Egoizm samobójczyni – samobójstwo miłość czy nienawiść? „Nie umiem się nawet zabić”

„Wyrodna matka”, „Jak możesz myśleć o śmierci, masz dzieci”, „Chciałaś się zabić, zwariowałaś? Przecież masz męża, pracę, życie przed tobą!”. Te i podobne uwagi mogą usłyszeć kobiety, które powiedzą o swoich próbach lub nawet myślach samobójczych. Nie wolno im. To szczyt egoizmu – zostawić dzieci, męża, matkę, kogokolwiek. Mężczyźnie też ma się to za złe, ale jakoś mniej. Po prostu „chłopak nie wytrzymał”. Ona musi.

Według statystyk policyjnych kobiety w Polsce popełniają znacznie mniej samobójstw niż mężczyźni. W roku 2016 zabiło się 4638 mężczyzn i 767 kobiet, jednak nie są to pełne dane, a w niektórych miejscowościach liczby są bardzo do siebie zbliżone. Przecież to one częściej cierpią na depresję, bywają ofiarami przemocy, w tym domowej, stresują się brakiem dochodów, niezapłaconymi rachunkami, kłopotami dzieci. Słaba płeć nie może pozwolić sobie na odejście? Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki chcą się zabić mężczyźni, a jaki kobiety. One zazwyczaj łykają środki nasenne lub podcinają sobie żyły, co często jest możliwe do uratowania, oni podejmują bardziej radykalne środki. Kobiety, nawet myślą o śmierci chcą wyglądać „ładnie”, boją się powieszenia, nie lubią broni palnej, nie maja też do niej dostępu.

Wśród powodów popełnienia samobójstwa są m.in. niechciana ciąża, problemy rodzinne, utrata pracy, czy zawód miłosny, nieumiejętność zaakceptowania siebie, swojego ciała czy orientacji seksualnej. Oprócz tego, choroby, kalectwo oraz te, których źródła nie da się określić. Te ostatnie to mogą być najróżniejsze przyczyny. Trauma, jaką przeszły – molestowanie, gwałt, przemoc, której doświadczyły czy brak zrozumienia.

Kobieta X
Mieszka w dużym mieście. Nie tak wielkim jak Warszawa, ale większym niż np. Iława. Jest matką, ma dwoje dzieci w wieku szkolnym. Posiada tytuł magistra, ale uważa, że to nic w dzisiejszym świecie nie znaczy. Zawsze chciała zdobyć doktorat, ale myśli, że jest na to zbyt głupia. Nie zarabia dużo, ma małą firmę, która nie przynosi wielkich zysków. Czasami nawet straty. Jest uzależniona od męża, bo on ma prawo jazdy i samochód, a ona nie może prowadzić ponieważ jest chora. Jej problemy sprawiły, że wpadła w depresję i  nie jest stabilna emocjonalnie. Bardzo często myśli o śmierci, jednak nigdy nie udało jej się skutecznie zabić.

– Siedzę na parapecie. Pada deszcz. Chcę skoczyć, ale pode mną krzaki. Skoczę i co z tego? Nie mieszkam wysoko. Najwyżej się połamię. Leki nie działają. Nie na tyle, żebym zasnęła na zawsze. Nie potrafię się pociąć tak, żeby przeciąć wszystkie żyły. Nie umiem. Jestem beznadziejna nawet w zabijaniu się.

Wciąż żyje, ale w snach jest ze swoimi zmarłymi. Tak mówi, „moi zmarli”. Ma ich więcej niż żyjących. Nawet martwe dziecko ma. Ale dwoje żyje, więc powinna być szczęśliwa, wszyscy tak mówią. Ale nie jest. Egoistka. Myśli tylko o sobie. Przecież musi żyć, bo ma dzieci. Ciągle to słyszy i ma dość. I co ma zrobić? Żyje. Po prostu żyje.
Chodzi do lekarza? Czasami.

– Psycholożka powiedziała, że mam dla kogo żyć, bo mam dzieci. Tak. Kocham je. Ale czy to wystarczający powód, żeby żyć? Wiem, jestem egoistką. To też mi powiedziała. Poczułam się jeszcze gorzej. Dostałam jakieś leki od psychiatry. Biorę je, od nich jestem tylko grubsza, brzydsza i jeszcze bardziej otępiała.

 

Depresja

 


Kobieta Y

Pochodzi z małej miejscowości, ma wykształcenie średnie i była ofiarą przemocy domowej. Kiedyś miała fajnego chłopaka, ale potem związała się z kimś, kto ją oszukiwał i zradzał. Jednak ten, co zdradzał, dał jej dziecko. Skoro ono jest, musi żyć. Miała kilka prób samobójczych, zanim jeszcze się urodziło. Gy był trzeźwy, zdarzały mu się „rzuty bycia przyjemnym”. Kupował jej nawet kwiaty. Obiecywał poprawę,a ona wierzyła. Raz była w szpitalu, po tak mocno się pocięła, a akurat matka wpadła w odwiedziny i się przestraszyła. W szpitalu przyszedł do niej psycholog, który powiedział, żeby się nie wygłupiała. Psychiatra zapisywał jej ciągle leki na uspokojenie, które zbierała, żeby w razie czego połknąć naraz i nie obudzić się.

– Nadal czasami chcę wyskoczyć z okna. Albo się powiesić. Albo nie wiem. Utopić się w wannie. Ale trzyma mnie poczucie obowiązku, bo przecież muszę żyć dla dziecka. Jego ojciec się nim w ogóle nie interesuje, alimentów nie płaci. Jeśli ja umrę, co się stanie z moim dzieckiem? O tym muszę myśleć, nie o sobie.

W życiu sporo osiągnęła, ma na koncie pełno kursów, świetnie zna] języki obce. Mimo to uważa, że do niczego się nie nadaje. Nie ma teraz pracy, żyje z tego, co da jej nowy mąż. Chociaż go kocha i on ją też, wciąż czuje ten osobliwy pociąg do śmierci. Z tego nie da się wyjść. Ona, ta śmierć, będzie z nią zawsze. Tak powiedziała. W życiu i poza nim. To egoistycznie – uważa – byłoby odejsć. Ale równie egoistyczne jest życie z kimś takim jak ja. Jestem tylko problemem,… (płacz)

Kobieta Z
Jest ze wsi, rodzina przemocowa, ojciec alkoholik, matka chora fizycznie i psychicznie, też lubi sobie wypić. Ma kilkoro rodzeństwa, które, jak powtarzają jej wszyscy, radzi sobie lepiej od niej. Jest często pacjentką szpitala, a konkretnie – akademii medycznej. Ma problemy z jelitami, wciąż przechodzi jakieś operacje, nie umie nawet dobrze nazwać swojej choroby. Co to za znaczenie, jak się nazywa? Przecież czy byłoby to zapalenie jelit czy angina czy cokolwiek innego i tak niszczy jej życie. Nie tylko choroba zresztą.

W „psychiatryku” była trzy razy i teraz chyba też jest. Chyba, bo nie wiem, co się z nią dzieje. Nie mam pojęcia, czy żyje. Nie odbiera telefonów, nie odpowiada na SMS, a jej rodzina dawno się odwróciła od „psychicznej”. Z ma jednak dziecko. To jest lub był jej problem, bo zawsze czuła się za nie odpowiedzialna. Bardzo chciała umrzeć, ale jak tu zostawić córkę? Zawsze wiedziała, że śmierć to wcale nie jest koniec. Że Bóg nawet samobójców przyjmie do siebie i że wynagrodzi ją za to, jak ojciec ją bił, matka wyzywała, brat wykorzystywał seksualnie. Za to, że w ciążę zaszła tylko dlatego, że jej partner, taki, co nie miał dwóch jedynek na dole, jak się upił, a pił prawie codziennie, chciał seksu. I za chorobę też. I że jej dziecku będzie lepiej.

Wiedziała zawsze, że córce nie jest potrzebna, bo wszyscy mówili, że jest beznadziejną matką, ale jednak dziecku potrzebna jest mama. Tylko właściwie, jak beznadziejna, to po co? Nie do końca to rozumiała. Kiedyś opowiedziała mi, jak stała przy torach i chciała się rzucić pod pociąg. Nie zrobiła tego ze strachu. I za ten strach też sobą gardziła. Czy coś w sobie lubiła? Nie, niczego. Może to, że córka jest ładna i, jeśli Bóg da, będzie mądra. Ale przecież głupia matka nie jest do tego potrzebna. Czy jest?

Wszystkie te historie nie są całkowicie prawdziwe, ani całkowicie zmyślone. Są napisane na bazie historii kilku kobiet, które nie chciały, by ich życie było upublicznione. Jednak po rozmowie z wieloma wciąż powtarza się jeden wzór. Wyrzuty sumienia i chęć by umrzeć – mimo wszystko.

Naprawdę nie wiem, co dzieje się z kobietą Z. Mam nadzieję, że żyje. Jej historia jest najbardziej oparta na życiu jednej kobiety, chociaż część faktów zmieniłam mając nadzieję, że nikt jej nie rozpozna.

One już są martwe. Za życia…

Aleksandra Z-P

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz