Plakaciary – Żeby niewidoczne stało się widoczne

Co robią? Sceptycy powiedzą – nic takiego. Przeciwnicy – że zaśmiecają miasta (jakby KOLOROWE i mało ekologiczne plakaty polityków nie wisiały po kilka miesięcy, a butelki po piwie czy torebki po czipsach na trawnikach też nikomu AŻ tak nie przeszkadzają.) . Ci, którzy rozumieją i wspierają akcję – że robią dobrą robotę i uświadamiają, czym jest przemoc. Jak ogromne zniszczenie sieje – śmierć, traumy, złamane żebra, kości, serca, życia. I nie, nie chodzi tu o okrutne wojny w Afganistanie, Syrii, czy w krajach Afryki lub innych „zakątkach” świata. Ale też o nas, o Europę, o Polskę. Gdzie mężczyźni gwałcą, wykorzystują, molestują, a nierzadko i mordują kobiety. Swoje żony, przyjaciółki, matki, koleżanki z pracy, znajome. Ale gwałcą też takie, których w ogóle nie znają. Bo taką mają ochotę. Bo mają popęd. Bo „tacy już mężczyźni są”. Dlatego „Plakaciary” mówią „DOŚĆ”.

 

 

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w Polsce rocznie ofiarą gwałtów pada około 1500 kobiet i około 80-100 mężczyzn, jeśli zaś chodzi o znęcanie się – w latach 2013 – 2018  było 17-18 tysięcy pokrzywdzonych kobiet każdego roku i ok 4 tysięcy mężczyzn. To jednak tylko oficjalne statystyki, ponieważ, jak doskonale wszyscy wiemy, ofiary gwałtów, molestowania czy przemocy domowej nie zgłaszają tych przestępstw. Dlaczego? Ze strachu, z powodu nieudolności państwa w przeprowadzaniu śledztw i karaniu oprawców, z powodu wtórnej wiktymizacji (bo np. miała za krótką spódniczkę, bo wypiła piwo), z obawy o to, że nikt pokrzywdzonej (czy pokrzywdzonemu) nie uwierzy, a także dlatego, że ogromna ilość spraw jest umarzana jeśli nie na policji, to na prokuraturze. Jak widać ogromna większość ofiar to kobiety, a sprawcami są mężczyźni. Niekoniecznie obcy, którzy wyskakują gdzieś zza bramy, ale przede wszystkim ci, którzy są poszkodowanej znani. Mężowie, koledzy z pracy, znajomi, partnerzy. Ci, którym chcemy ufać, ci, którzy powinni chronić, a nie bić i gwałcić, kochać i bronić, a nie mordować.

plakaciaryfranc

Dlatego kobiety krzyczą, mówią, piszą „DOŚĆ”. Wśród nich „Plakaciary”. Karolina inicjatorka „Plakaciar” w Polsce opowiada, że jej akcja ma początek we Francji, gdzie feministka Marguerite Stern wstrząśnięta m.in. kobietobójstwami w jej kraju zaczęła pisać na murach imiona, daty i przyczyny śmierci kobiet, np. „28.04.2018 Jean Pierre zamordował Marie siekierą. Zgłosiła sprawę na policję 5 razy, zabił ją przed szóstym”. W takich krótkich słowach opowiadała dramatyczne historie tak dosadnie, że zostały one zauważone. Zainteresowały się tym media, władze miast, i przede wszystkim „zwykli” ludzie. W samym Paryżu codziennie kilkadziesiąt kobiet wychodzi na ulice by oklejać miasto plakatami. Hasła, które piszą są bardzo różnorodne, od bardziej konkretnych po ogólne, np. „Nie ma prawa cię bić” czy „Tato zabił mamę”.
plakaciarytato

Karolina pytana o to, „co to da” odpowiada, że to nie jest łatwa recepta na całe zło. To proces, który ma na celu zmienić ludzi. Żeby to zrobić, trzeba ich edukować, żeby edukować, konieczne jest działanie na szeroką skalę, powtarzanie, przypominanie, uczenie, tłumaczenie. „Żeby osoby niewidoczne stały się widoczne” – powtarza.
Wciąż podkreśla, jak istotne jest mówienie o problemie i uświadamianie, jak jest ogromny i poważny, ile żyć niszczy ile dramatów powoduje. Powtarza, że sama nic nie zrobi (chociaż, na przekór temu robi i to dużo), dlatego potrzebuje wsparcia. W każdym mieście w Polsce, większym, mniejszym, na wsiach.

stoprzemocyeg
Każdy, każda, jak tłumaczy Karolina, akcję prowadzi według siebie, tak jak chce i czuje. W Polsce zaczęło się od Wrocławia, gdzie dziewczyny przyklejały kartki z hasłami. Nie chodziło o to, by zostały na zawsze, by niszczyć ściany, mury (dlatego nie używają np. sprayów), ale pokazać ludziom prawdę. Chodzi o pokazanie wściekłości, bezradności kobiet i braku pomocy ze strony służb, państwa, sądów.

plakaciaryubranajak

Jeśli rozklejające osoby kartki boją się mandatów, ma jedną odpowiedź „Gwałciciele chodzą wolno. Molestujący, bijący, dręczący swoje ofiary pozostają bez kary. A my mamy iść siedzieć za to, że rozwieszamy  plakaty mówiące prawdę?”  We Francji policja została zawstydzona faktem, że szybciej łapie „plakaciary” niż gwałcicieli i morderców. U nas może być tak samo. Nie aktywistki i aktywiści mają się bać, ale prawdziwi kryminaliści. Sama chce okleić miejsce, w którym została zaatakowana. Może, jeśli takich kobiet jak ona będzie więcej, dostrzeżemy skalę problemu? Gdy nagle zobaczymy, że w hotelu, na dyskotece, na przystanku, w centrum handlowym pojawi się napis „Tu byłam molestowana” czy „Tu dotykał mnie bez mojej zgody” albo „Tu zostałam zgwałcona” ludzie zrozumieją, jak ogromny jest to dramat? Zobaczą, że spotkać może to każdego. Tak, głównie kobiety, ale przecież nie tylko. Może dotknąć to także nasze dzieci, nasze mamy, siostry, przyjaciółki.

plakaciary1bilzabil
Karolina podkreśla, że do ruchu potrzeba wielu ludzi, to znaczy m.in. –  „Tych, co będą rozwieszać, tych, co będą drukować, tych, co będą moderować, tych, co będą robić PR, tych co się dorzucą finansowo”. Jednak można spróbować od siebie, samej, z koleżanką, kolegą, mężem. Trzeba po prostu kupić kartki, farbę akrylową, pędzle, klej czy mocną, dobrą. taśmę klejącą. I robić.

 

plakaciarystopdziewdzyny
Jeśli akcja się przyjmie – oklejone będą miejsca w całej Polsce, a ludzie, oby tak się stało – zaczną myśleć. Zaczną rozumieć ofiary, przestaną tłumaczyć sprawców, zrozumieją jak wielkiego wsparcia potrzebują osoby poszkodowane przestępstwem na tle seksualnym, dotknięte przestępstwem przemocy domowej. Cierpią najbardziej niewinni – kobiety i dzieci. Możemy im pomóc. Jak? Rozwieszając kartki? Właśnie tak! Chociaż tyle, na sam początek. Przez to pokażemy, że nie są same/sami. Że jesteśmy dla nich, że sprzeciwiamy się by gwałciciele chodzili wolno, nie ponosili kar ani finansowych ani innych, dręczyciele mieszkali wspólnie ze swoimi ofiarami i nadal się nad nimi znęcali – czy to fizycznie czy psychicznie. Że chcemy zmian. Nie tylko w działaniu służb, ale także, a może przede wszystkim – w ludzkim postrzeganiu przemocy.

 

Akcja się rozprzestrzenia. Bierze w niej udział coraz więcej miast, jak np. Elbląg, gdzie zgwałcona kobieta, mimo wyroku sądu musi mierzyć się z codziennym lękiem, że spotka swojego oprawcę na ulicy. Chociaż powinien być za kratami – nie jest.

 

Kobietom pomagają mężczyźni, ale to one są motorem całej akcji, bo je ona dotyczy. Nikt nie zrobi tego za nas. Możemy drążyć skałę, jak kropla. Edukować, mówić, krzyczeć i w końcu – plakatować…

zgwalcilniesiedzi

A.Z

Informacja dla chcących włączyć się w akcję:

LINK NA FB

ZBIÓRKA NA MATERIAŁY !!!

Ważne przypomnienie!
Plakatując pamiętamy o ODPOWIEDNIM doborze muru, czyli NIE kleimy na:
zabytkach
budynkach instytucji i użytku publicznego
przystankach komunikacji miejskiej i miejscach na reklamę
witrynach sklepów i biur
miejscach oznakowanych „ideologicznie” np. logo klubów piłki nożnej
Przestrzegamy tych zasad, aby:
nie podejmować zbyt dużego ryzyka (ewentualnego mandatu czy „obrazy stanu”)
nie pozwolić na odwrócenie uwagi z tematu „przemocy” na temat „wandalizmu zabytków” czy „prowokowania fanów Legii”
nasze przesłanie ostało się na danym murze jak najdłużej!

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz