GWAŁT – Ratownicy MEDYCZNI z Elbląga oskarżeni o gwałt winni, ale bez kary. Polska krajem wolności gwałtu?

13 maja 2015 roku padł wyrok, który pokazuje, jak traktuje się dramatyczne sprawy kobiet w naszym kraju. Mimo wymienionych przez sąd paragrafów ( z art. 197 ) i opisów czynów dokonanych przez sprawców, których wysłuchanie najtrwalszym nawet osobom mogły przyprawić o mdłości i łzy, kara okazała się żałośnie niska. Zaznaczamy, że sprawcy uznani są winnymi wszystkich orzeczonych przez sąd czynów. Sąd nie miał najmniejszych wątpliwości co do ich popełnienia. Wszystkie zarzuty zostały potwierdzone dowodami takimi jak m.in DNA, zeznaniami świadków zdarzenia czy obdukcją. Oskarżeni nie pokazali się na orzeczeniu wyroku i nie odpowiadali na pytania mediów. Mariusz C. (główny sprawca – dwukrotny gwałciciel)  został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat za dwukrotne, podstępne doprowadzenie do gwałtu i inne czynności seksualne, Jarosław G. – na 8 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata za m.in inne czynności seksualne. Nadal mogą pracować, zarabiać, żyć normalnym trybem. Kara w zawieszenie to żadna kara, o czym śmiało wypowiadają się karniści,w tym takie sławy jak min. Płatek czy wiceminister sprawiedliwości. 

(Tekst zawiera sceny brutalne!  przeznaczony dla osób pełnoletnich ) 

Oskarżonymi w tej sprawie są ratownicy medyczni z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu. Dyrektorką tego szpitala jest pani Gelert, która, co być może nie jest bez znaczenia, startowała w wyborach prezydenckich swojego miasta z ramienia PO. Jest także kojarzona z Kongresem Kobiet i udziela się publicznie nie tylko w sprawach związanych ze szpitalem. Uważa się ją za działaczkę w sprawach kobiet i za tę, która przeciwdziała przemocy. W trakcie trwania całego procesu, mimo, iż ratownicy mieli poważne zarzuty postawione przez prokuraturę, pani Gelert,  nie zwolniła ani nawet nie zawiesiła swoich pracowników. „Wina leży po obydwu stronach” – to jej zdanie udzielone programowi TVN „Uwaga” stało się jej hasłem. „Pani w klapkach” – tak o niej mówią elblążanie…. Dziś oburza się na nią nie tylko część społeczeństwa, ale i ludzie znani i cenieni, np. dziennikarka Dorota Wellman, która w swoim niezwykle emocjonalnym tekście w Wysokich Obcasach opisała całą sprawę. Wysokie Obcasy, 06.06.2016 . Pani Wellman pisze w swoim felietonie: „No, szlag mnie jasny trafia. Tak skandalicznego wyroku w sprawie gwałtu jeszcze w Polsce nie było. Wszystkie kobiety w naszym kraju powinny się czuć pokrzywdzone i zagrożone, bo taki wyrok daje przyzwolenie gwałcicielom. Mogę gwałcić, bo jestem bezkarny, dostanę wyrok w zawiasach i będę wolny chodził po ulicy, na której mieszka ofiara. Gdzie zwykłe poczucie sprawiedliwości, gdzie ludzka przyzwoitość? Wyrok wydała kobieta. Hańba. Wstyd, Pani Sędzio!” Dodaje również okrutną i smutną prawdę.  Co oni mogli kobietom z Elbląga jeszcze zrobić? „Dopiero po ogłoszeniu wyroku ratownicy zostali zwolnieni z pracy w szpitalu. Nawet ich nie zawieszono. Jeździli do chorych, zajmowali się nieprzytomnymi. Dotykali kobiet. Dyrektorem szpitala jest kobieta. Wstyd i hańba, Pani Dyrektor!

Jak to było?

Oskarżeni, wraz z grupą innych ratowników wyjechali do Kaliningradu, we wrześniu 2013 roku, na szkolenia związane z ich profesją. Poszkodowana opowiada, że od pierwszych chwil, gdy tylko wsiadła z nimi do autobusu, ratownicy zachowywali się jakby jechali na wycieczkę, a nie do pracy. „Oczywiście nie wszyscy” – mówi – „Niektórzy byli fantastyczni i naprawdę oddani swojej pracy. Jednak wielu otworzyło pierwszą puszkę piwa już po pierwszych kilometrach”. Cała ekipa składała się z zespołu ratowników, koordynowanym przez p. Missana, (oprócz tej, pełni również funkcję lokalnego działacza PO przyp.red. ), organizatorki wyjazdu, p. Stanickiej,  oraz p. Aleksandry – tłumaczki i, naturalnie, kierowcy.

Gdy dotarli do celu, rozpoczęła się ciężką praca. Podobnie, jak za poprzednim razem (było to już kolejne takie szkolenie i , nie pierwsze tłumaczenie, lecz poprzednie przebiegały bez żadnych problemów) praca zaczęła się dość szybko, była intensywna i wyczerpująca. „Każdy, kto wykonuje tłumaczenia konsekutywne wie, jaki to stres, tym bardziej, gdy są one związane ściśle z jakąś trudną dziedziną, w tym wypadku z medycyną i trudnymi przypadkami. Ratownicy opisywali skomplikowany problem ofiar zmiażdżenia” mówi Aleksandra. „Kilku ratowników z Polski, (dwóch czy trzech, reszta była słuchaczami ) którzy przygotowali prezentację zrobili to na bardzo wysokim poziomie, więc  musiałam dać z siebie wszystko by oddać to, co mówili. Po pracy mieliśmy chwilę czasu dla siebie, a potem była kolacja z ratowniczkami rosyjskimi i przedstawicielami Rosji. Było miło, póki jeden z Polaków nie zaprosił mnie do tańca. Nie widziałam w tym nic złego, więc się zgodziłam, tym bardziej, że uzyskałam zgodę od p. Stanickiej, a nawet – zachętę. Ale on zaczął być brutalny. Przytrzymywał mnie mocno, namawiał na seks, opowiadał wstrętne rzeczy..” – tłumaczka zaciska usta i nie może mówić dalej. Opowiada, jak obmacywał, zmuszał do pocałunków. Mówi też o tym, jak niektórzy polscy ratownicy starali się przekonać Rosjanki by zostali z nimi na noc. „Wstyd mi było tłumaczyć te rzeczy, więc mówiłam bardzo ogólnikowo. Ale one wiedziały, o co chodzi. One stamtąd nie odeszły. One uciekły z tego hotelu, gdzie była ta cała kolacja, a ja musiałam nocować. Pamiętam, że gdy odchodziły, krzyczeli w ich stronę, że to szkoda, że nie zostaną na noc”. 

Potem, gdy część osób zebrało się w jednym pokoju, Jarek, ten, z którym tańczyłam, zaciągnął mnie na balkon. Obmacywał, wkładał ręce…” zawiesza głos. „Opowiadał, jak fajnie jest zrobić „skok w bok” i jaka jestem atrakcyjna. Dla niego takie wyjazdy są po to, by zdradzić partnera/partnerkę. Bo jest się daleko. Norma. Dla niego. Nie dla mnie! Mówił, że za „buziaka” się odczepi, a trzymał tak mocno, że brakło mi tchu, a jego ręka tkwiła w moich majtkach….Mówił, że to naturalne, iż skoro jesteśmy poza domem, trzeba z tego skorzystać, tzn. zdradzić swoich partnerów.”

Jarosław w mediach „To był normalny taniec. Ja teraz boję się wsiąść do windy z inną kobietą”. Jego żona, której nie było na miejscu zdarzenia. „Jak ta osoba może tak bezczelnie kłamać? Jak może spać spokojnie rujnując nam życie?”

Sędzia, w czasie wydawania wyroku, suchym głosem odczytywała to, jak, między innymi, Jarosław G. obmacywał piersi, jak zaciągnął ją na balkon, dotykał miejsc intymnych pokrzywdzonej. Wszystko to zostało udowodnione. Za to padło słowa „winny”. 

Później poszłam do swojego pokoju. Mariusz C, którego nie kojarzyłam wcześniej, wszedł za mną. Nie chciałam tego, ale on na początku był miły, troszczył się o mnie, pytał, jak się czuję.. Była impreza, czułam się już bezpiecznie, jak już wyrwałam się od tamtego. Skąd miałam wiedzieć, że zwyrodnialców wśród ratowników jest więcej? Wszystko wyglądało na taką zabawę….. ” – „przepraszam, ale nie mogę o tym mówić… to stoi żywo przed oczami, a jednak… tak trudno setny raz opowiadać o tym, co było dalej!” – płacze kobieta.

Sędzia w czasie wydawania wyroku mówiła o podwójnym zmuszeniu do stosunku. Najpierw był jeden raz, potem, gdy poszkodowana uciekła i, jak sama pokrzywdzona twierdzi – naiwnie – wróciła sama do swojego pokoju sama( gdyż nikt się nią nie zainteresował, chociaż co najmniej dwie osoby wiedziały, iż doszło już do gwałtu ), znów zgwałcił. „Dokąd miałam wrócić, uciec, jak nie do swojego pokoju?” pyta. „Przecież byłam za granicą. przerażona, sparaliżowana strachem i wcześniejszym atakiem padaczki. Dodatkowo być może wrzucili mi coś do wina, którego wypiłam ze dwa, trzy kieliszki w ciągu kilku godzin. Nie byłam pijana. Sączyłam wino dla towarzystwa, żeby nie urazić gospodarzy. Nie wiem, nikt tego nie udowodni. Ale to, że przy drugim gwałcie straciłam przytomność i to, że on ciągle powtarzał „na drugi dzień nie będziesz niczego pamiętać” o czymś świadczy. „Tabletki gwałtu mogły, według neurologów, zadziałać razem z moimi lekami na padaczkę inaczej niżby sobie tego gwałciciel życzył….np. z opóźnieniem

Sędzia mówiła dziennikarzom o wkładaniu palców w miejsca intymne, obmacywaniu, ściąganiu bielizny, o seksie oralnym itp, a także o podwójnym zmuszaniu do stosunku seksualnego. Suchym, twardym głosem wyliczała kolejne zbrodnie wykonane na ciele tej kobiety. Wszystko to słyszeli licznie zgromadzeni na Sali dziennikarze.

Przymus. Ból. Zranienia. Trauma.

Za pierwszym razem wyrwałam się, udało mi się, otworzyłam drzwi zamknięte przez niego na klucz tak, by nikt z zewnątrz nie mógł ich otworzyć. Słyszałam, że ktoś mnie woła, a ja leżałam pod cielskiem tego gnoja. Nie krzyczałam. Nie biłam. Nie rwałam włosów z jego głowy. Bałam się, że mnie zabije, że coś mi zrobi. Był silny. Muskularny. Śmiał się z mojej choroby (epilepsji przyp.red.). Pamiętam, jak śmiał się też, że mam duży brzuch, na co odpowiedziałam, że właśnie poroniłam. (…) Gwałcił mnie dalej.  Potem był krótki atak padaczki (petit mal przyp red.). Widział chyba, że w czasie ataku nie mogę kontrolować ciała i po nim stałam się taka słaba….Zresztą ciągle, od początku byłam słaba, przerażona, wyłam, płakałam, prosiłam by przestał, mówiłam i tym, że on ma żonę, ja męża i dzieci, a on wkładał łapska we mnie, przewrócił mnie na ziemię, czułam go w sobie, ten ogromny ból, rozrywający.. . Nie wiem, dlaczego, ale agresor trochę odpuścił, gdy organizatorka zaczęła krzyczeć bardzo głośno, a może to ja nabrałam sił i w końcu się wyrwałam. Wybiegłam z pokoju. Nie pamiętam wszystkiego, nie chcę pamiętać, a jednocześnie – niektóre rzeczy pamiętam zbyt dobrze. Tam była już ta organizatorka, jedyna kobieta w grupie. Nie mogła wejść do pokoju, który dzieliła ze mną więc się wkurzyła. Z drugim ratownikiem chcieli się dostać do pokoju. Wzięli drugi klucz z recepcji, ale Mariusz zostawił klucz w drzwiach. Słyszałam, jak mnie wołali i wołali….. Otworzyłam drzwi, rzuciłam się płacząc w ramiona tamtej kobiety ze słowami, „on mnie zgwałcił”. Zeznali to potem. Ta kobieta i ratownicy, którzy to słyszeli. Ona się tym nie przejęła. Nic nie zrobiła. Nic. Powiedziała, że mam się nie przejmować, że nic się nie stało, że będzie dobrze. Ja poszłam, jak w transie, do innych ratowników, którzy byli w innej części hotelu, miałam nadzieję na pomoc, ale byli, prawie wszyscy,  pijani. Wróciłam do pokoju. A on na mnie czekał. Powiedział, że mam się nie martwić, bo nie zajdę w ciążę i znów zaczął… i zgwałcił. Tak było. Potem straciłam przytomność. Nie wiem, co było dalej, obudziłam się rano, w swojej koszuli nocnej”.

Tłumaczka wróciła do domu i, mimo licznych namówień organizatorki wyjazdu by tego nie robić, powiedziała o całej sprawie nie tylko mężowi, ale i policji. „ Z dzisiejszej perspektywy wiem, że to był błąd. Ale skąd miałam to wiedzieć wtedy?” – mówi rozgoryczona. Została przesłuchana w., jak mówi, brutalny, obcesowy sposób. Policjantka wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie daje wiary panie Aleksandrze, sugerowała, że ta zmyśla, by „ukryć zdradę przed mężem”. Dokonano jednak obdukcji, która m.in. wykazała zranienia, chociaż i na to prokuratorka znalazła wyjaśnienia mówiąc w czasie przesłuchań „co kto lubi”. Nie zabezpieczono DNA gwałcicieli, nie sprawdzono ich, nie zbadano, nikt ich nawet nie przesłuchał. Zbadano wyłącznie tłumaczkę pobierając od niej DNA, co można uznać, w tej całej sprawie za niezwykłe szczęście. DNA gwałciciela znaleziona na m.in wewnętrznej stronie bielizny ofiary i jej piersiach.

Zgodnie z podpowiedzią (nieformalną) policji Aleksandra z mężem i rodziną wynajęli adwokata. Jak się okazało, bardzo słusznie. Gdyby nie on, sprawa wylądowałaby w koszu – „sprawy umorzone”. Dlaczego? Nie wiadomo. Pani Aleksandra podała świadków, imiona i nazwiska sprawców,  miejsce zdarzenia i dowody. Mimo to policja wystąpiła z wnioskiem o umorzenie.

W trakcie długo ciągnącej się sprawy pani Aleksandra traktowana była jako ta, która popełniła zbrodnię. Oczywiście sprawa zaistniała w lokalnych mediach, gdzie internauci wspierali ją lub wręcz odwrotnie, bronili honoru ratowników. Ich znajomi, przyjaciele, oni sami rozpisywali się na forach, próbowali podważyć wiarygodność p.Aleksandry.  jednak nie tylko w tym rzecz. Mogli spokojnie ustalać sobie wersję wydarzeń, bo zostali przesłuchani, zarówno oni, jak in świadkowie, dopiero po około 7 miesiącach od gwałtu!

Najpierw upokarzające przesłuchanie na policji, ale to jeszcze nic. Gdy mój adwokat zadziałał i sprawa nagle okazała się istotna, zostałam wezwana na przesłuchania do prokuratury. Liczył się każdy detal. Wielkość…. kolor….  (…)”.

Wciąż czułam się nie jak ofiara brutalnej zbrodni, ale jak oskarżona. Tak, jakbym to ja zrobiłam coś złego, tylko nie wiedziałam, co… Wreszcie, po tym, jak mój pełnomocnik złożył skargę na śledztwo, otrzymałam informację, iż przestępcy przyznali się do winy, albo zgodzili się na wyrok, co w praktyce znaczyło to samo. Wspaniale! Pani prokurator pogratulowała mi, a jej słowa będę wspominać do śmierci „Możecie Państwo (p. Aleksandra i jej mąż przyp. red) otwierać szampana! Przyznali się i dostaną niską karę w zawieszeniu!” Tak ustaliła z gwałcicielami, za moimi plecami, pani prokurator, ta sama, która jeszcze miesiąc wcześniej obiecywała mi dać im najwyższy wyrok kary ! Wszystko miało być sprowadzone do hm…. – zastanawia się p. Aleksandra – nie chcę skłamać bo zwyczajnie nie pamiętam, ale czegoś w rodzaju – trochę przesadziliśmy”.

To, że się przyznali mogło być dobrą wiadomością, ale nie taka kara! Mecenas Kanty, jeden z lepszych na północy Polski, porównywał to., w programie TVN „Uwaga!” do kary za jazdę po pijanemu…. Na rowerze.

Ani ja ani mój pełnomocnik nie mogliśmy się na to zgodzić. Zaczęła się więc walka i sprawa trafiła do sądu. Wtedy ratownicy elbląscy, Jarosław G oraz Mariusz C. zostali, oficjalnie, tym razem nie przez prokuraturę, lecz sąd, oskarżeni o gwałt i inne czynności seksualne. Sprawa trafiła do sądu, a pani Gelert, polska feministka i uczestniczka Kongresów Kobiet broniła gwałcicieli do ostatniej kropli krwi. Nie zwolniła ich, mimo ich poprzedniego wyznania winy ani faktu iż, jak sama twierdziła „zachowali się nieprzyzwoicie”. Stwierdziła, że „wina leży po obydwu stronach”. Jej pracownicy natomiast zmienili zdanie. „Uznali, że jednak są niewinni i w ogóle nie mieli ze mną nic wspólnego. Potem dopiero zrozumiałam i doceniłam wartość dowodów w postaci DNA. Znaleziono ślady w takich miejscach, które nie dawały żadnych wątpliwości, że to był gwałt. Dodatkowo była przecież obdukcja i świadkowie”.

Następnie była sprawa. Długa sprawa. Trwała ponad rok, kilkanaście rozpraw, nawet moja mama zeznawała, nie wiem, po co. Nie będę opisywać wszystkiego, ale powiem – to był potworny, bolesny koszmar. Ciągle, codziennie słyszałam słowo, którego nienawidzę do dziś – „cierpliwości”.

W międzyczasie zdążyłam zostać przesłuchana, oprócz prokuratury i policji (w sumie 3 dni) przez trzech obrońców gwałcicieli (dwa dni), jedną panią psychiatrę, jedną psycholożkę i jednego neurologa. Żadne z nich nie należało do przyjemności, ale to, co ze mną zrobili obrońcy tych zwyrodnialców….” Głos Aleksandry załamuje się, ale szybko bierze się w garść. Podważano jej wiarygodność. Poddawano w wątpliwość jej dotychczasowe życie. Wyszukiwano spraw sprzed lat, próbowano wmówić, że składała już jakieś wnioski o zgwałcenie, co kompletnie mijało się z prawdą. Adwokaci i oskarżeni starali się zrobić z ofiary kogoś złego, słabego, niegodnego zaufania. Nikt nie podważał natomiast ich wiarygodności. Dlaczego? Odmówili zeznań. Po prostu. Bali się, że zaplączą się w swoich własnych kłamstwach?

Rozprawa: „Było ich trzech, a ja jedna. Miało tak być, że oni dadzą kartki z pytaniami pani sędzi i to ona będzie zadawać pytania bezpośrednio mi. Oni mieli tylko słuchać za lustrem weneckim i ewentualnie dodawać pytania, miałam ich nawet nie widzieć. Jednak, dziwne, wszyscy troje o tym „zapomnieli”, nie spisali pytań na kartkach. Co więcej, byłam nagrywana na kamerze, wisiał przede mną mikrofon. Ciągle kazano mi mówić głośniej, a mi chciało się płakać, wyć… Nie mogłam mówić głośno i wyraźnie… Jak mówić głośno o tym, że np. wkładał mi palce w odbyt? Ich adwokaci nie przebierali w słowach. Pytali o rzeczy sprzed ponad 10 lat !! Podobno ktoś mówił, że byłam ubrana wyzywająco, chociaż według jednej z pań adwokatek usłyszałam nieoficjalnie  (w sumie adwokatów było trzech przyp.red) jestem tak brzydka, że bez kija do mnie by nie podeszłaObrońcy krzyczeli na mnie, wywlekali sprawy sprzed lat, upokarzali, gnoili. Tak ma wyglądać etyka prawnicza w tym kraju? Sędzia odrzucała pytania, ale nie ukarała adwokatów za nie w żaden sposób. 

Pytania dotyczyły szczegółów wydarzenia, niektórych z nich nie jestem w stanie sobie przypomnieć do dziś, co, poza faktem iż jest to tzw. stres pourazowy, bo to po prostu nierealne by pamiętać wszystko. Musiałam się ciągle z czegoś tłumaczyć, jakbym to ja była winna! To tłumaczenie się było chyba najgorsze” – milknie kobieta… „ A dlaczego nie krzyczała Pani? Dlaczego nie uderzyła go Pani? Ale ja próbowałam go odepchnąć! Próbowałam go z siebie zepchnąć! Tak, jak tego pierwszego. Próbowałam go z siebie zdjąć, odsunąć, słowami, płaczem, prośbą. Nie, nie krzyczałam. Nie byłam w stanie. Bałam się. Gwałciciel, który zgwałcił mnie dwa razy, był tak silny, dobrze zbudowany i agresywny, że mógł mi zrobić krzywdę. Ja ważę niecałe 50 kg, a on? Duży, silnie zbudowany, umięśniony facet. Kazał mi siedzieć cicho, więc siedziałam!

Jak to dwa razy?  „No bo ja, po tym, jak wybiegłam z płaczem mówiąc, że mnie zgwałcił, wróciłam do pokoju i on na mnie tam czekał. Nie pamiętam wszystkiego, co mówił, na pewno coś takiego, że „nie będziesz nic pamiętać” i że nie zajdę w ciążę. I znów zaczął to samo, tylko brutalniej niż wcześniej. Śmiał się. Ohydnie i wstrętnie. Dusiłam się….Łatwo domyślić się dlaczego”. A potem straciłam przytomność. Nie wiem, co było dalej. Nic nie wiem. Straciłam przytomność. Obudziłam się rano, w swojej koszuli. Nieprzytomna, z rozmytym makijażem, zapłakana z podkrążonymi oczami. Od razu poinformowałam męża, który kazał mi zachowywać się, na ile to możliwe,  w miarę normalnie. W Elblągu poszłam na policję, wszystko, co mogłam to powiedziałam. Policjantka była bardzo niemiła, mówiła, że ściągnęli ją w piątek, a ona ma weekend, że przecież powinna mieć wolne. Pamiętam, jak wmawiała, ze skoro nie pamiętam, to znaczy, że kłamię. I że chcę ukryć zdradę przed mężem. Jedyną współczującą kobietą była pani ginekolog, która widząc moje wewnętrzne uszkodzenia oraz stan psychiczny bardzo mi współczuła”.

Po wyjściu z Sali, gdzie usłyszała wyrok, kobieta była blada i roztrzęsiona. „Ten wyrok, który usłyszałam dziś to policzek w twarz. Nie, nie policzek. To jakby mi ktoś plunął prosto w oczy. Jeden zwyrodnialec mnie dwa razy brutalnie zgwałcił. Drugi molestował, namawiał na seks, zmuszał do obrzydliwych pocałunków, obmacywał, gdy się wyrywałam. Przed dziennikarzami pani Aleksandra mówiła drżącym głosem. „I co ja mam teraz powiedzieć innym kobietom? Nie idźcie na policję, bo to i tak nie ma sensu, bo nie ma sprawiedliwości? Najpierw zgwałcili mnie oni, potem policja, prokuratura, ich obrońcy, a teraz wyrok sądu”.

Nie śpię dobrze, mój stan zdrowia znacznie się pogorszył. Jestem o wiele smutniejsza niż kiedyś. Mam swój, chory, zamknięty świat, co widzą moje dzieci. Mimo leków, terapii, wciąż ponoszę karę za to, co nie było moją winą. A oni? Oni cieszą się wolnością! Mogą szukać nowej pracy, a może wkrótce powrócą do poprzedniej, kto wie. Pani Gelert może znajdzie usprawiedliwienie dla nich i znów będą pracować z ciężko chorymi ? Zapewne w dniu, gdy to mówię (13.05 przyp.red) piją szampana, zgodnie z zaleceniami pani prokurator. Przegrałam nie tylko ja. Przegrały wszystkie zgwałcone kobiety. Okazuje się, że państwo polskie nie jest w stanie dać kary ludziom, którzy niszczą życie matkom, żonom, babciom, singielkom, wszystko jedno – kobietom. Gdyby ci ludzie palili marihuanę czy jechali na rowerze pod wpływem alkoholu otrzymaliby o wiele wyższy wyrok. Nie wspominając o tym, co byłoby, gdyby np. ukradli 500 zł. Ze sklepu” mówi Aleksandra. „A ja nadal będę bała się wychodzić z domu, żeby ich nie spotkać….Jeden z nich mieszka niedaleko mnie.  I nigdy, nigdy nikomu już nie zaufam. W tej sprawie nie pomógł mi nikt, oprócz najbliższych i jednej fundacji, która, za co ogromnie dziękuję, napisała wniosek o odszkodowanie. Jednak, mimo iż moja sprawa była już medialna, mimo, że o to wsparcie prosiłam, tej pomocy nie dostałam. A najbardziej, co cholernie boli – zawiodły mnie kobiety. Teraz zainteresowała się moją sprawą Feminoteka oraz, co jest dla mnie wielkim wsparciem, Codziennik Feministyczny, który napisał list w mojej sprawie. Brak mi słów podziękowań…. To jest dla mnie jak łapanie powietrza, gdy się tonie”

„Z drugiej strony, chcę inne kobiety chronić. Wspierać je i pomagać. Wiem, że ofiarami tego typu przestępstw padają także mężczyźni, ale jednak duża większość poszkodowanych to kobiety. Opowiadam więc swoją historię traktując to jako misję… Chcę, żeby wreszcie coś się zmieniło. Chcę, żeby społeczeństwo zrozumiało, że gwałt to nie jakieś tam zwykłe „mizianie”, ale potworna, koszmarna przemoc i trauma na wiele, wiele lat. Dlatego o tym mówię, wypowiadam się w mediach ja i mój mąż. Tak nie może być, to się musi zmienić.” – dodaje kobieta. 

Uzasadnienie wyroku sądu jest niejawne, a wyrok nieprawomocny.

Ratowników skazanych za liczne paragrafy nie można było spytać o ich opinię, nie pojawili się na rozprawie. Nie rozmawiają z prasą, zamykają drzwi przed dziennikarzami. Niewygodny fakt, że w czasie śledztwa w prokuraturze przyznali się do winy, a potem drastycznie zmienili zeznania być może sprawił, iż nie mają ochoty na rozmowy. Zeznania w prokuraturze i sądzie różniły się, także przez tych, którzy chcieli ich bronić. Zeznania ofiary były składne i niepodważalne. Każdy z paragrafów, o jakie byli oskarżeni został udowodniony przez sąd. Skąd tak niski wyrok? Możemy jedynie domyślać się, iż na przykład. ze względu na fakt, że gwałciciele nie byli wcześniej karani.

Przypominamy Kodeks Karny i przywołujemy NIEKTÓRE paragrafy ze sprawy p. Aleksandry, na podstawie których uznano dwóch ratowników, Jarosława G oraz Mariusza C za winnych  MIĘDZY INNYMI :

Art. 197. Zgwałcenie
Dz.U.1997.88.553 – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny
§ 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do
obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
§ 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Według jednej z pań doktor prawa występującej w programie POLSAT, oskarżony o gwałt powinien być oskarżony o gwałt ze szczególnym okrucieństwem ze względu na m.in wyszydzanie ofiary, jej traumy i choroby. Czy to możliwe w polskich realiach? Jak skończy się ta sprawa?

 

Jeśli zostałaś zgwałcona i chcesz podzielić się z nami swoją historią, pisz – naczelna@puellanova.pl Może potrzebujesz „wygadania się”, a może chcesz otrzymać informację, gdzie szukać pomocy? Może też masz ochotę pokazać swoją historię Czytelniczkom i Czytelnikom i pragniesz im coś poprzez nią przekazać? Nie wahaj się, pisz.

 

A.P i J.M

Inne media na ten temat 

TVN Style – Skandaliczne wyroki za gwałt

FATKT.pl – W Polsce prawo nie stoi po stronie zgwałconych

Duży Format „Elbląg gwałtu nie widzi”

Wysokie Obcasy zapowiedź tekstu w Dużym Formacie

Wysokie Obcasy Dorota Wellman

UWAGA TVN – 2-ga część – walka i tak nie ma sensu

UWAGA TVN 1-wsza część – wmawiano mi, że to moja wina

TVN (Dzień Dobry TVN)

TV POLSAT

List otwarty Codziennik Feministyczny 

TVN 24

FAKTY TVN

FAKT.pl

TVP

TV Elbląg

Na Temat.pl 

Wyborcza.pl

 FAKT.pl Gdansk

Wyborcza.pl

Radio Olsztyn

Łętowska chce zrozumieć sąd

 INNE ARTYKUŁY PUELLANOVA:

http://puellanova.pl/gwalt-i-milczenie-w-cieniu-stereotypow-i-smutnej-rzeczywistosci/

http://puellanova.pl/gwalt-przestepstwo-drugiej-kategorii/

http://puellanova.pl/gwalt-to-dopiero-poczatek-dramatu/

 

 

 

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz