Nowa nadzieja Polskiego jeździectwa – Natalia Aschmutat

 Czy jest nadzieją polskiego jeździectwa? Zapewne tak. Jest utalentowana, pracowita i nie poddaje się gdy coś się nie uda. Wygrywa z doświadczonymi jeźdźcami, nie boi się rywalizacji z najlepszymi. Szkoda, że w Polsce wszystko stawia się na piłkę nożną. Gdyby chociaż część tych pieniędzy poszło na konie, takie osoby jak Natalia miałyby szansę zaistnieć nie tylko w zawodach regionalnych, ale i na świecie…Spotkałam ją na Mistrzostwach Warmii i Mazur w Skokach przez przeszkody. Została mistrzem i jednocześnie najlepszą amazonką całych mistrzostw (Nagroda PuellaNova). Jednak to nie jedyne jej osiągnięcie. Bierze udział w wielu regionalnych i ogólnopolskich zawodach w skokach i ujeżdżeniu. Miała szansę na start w Mistrzostwach Europy Juniorów jednak kontuzja konia sprawiła, że musiała zrezygnować.


Natalia, chociaż urodziła się we Francji i kocha piękne Lazurowe Wybrzeże, nie rezygnuje z twardych, polskich warunków. Powód, dla którego wybrała nasz kraj dla wielu ludzi o zdroworozsądkowym podejściu do życia wydałby się całkowicie pozbawiony sensu. To konie, które ta dziewczyna kocha w sposób w jaki niektórzy nie potrafią kochać ludzi. Dla nich nie opuszcza niewielkiej miejscowości pod Elblągiem i, póki co, nie zanosi się, żebyśmy stracili na rzecz Francji lub innego kraju tę młodą, ambitną sportsmenkę.

Czy żałuje, że większość życia poświęca koniom, że nie została w pięknej Francji i nie może codziennie kosztować francuskich specjałów? „Owszem często się zastanawiam jak by to było gdybym tam została, i  jeździła tylko rekreacyjnie. Może byłoby lepiej może gorzej… nie wiadomo. Ale tak przynajmniej doceniam to co mam i  tam i tu. Tam jest mój dom i mój mały azyl, a tu jest mój świat, i moje życie z wszystkimi jego urokami”

Jej dni niektórym zapewne wydadzą się monotonne. Bo jak można codziennie spędzać kilka godzin w siodle? Natalia trening zaczyna o 14, a kończy późnym wieczorem, zazwyczaj przed 22.  Dziennie wsiada na kilka koni. Trenuje dla siebie, ale także dla innych zarabiając w ten sposób na swoje potrzeby. Jej rekord to trening czternastu koni w jeden dzień. Co z czasem dla siebie? Ma go niewiele, ale starcza jej sił na naukę i dla rodziny, której, jak twierdzi, wiele zawdzięcza. Uwielbia podróże, sporty wodne i teatr. Oprócz tego znajduje czas na studiowanie trudnego kierunku, filologii angielskiej. Natalia zna doskonale 3 języki i na tym na pewno nie skończy! Jak ona to robi? To pytanie, które zadaje sobie każdy, kto ją zna.

Swoją przygodę z końmi rozpoczęła w wieku 6 lat, rok później startowała już w zawodach. Konie pokochała już jako dwuletni szkrab. „Miałam prawie dwa lata, gdy rodzice zabrali mnie na wycieczkę do zwierzyńca. I wtedy  oszalałam na widok czarnego kucyka –  podbiegłam do rumaka mocno go przytulając i całując w chrapy.” – opowiada. Chociaż już na początku kariery nie obyło się bez kontuzji i poważnych złamań, nie zrezygnowała.

Będąc małą dziewczynką każde wakacje spędzała ze swoją mamą w Polsce. „Zazwyczaj  jeździłyśmy w Góry, aż któregoś dnia kuzynka zaproponowała mazury. Stwierdziła ze ja mała Natalka będzie zachwycona. Tyle tam koni i takie piękne krajobrazy .I tak tez się stało. Zaprzyjaźniliśmy się z trenerem pewnej stajni pod Orzyszem, i tak przez kilka lat w każde ferie czy wakacje przyjeżdżałam jeździć na Mazury.” – opowiada.  Potem, w 1998 roku rodzice kupili ukochanej córeczce konia, jakiego znali tylko ze zdjęć. Rumak okazał się być strzałem w dziesiątkę. Najpierw został zawieziony do Francji, ale dosyć szybko podjęto decyzję, że skoro Natalia ma trenować, niech robi to profesjonalnie i w Polsce. Od tamtej pory konie zajmują w życiu tej dziewczyny niezwykłe miejsce. Dziś jest właścicielką Ginstera, Orfeusza i konia o wdzięcznym imieniu Silver Star.

Wszyscy, nawet ci, którzy z nią konkurują mówią, że to niezwykła dziewczyna. ‚Natalka? Uśmiechnięta, normalna, sympatyczna i nie zadziera nosa” – opowiada jedna z jej konkurentek. Emanuje ciepłem i niezwykłym optymizmem. Dojrzała, jak na swój młody wiek. Wie, czego chce, co nie znaczy, że będzie dążyć do celu po przysłowiowych trupach.  Kto wie, czy za kilka lat nie zobaczymy jej na olimpiadzie? Tego jej życzymy licząc, że przełamie złą passę, jaka od jakiegoś czasu panuje w Polskim jeździectwie.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz