wszystko co najlepsze. Pragnęłam żyć bo wiedziała, że wiele rzeczy jeszcze na mnie czeka. Ale marzenia legły w gruzach. Od rana do wieczora ból, przeraźliwy. Tabletka za tabletką myśli „Boże niech przestanie tylko na chwilę, bym mogła złapać oddech”. Już zapomniałam jak żyje się bez bólu. Nawet wysokie dawki przeciwbólowych nie pomagały” opowiada 39-latka.

Nie dość, że żyje się z koszmarem w postaci bólu, nie uzyskuje się pomocy od tych, którzy mają ją nam dawać – czyli lekarzy. Koszmaru, przez który przechodzą osoby z przewlekłym bólem, nie bardzo potrafią zrozumieć także bliscy, pracodawcy, znajomi. Każda z chorych osób usłyszała przynajmniej kilka razy w życiu, że jest hipochondryczką, przewrażliwioną, udaje, bo jest leniwa, ma „niepoukładane w głowie” itp. A życie w piekle trwa… Czasami kończy się podcięciem żył, przedawkowaniem leków. Inni żyją, przyzwyczajeni, że nigdy nie będą czerpać z życia tyle, ile mogą inni. Są także tacy, którym udaje się wyjść z bólu lecz mimo to, cierpiących przybywa. Kiedy nadejdzie chwila, gdy polska służba zdrowia zauważy ten bolesny problem?

 

Autorka tekstu również jest osobą cierpiącą na przewlekły ból

Imiona niektórych bohaterek zostały zmienione na ich prośbę.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz