Kobiety idą na pomoc – Nie straszna im praca fizyczna – bohaterki naszych czasów operują siekierą. Rozmowa z Dorotą, zaangażowaną w pomoc poszkodowany po nawałnicach w Borach Tucholskich i na Kaszubach

Rozmowa z Dorotą Mleczko – jedną z tych kobiet, które pokazują, że kobiety to nie tylko „delikatne istoty”, ale także silne, mocne, pełne empatii osoby, które bez chwili zastanowienia się są tam, gdzie ich potrzebują. Takich bohaterek jest więcej, coraz więcej. Dorota jest jedną z nich i podziwiamy jej niesamowity upór oraz konsekwencję w niesieniu pomocy. Z Dorotą rozmawiałam 25.08.2017.


Aleksandra Z-P: Spędzenie weekendu z piłą w dłoniach, to dość oryginalny pomysł… Skąd ta chęć pomocy poszkodowanym i to właśnie w ten sposób – fizyczny?
Trafiła do mnie informacja, że potrzebna jest pomoc fizyczna, i właśnie to mnie zachęcił do działania. Na co dzień uprawiam dużo sportu, mam też mnóstwo znajomych, którzy też lubią się zmęczyć… no i mam też swoja amatorską drużynę sportową, dla której organizuję różne akcje – treningi, warsztaty, wyjazdy. Od razu pomyślałam, że usuwanie drzew to świetna okazja, aby tę pasję przekuć na dobry uczynek.

Sport sportem… Wiele z nas go uprawia.. Głównie dla zdrowia, by być fit”, niekoniecznie by być w gotowości do pomocy! Jednak wciąż wydaje się, że kobiety (mówię to z lekkim niesmakiem) to takie „kruche, delikatne istoty”, a Wy pokazujecie zupełnie inną stronę płci pięknej… Za co ogromnie Wam dziękuję!
Myślę, że kobiety już dawno przestały być tylko kruche i delikatne. Mam wrażenie, że w życiu codziennym czasem jest wręcz na odwrót: to kobiety są odważne, zdecydowane, energiczne. Szybciej przystępują do działania. A te, które na co dzień uprawiają sport, są również silne i mogą spokojnie cały dzień taszczyć kłody! Ale żeby nie było, że komuś tutaj ujmuję – mężczyźni w naszej drużynie w niczym nam nie ustępują, a nawet potrafią przenieść dwie kłody jednocześnie (śmiech)

Jak udało Ci się zorganizować wszystko w tak krótkim czasie? Dojazd, sprzęt, no i przede wszystkim – zebrać ludzi?
Akcja, w której spontanicznie wzięliśmy udział, nie była organizowana przeze mnie, lecz przez sołtysa Obozina. Kolega z drużyny zwrócił na nią uwagę i postanowiliśmy w kilka osób dołączyć. Po powrocie natomiast postanowiłam działać już na własną rękę, mając niezbędne kontakty i ogląd na sytuację. Jutro więc jedziemy już samodzielnie działać, tym razem w Grabowie. Sprzęt tam w większości mają, nie musiałam go więc organizować. Dojazd nie jest już problemem – drogi są przejezdne, zorganizowaliśmy się więc we własne samochody. A ludzie… ta moja ekipa, drużyna Padł Na Ryj, to są właśnie tacy narwańcy. Wystarczy rzucić hasło, że robimy coś fajnego, i już pędzą ! (śmiech) Wiedziałam, że będą szczęśliwi, jak będą mogli wykorzystać swoje mięśnie w dobrym celu. Z resztą niektórzy sami dopytywali, kiedy będę znów jechać pomagać, bo też by chcieli.

Ooo Właśnie. Padł na Ryj, cóż to takiego?
Długo by mówić. Nie ja byłam założycielką i nie tylko kobiety są zaangażowane. Uprawiamy różnego rodzaje sportu – biegamy, wspinamy się, jeździmy na rowerach…. Itp

Rytel

Ok. Przejdźmy do pomocy po huraganach. Ilu Was było?
W akcji sołtysa z Obozina wzięło udział około 25 osób. Jutro (26.08.2017 – dop. red.) na razie wygląda na to, że jedziemy w 10 osób – 7 kobiet i 3 mężczyzn. Chociaż według FB kolejnych 14 jest zainteresowanych, więc może będzie nas więcej…

 

Czy warto jechać, spontanicznie, „tak po prostu?”
„Tak po prostu” to raczej nie ma sensu jechać. Lepiej się wcześniej skontaktować z koordynatorem w danym regionie. Ostatnio akcja była dogadana z sołtysem Zalesia Tym razem też jedziemy w konkretne miejsce, gdzie wiemy, że nasze ręce do roboty się przydadzą.

Jak zareagowali mieszkańcy?
A reakcja? Ludzie są niesamowici! W Zalesiu wszędzie witali nas jak rodzinę, częstowali kawą, jedzeniem… było bardzo dużo jedzenia – śmieje się. Przy okazji pomyślałam sobie, że koniecznie trzeba wybadać potrzeby danej wsi zanim się pojedzie, bo jak byśmy np. zawieźli żywność do Zalesia, to by im się raczej nie przydała….. Za to bardzo potrzebne były ręce do pracy, a mieszkańcy bardzo nam dziękowali…aż trochę głupio było, bo przecież to, co zdążyliśmy zrobić w ciągu jednego dnia, to zaledwie kropla w morzu potrzeb….

Nie wszyscy mogą, tak jak Wy, pomagać bezpośrednio. Wiesz, czego potrzebują poszkodowani? Wiele osób chce po prostu zawieźć im potrzebne rzeczy, ale przez szum medialny właściwie nie wiadomo, co dokładnie jest potrzebne. Oprócz, oczywiście, pieniędzy.
Warto dołączyć do grupy na FB Pomoc mieszkańcom Kaszub i Borów Tucholskich po huraganie. Tam można znaleźć wszelkie potrzebne informacje, numery kontaktowe do koordynatorów, ewentualnie można też zadać pytanie w poście.

Materiały – głównie budowlane, o których tak dużo się mówi… To właściwie co? Kupić kilka puszek farby – chyba nie o to chodzi?
Jak wspominałam, najlepiej się dowiedzieć konkretnie, co gdzie jest potrzebne, U jednych zwiało dach, innym zawaliła się stodoła, więc potrzeby na materiały mogą się bardzo różnić.

Co ze „słynnym” już wojskiem? Kto pomaga poszkodowanym najbardziej?
W Zalesiu, kiedy tam byliśmy, wojska w ogóle nie widzieli. Krążyły też opowieści o żołnierzach, którzy pojawili się w jakiejś wsi, ale pół dnia tylko siedzieli i patrzyli, jak ludzie pracują, bo nie mieli rozkazów… W minionym tygodniu chyba już gdzieniegdzie się pojawiają wojskowi. Pierwotnie mieliśmy na przykład jechać do Kruszki usuwać drzewa z pól, ale wczoraj sołtys mnie poinformował, że do niedzieli ta robota będzie już zrobiona, bo w międzyczasie było już kilka grup wolontariuszy oraz wojsko. A kto najbardziej pomaga? Na pierwszym miejscu może wymienię ochotniczą straż pożarną, która, przynajmniej w Zalesiu, pracuje non-stop. Przez pierwsze dni po huraganie podobno spali po 2 godziny dziennie… kiedy byliśmy we wsi tydzień po nawałnicy, również widzieliśmy ich cały czas w akcji, wozy jeździły wte i wewte, pędzili tam, gdzie byli najbardziej potrzebni. Oczywiście zwykli ludzie, mieszkańcy. Pracują wspólnie, jadą najpierw tam, gdzie pomoc jest najpilniejsza, a dopiero w drugiej kolejności zajmują się szkodami na własnym gospodarstwie. I trochę wolontariusze z miast i nieposzkodowanych wsi. Wszędzie, gdzie ostatnio dzwoniłam w poszukiwaniu zadania, słyszałam, że prawie codziennie jakaś grupa przyjeżdża. Z resztą wystarczy wejść na wyżej wspomnianą grupę na FB i poczytać posty… mnóstwo ludzi organizuje zbiórki i transporty, wiele firm sponsoruje niezbędny sprzęt. Potrzeby są ogromne, ale pomoc również 🙂

Czy to prawda, że ludzie skarżą się na zbyt późną pomoc ze strony rządu?
Tak, rozmawiałam z mieszkańcami, strażakami, pracownikami gminy oraz z mieszkańcami Zalesia. Wszyscy skarżyli się na brak pomocy ze strony państwa. Opowiadali o tym, jak pani premier Szydło krąży po okolicy ze swoim konwojem na sygnale, tarasuje drogi, tak że prawdziwa pomoc nie może przejechać. Jak TVP każe pozować do wywiadów, wychodzić przed dom, owijać się grubymi kocami, przytulać dzieci i robić smutne miny do kamery… W jednej gminie podobno wręczała na wizji zabawki dla dzieci rodzin poszkodowanych. Niestety te zabawki ludzie musieli najpierw sami kupić… Wiele słyszała w m.in w gminie. Cytuję, to, co słyszałam.

Niestety, rozmowa z Dorotą nie jest łatwą sprawą :) Jest wciąż zajęta, wciąż pomaga poszkodowanym. Prywatnie jest mamą synka, myśli o swojej przyszłości i ma bardzo sprecyzowane plany, chce także nadal pomagać. Jeśli uda się nam porozmawiać z Dorotą raz jeszcze –damy znać. Tymczasem – wielkie DZIĘKUJEMY za jej działania, chęci, umiejętność organizacji i wielkie dobro. Takie są prawdziwe bohaterki! Powodzenia, Dorotko!

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz