Feministka, czyli kto ?

Kolejny raz usłyszałam jak kobieta z tzw. świecznika odżegnuje się od nazwania jej feministką. Atrakcyjna, pewna siebie bizneswoman zarządzająca kilkudziesięcioosobową firmą w żadnym wypadku nie chce być kojarzona z ruchem feministycznym. W pierwszej chwili czuję pewnego rodzaju litość, w drugiej, zaczynam jednak rozumieć…

Litość, bo myślę, że pani, która tak bardzo nie chce być z feminizmem kojarzona, nie ma o nim zielonego pojęcia. Bo przecież feminizm to ruch o pięknych ideałach równościowych, wzniosłych i sprawiedliwych, z którym trudno się mądremu człowiekowi nie zgadzać! Zaczynam jednak taką kobietę rozumieć, ponieważ doskonale wiem, z czym się w Polsce feminizm kojarzy i zdaję sobie również sprawę iż, niestety, nazwanie siebie feministką może kobiecie ambitnej sprawić wiele kłopotów.

Jaki jest stereotyp feministki  w naszym kraju wszyscy wiemy; zakompleksiona, nienawidząca mężczyzn, brzydka, zaniedbana. Do tego krzykliwa, nieprzyjemna, złośliwa, wredna. Jest może i oczytana, ale czy mądra? Musi być niespełniona seksualnie, bo kto by chciał taką babę? Nie ma rodziny, dzieci, zazdrości wszystkim tym, którzy mają szczęście ją posiadać. Jest to opinia niesprawiedliwa, krzywdząca, żeby nie powiedzieć –  głupia. Jednak… być może w każdej bajce jest trochę prawdy, więc i w tej, teoretycznie wyssanej z palca teorii może być ziarnko zgodności z rzeczywistością.

Kim jest feministka? Trudno o prostą odpowiedź. Każda kobieta uważająca się za feministkę odpowie na to pytanie trochę inaczej. Rodzajów feminizmu jest bardzo wiele, a, jak podkreśla Rosemarie Putnam Tong w swojej książce „myśl feministyczna”, „Nie wszystkie feministki myślą tak samo”, co wielu zagorzałych przeciwników feminizmu może bardzo zdziwić. Czy można więc określić w jeden, spójny sposób polską feministkę?

Czytając „Zadrę”, najpopularniejsze pismo feministyczne w naszym kraju, można by dojść do wniosku, że feministka jest przede wszystkim… niezadowolona. Z szarych stron Zadry zieje niechęć do rzeczywistości i żal, że jest, jak jest. Słuchając jednak takich feministek jak Henryka Bochniarz czy Magdalena Środa można z kolei rozumować, iż to kobiety mądre, z pomysłami, ale i bardzo krytyczne w stosunku do panujących w Polsce realiów. Przyglądając się bliżej „naczelnej polskiej feministce”, Kazimierze Szczuce, nie trudno pomyśleć, że polska feministka sama nie do końca wie, czego chce, a ideały feministyczne mogą zejść na drugi plan, gdy pojawią się pieniądze. Studiując natomiast gender widzi się mądre, wykształcone i zdystansowane do świata kobiety, którym można wyłącznie zazdrościć.

Niestety, polski feminizm składa się także z butnych, nastawionych na własny sukces, nie tolerujących kompromisów ani argumentów drugiej strony kobiet (i mężczyzn). A jak w każdej sytuacji, takie osoby zazwyczaj robią najwięcej szumu wokół siebie i przez ich pryzmat właśnie widzi się polski feminizm. Nic dziwnego, że kobiety, które pragną mieć dobrą opinię wolą nie przyznawać się, że mają coś wspólnego z tym dziwnym, niereformowalnym i bardzo nietolerancyjnym towarzystwem. Można takie feministki spotkać zarówno na forach internetowych, jak i na Kongresie Kobiet, ale i wśród redaktorek pism feministycznych.

Polski feminizm wydaje się być towarzystwem zamkniętym i niechętnie podejmującym dyskusje z krytykantami. Czy tak naprawdę jest? Myślę, że sytuacja nie jest aż tak dramatyczna, chociaż może się czasem taka wydawać, szczególnie dla kogoś, kto feminizmu dobrze nie zna i wyrabia sobie o nim zdanie wyłącznie na podstawie programów telewizyjnych, w których z lubością pokazuje się feministki twarde, agresywne, nieprzyjazne.

Feministka, według mnie, to przede wszystkim kobieta, która wie, że jej płeć nie stawia jej na przegranej pozycji i rozumie, że trzeba zmieniać rzeczywistość, w której tak się dzieje. To kobieta tolerancyjna, ale i pewna swoich przekonań. Otwarta na krytykę, ale potrafiąca bronić własnego zdania. Mądra i zdystansowana. Wbrew pozorom – jeśli chce, jest zadbana, umalowana i seksowna. Może być matką żoną, może być lesbijką, sprzątaczka albo profesorką… To nie ma żadnego znaczenia. Bycie taką feministką to chyba czysta przyjemność?

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz