Palenie wiedźmy czyli jestem feministką

Feministka – to prawdziwa obraza dla kobiety?!

Baba – to już wystarczająco mocna obraza. Jednak FEMINISTKA – to dopiero prawdziwa obelga! Feministka – mówią o mnie średnio inteligentni kolesie z dziwną manią wyższości, chcąc przypomnieć mi jak mało znaczę. Feministka – krzyczy Młodzież Wszechpolska nienawidząca wszystkich, którzy odważą się mieć inne zdanie niż ich. Feministką wreszcie nazwie mnie mój własny chłopak chcąc się ze mnie troszeczkę pośmiać, żeby potem przytulić i powiedzieć jaka jestem rozkoszna w tej swojej naiwności i z tymi dziwnymi ideałami….

A ja jestem feministką. I co Wy na to? Być może naiwna, być może z dziwnymi ideałami. Ale czyż nie mam do tego prawa? Nie boję się nazwać siebie w ten sposób, nie boję się krytyki i nie boję się zostać wyśmianą przez wszystkich tych, którzy feminizmu nie znając zwyczajnie się go obawiają i wydaje im się, że przez idiotyczną obrazę drugiego człowieka sami będą wydawać się mądrzejszymi.

Ale czym jest dla mnie feminizm? Wcale nie tym, czym jest dla MW, nie tym, czym dla półgłówków w spodniach z trzema (czterema) paskami, ani nawet nie tym, co myśli mój facet. Nie jestem też wiedźmą, którą należałoby spalić na stosie, noszę staniki, lubię się malować, uwielbiam seks z jednym facetem i nie usunęłabym ciąży. Jestem normalna. Czyżby? Chyba nie, bo mimo tych złudnych oznak „normalności” wciąż mam śmiałość nazywać siebie feministką. Dlaczego? Nie mam zamiaru rzucać się pod rozpędzonego konia jak Emmeline Pankhurst, nie chcę palić staników, ani odwracać się od płci męskiej. Chcę tylko przestać być wyłącznie ozdobą swojego faceta. Chcę sama na siebie zarabiać, tak, żeby mój przyszły mąż nie musiał harować od rana do nocy, żebyśmy godnie żyli, chcę też, aby nie unosił się głupim honorem i nie czuł się urażony jeśli moja pensja będzie większa niż jego. Pragnę robić to, co uważam za słuszne i co powinno być dostępne obydwu płciom. Chcę mieć wybór, czy to ja pójdę na urlop macierzyński, czy ojciec mojego dziecka, chcę też móc pracować tak długo jak on, jeśli będę miała na to ochotę.

Chcę, żeby kobiety maltretowane przez własnych mężów nie musiały szukać miejsca w domach dla samotnych matek, ale żeby to ich dręczyciele musieli martwić się, gdzie spędzą następna noc i za co. Chcę wreszcie zarabiać tyle samu co mój kolega po fachu i żeby nikt nie traktował mnie z przymrużeniem oka. Chcę również osiągnąć parę innych rzeczy, które niektórym mogą się wydawać dostępne wyłącznie dla mężczyzn. Za dużo chcę? A więc jestem nienormalna?

Tak wiele osób pragnie ze mnie zrobić wiedźmę. Czasami boję się, że niedługo znajdą się i tacy, którzy z nienawiści będą chcieli mnie i inne kobiety mi podobne, spalić na stosie i zapomnieć o nas jak najszybciej. Bo nie lubi się wszystkich tych, którzy chcą postawić na swoim. Nie lubi się także tych, którzy mówią okrutną prawdę prosto w oczy i chcą ją zmienić. Nienawidzi się ludzi, którzy obnażają hipokryzję i głupotę. Ale nienawiść jest tym mocniejsza, gdy ci wszyscy ludzie są… kobietami…. Wtedy nie ma zmiłuj – lepiej taką zakrzyczeć, obrzucić zgniłymi jajami i pomidorami i szybko wyrzucić z pamięci. Co, jeśli świat przekona się, że ma rację? No właśnie, co?

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz