Kobiety stają się obywatelami „gorszego sortu” – gwałt i przemoc w polskiej rzeczywistości

Odebranie finansowania dla m.in Centrum Praw Kobiet, pojedyncze przypadki rozpraw – kolejne „zawiasy” dla sprawców brutalnego gwałtu i te „dziennikarskie” tytuły – „seksafera” artykułów, które mówią o dramatycznych przeżyciach zgwałconych i molestowanych kobiet. My, kobiety, nie jesteśmy już nawet „drugim sortem”. Jesteśmy „podobywatelkami”, których problemy są nie tylko zamiatane pod dywan, ale dodatkowo wzmagane, powielane i wyśmiewane.

Kobiety nie są sekszabawkami mężczyzn, sprawy o zgwałcenie to nie są seksafery. Mylne przekonanie, że kobieca seksualność należy do mężczyzn sprawia, że w ich postrzeganiu przemoc seksualna przemocą nie jest.  Zgwałcenie nie jest aktem seksualnym, jest aktem dominacji i władzy. Nazywanie zgwałcenia seks aferą jest skandaliczne i pokazuje stan polskiego dziennikarstwa, którego poziom zagubił się w ferworze uganiania się za sensacją” mówi Anna Sadowska, prezeska fundacji „Stop Gwałtom”.

Niestety, dziennikarze pewnej lokalnej gazety nie są w stanie tego zrozumieć. Nie oni jedni, gdyż taki język w odniesieniu do przestępstw na tle seksualnym to wciąż norma w naszym kraju. Także ogólnopolskie tygodniki bez oporów nazywają m.in sprawę gwałtu na urzędniczce z Olsztyna „seks aferą”, czy po prostu „sprawą o seks”.  Wniosek nasuwa się sam – przyzwolenie na gwałt i molestowanie jest ogromne. Niestety „kary bez kar” jakimi są m.in wyroki w zawieszeniu dla przestępców są wynikiem także takiego myślenia. Bo skoro ktoś gwałt nazywa się seksem, to właściwie za co karać? Czy w związku z tym 16-letnia dziewczynka, która została brutalnie zgwałcona przez swoich kolegów również po prostu uprawiała seks? Tak zapewne napisałaby o tym osoba, która, uważając się za dziennikarza, liczy na większe zainteresowanie swoim tekstem.

 

Horror woman behind the matte glass ,style  black and white, Blurry hand and body , soft focus

 

Zgwałcone, sponiewierane, bite kobiety, które do tej pory miały możliwość ubiegania się o pomoc w Centrum Praw Kobiet również mogą czuć, jakby ich sprawy były tymi mniej istotnymi. Może o nich także ktoś napisze, że to tylko afera. Nic wielkiego właściwie. „Kilka” ofiar przemocy, cóż to takiego. A może to same chciały? Przecież wiadomo, że skoro jest żoną, to jemu się należy i koniec. A jeśli zgwałcił znajomy, cóż. Jak napisała w ostatnim Newsweeku, Anna Szulc „Porządnym chłopcom nie można przecież zmarnować życia”. http://www.newsweek.pl/gwalt-dlaczego-ofiarami-gwaltow-nikt-sie-w-polsce-nie-przejmuje-,artykuly,385671,1,z.html

Czy w takim razie pani prof. Fuszara przesadza mówiąc w rozmowie w Radiu TokFM  że „Rząd zdecydował, że ofiara ma zostać w rękach kata”? ( http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,20093683,rzad-zdecydowal-ofiara-ma-pozostac-w-rekach-kata-prof.html ). Niestety nie. Ofiary tych trudnych, koszmarnych przestępstw i tak mają wystarczająco trudne życie. Ministerstwo Sprawiedliwości zdecydowało, że doda im kolejny problem odbierając możliwość otrzymania pomocy. Centrum Praw Kobiet jeszcze działa i wciąż w zakładce „Kto nas wspiera” widnieje logo MS, ale nikt nie ukrywa, że wkrótce może po prostu zniknąć. Bez rządowego dofinansowania  nie będzie w stanie działać. I to wcale nie jest zabawne. Chociaż na pewno znajdzie się ktoś, dla kogo i ta sprawa będzie tylko dziennikarską sensacyjką.

Aleksandra ZP

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz