Magazyn dla ludzi? Wywiad z naczelną EksMagazynu, nowego pisma!

 Kocha motory, konie, lubi feministki… Jest doświadczoną dziennikarką i została naczelną nowego pisma, EksMagazynu. Od ponad pięciu lat dziennikarka i publicystka „Gazety Wyborczej”, wcześniej związana z radiem TOK FM. Korespondentka zagranicznych mediów informacyjnych, autorka artykułów, raportów i analiz dla portali specjalistycznych w dziedzinie nowych technologii i wnętrzarstwaWywiad z Anetą Zadrogą, specjalnie dla czytelniczek PuellaNova!

Aleksandra Zumkowska-Pawłowicz: Jak wspomina Pani rozpoczęcie kariery?

Aneta Zadroga: Jeszcze nie wspominam, na razie dobrze pamiętam, w końcu nie było to tak dawno:) Moje pierwsze zetknięcie z profesjonalnymi mediami miało miejsce na II roku studiów. Żeby dostać się na staż do Grupy Radiowej Agory, trzeba było przejść test wiedzy o Krakowie (lokalny oddział) oraz zaprezentować swoje umiejętności dziennikarskie. Wtedy okazało się, że wiedza zdobyta na studiach to jedno, a praktyka to coś zupełnie innego:) Ale udało się i z miesiąca stażu zrobiło się prawie pół roku. Później postanowiłam spróbować swoich sił w mediach pisanych i tak znalazłam się w „Gazecie Wyborczej” i zostałam tam na dobre. I chociaż nie raz zdarzają mi się chwile zmęczenia i ogólnego wkurzenia:), to nie wyobrażam sobie, żebym mogła w życiu robić coś innego, niż „dziennikarzenie”.

2.    Czym jest dla Pani powstanie pisma „Eksmagazyn”, kolejnym krokiem w karierze, nowym doświadczeniem?
Próbą zrobienia czegoś, czego jeszcze nikt w Polsce nie zrobił. Przemyślanym eksperymentem oraz próbą stworzenia kobiecego magazynu, po który sama chętnie bym sięgnęła:)

3.    W jaki sposób powstał pomysł na Eksmagazyn?

Pomysł narodził się podczas jednego z „babskich” spotkań. Zastanawiałyśmy się z koleżankami, czy jest jeszcze coś, czego nikt nie wymyślił. I doszłyśmy do wniosku, że tak – pismo dla kobiet, które nie jest poradnikiem, nie sili się na uczenie czytelniczek życia, a z góry zakłada, że jest medium, które służyć ma rozrywce i przyjemności i nie udaje niczego innego. No i pokazuje pięknych mężczyzn, bo przecież mężczyźni też są piękni:)

4.    Czym ma być to pismo, jaki będzie jego charakter, do kogo jest skierowane?

Ostatnio rozmawiałam z Januszem Radkiem. Opowiedziałam mu o piśmie i o tym, do jakich kobiet jest skierowane, a on z uśmiechem skwitował: „znaczy, że to będzie magazyn dla ludzi?”:) Zatem, EksMagazyn będzie dla ludzi. Jak już wspomniałam będzie pokazywał niezwykłych ludzi, tych z pierwszych stron gazet i tych nieznanych poza swoim własnym kręgiem. Mamy zespół doświadczonych dziennikarzy, wrażliwych na rzeczywistość, ale nie popadających w przesadną empatię, bo ta zabija dobre teksty – oni będą pisać o ważnych społecznych tematach, często o takich, które trudno znaleźć w innych pismach, bo są za mało „różowe” i wymykają się przyjętym schematom.

5.    To już szczyt, czy wciąż liczy Pani na więcej? O czym jeszcze Pani marzy?

Zawsze liczę na więcej:) Kiedy przestanę chcieć więcej to będzie znak, że trzeba zmienić zawód:) W życiu zawodowym nie marzę, stawiam sobie cele, wówczas bowiem mam pewność, że je osiągnę. Marzenia zostawiam w sferze, do której tylko ja mam dostęp.

6.    Wejdźmy na „grząski temat”; Jaki jest Pani stosunek do feminizmu?

Myślę, że feministki mają dużo racji. Jeśli mowa o równouprawnieniu w pracy, równych wynagrodzeniach, przypadkach bezkarnego mobbingu, a nawet molestowania seksualnego w pracy, czy w innych sferach życia. Z drugiej strony jestem przekonana, że są aspekty życia, w których lepsze są kobiety, ale są i takie, gdzie prym wiodą panowie (choć tych jest zdecydowanie mniej:). Nie chcę być równa mężczyźnie, bo nie jestem i nie chcę być mężczyzną. Chcę mieć takie same prawa, a przez społeczeństwo chcę być postrzegana przez pryzmat umiejętności i dokonań, a nie płci. Kobiecość nie jest moją wadą, dlatego nie widzę niczego złego w korzystaniu z niej pełną piersią, a często mam wrażenie, że feministki owszem i przez to nieco się zapętlają w swoich poglądach.

7.    Co myśli Pani o polskim feminizmie, czy nie robi sobie sam czarnego PR?

Myślę, że nie różni się niczym od amerykańskiego, a wręcz jest o wiele delikatniejszy. Myślę, że na razie mamy zbyt konserwatywne społeczeństwo i być może ów „czarny PR”, o którym Pani wspomina jest wynikiem tego, że słowo „feminizm” równa się u nas „wariatka”. Nie zgadzam się z tym. Feministki robią dużo dobrego, a przecież nie trzeba zgadzać się z każdym ich postulatem, można wybrać sobie to, co odpowiada każdej z nas i ułożyć swój własny „kobiecy kodeks wartości i postępowania”.

8.    Czy sama spotkała się Pani z dyskryminacją ze względu na płeć?

Owszem i to niejednokrotnie. Kobieta traktowana jest u nas nadal jako istota, której pewne rzeczy nie przystoją, na innych się nie zna, a jeszcze inne są dla niej niewykonalne. No cóż, nadal żyjemy w społeczeństwie patriarchalnym i nieprędko się to zmieni. Co nie znaczy, że trzeba się takimi przypadkami dyskryminacji zrażać. Trzeba robić swoje, czasami trochę na przekór, a czyż owo „robienie na przekór” nie jest dla kobiet bardzo dużą motywacją do działania?:)

9.    Komu jest łatwiej przetrwać w medialnym biznesie, mężczyznom czy kobietom?

To zależy. Żeby przetrwać w, jak to Pani ładnie nazwała, „medialnym biznesie”, trzeba mieć, przepraszam za określenie, „jaja”. I to bez względu na płeć. Myślę, że, jeśli chodzi o dziennikarstwo, a dokładniej jego esencję, czyli reporterkę, kobiety często zniechęcają się harówką. Kiedy relacjonuje się na przykład powódź, żałobę narodową, czy wizytę papieża, często pracuje się dosłownie 20 godzin na dobę, śpi w redakcji na fotelu, je to, co akurat wpadnie w ręce. I tak przez tydzień, czy dwa, w zależności od potrzeb. Nie ma czasu na ułożenie fryzury, poprawienie makijażu, czy założenie nowych szpilek:) Najważniejsze jest to, że widz, słuchacz, czytelnik, musi wiedzieć, co się dzieje – jak najszybciej i jak najdokładniej. Dlatego w reporterce więcej jest mężczyzn niż kobiet. To praca, która pochłania całkowicie, nie zostawia czasu na nic innego i jeśli nie jest się dziennikarzem, trudno to zrozumieć. Myślę, że wiele kobiet w pewnym okresie swojego życia decyduje się na stabilizację, a stabilizacja w 90 proc. przypadków oznacza zerwanie z dziennikarstwem:)

10.    Ma Pani swój autorytet w kwestii zawodowej?

Tak. Mam nawet kilka. Ale nie wymienię tu nazwisk Kapuścińskiego, czy Wańkowicza, bo takie osobowości można podziwiać, natomiast uważam, że najlepsze autorytety to takie, które w jakiś sposób wypłynęły na to, kim jesteśmy. Jednym z takich ludzi jest dla mnie dziennikarz Grupy Radowej Agory, który cierpliwie uczył mnie dziennikarstwa, kiedy była totalnym żółtodziobem, drugim – redaktor krakowskiego oddziału Gazety Wyborczej, jeden z najmądrzejszych ludzi, jakich spotkałam w sowim życiu, który zawsze ma czas, żeby usiąść ze mną nad tekstem, trzecim – felietonista Gazety Wyborczej, człowiek, który pomięta czasy walki z komunizmem, a mimo to nie pozwolił się zaszufladkować i który podpowiada mi czasami, co to znaczy obserwować rzeczywistość.

11.    Czy zdradzi Pani kilka słów na temat Pani sytuacji prywatnej..Dzieci, rodzina..?

Rodzina – jest bardzo ważna i składają się na nią również przyjaciele. Dzieci – uwielbiam córeczki moich koleżanek:)

12.    Lubi Pani przekraczać granice?

Zawsze:) To ogromna frajda robić coś, co kiedyś wydawało się nie do zrobienia. Lubię adrenalinę i lubię wyzwania. Motywują do działania. A granice – nie do przekroczenia są tylko takie, które ustalę sobie sama.

13.    Zdarza się, że zapomni się Pani na drodze i przyciśnie gaz…? Motor to dla Pani  tylko środek komunikacji czy wielka miłość?

Miłość mojego życia:) Jednak na trasie zapominam o emocjach i skupiam się na umiejętnościach. Motocykl to ogromna przyjemność, której nie da się z niczym porównać, ale też ogromne ryzyko, tym bardziej, że kultura jazdy na polskich drogach pozostawia wiele do życzenia. Podczas jazdy nigdy nie wyłączam mózgu, w końcu po to mam motocykl, żeby się nim cieszyć, a nie po to, żeby mnie wraz z nim jakieś służby zbierały z drogi

14.    A konie? To ulubione zwierzęta? Ma Pani swojego rumaka?

Konie to taka druga obok motocykli, zdradzona chwilo miłość:), głównie z braku czasu. Miłość do tych najpiękniejszych i najwdzięczniejszych zwierząt na świecie zaczęła się u mnie w dzieciństwie. Jako dziecko wymusiłam na rodzicach zapisanie mnie na kurs jazdy. I tak mi już zostało. Ale w planach na najbliższą przyszłość zostawiłam miejsce na powrót do siodła i własne zwierzę:)

Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję

zapraszamy na www.eksmagazyn.pl

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz