Sto lat praw wyborczych kobiet – wiek zmian, czy na lepsze? Prawa kobiet wtedy i dziś

Już sto lat mamy prawa wyborcze. Możemy iść do urn, wrzucić kartkę z zaznaczonym kandydatem (rzadziej kandydatką) i decydować, kto będzie reprezentować nas w sejmie, kto będzie prezydentem czy zasili radę gminy. Jest się czym chwalić, wszak Polki wywalczyły prawa głosu wcześniej niż m.in. Amerykanki. Czy jednak te prawa nie ograniczają się wyłącznie do postawienia krzyżyka na karcie do głosowania? Czy nasz glos naprawdę się liczy?

Setna rocznica przyznania praw wyborczych Polkom wypada w roku wyjątkowym. Już od jego początku kobiety protestują, gdyż czują, że nie są słuchane, a ich prawa nagminnie łamane i wciąż ograniczane. Duma łączy się ze smutną refleksją, że w naszym kraju kobietom jest coraz trudniej i odstajemy od innych rozwiniętych państw.

W roku 1917 kobiece organizacje z, jeszcze wtedy będącej pod zaborami Polski, zorganizowały Zjazd Kobiet Polskich.
Dzięki takim działaniom oraz podjętym na zjeździe decyzjom chciały mieć wpływ na rząd. Na liderkę wybrano lekarkę – Budzyńską‐Tylicką. Kobiety zorganizowały ulotki, plakaty, były też wykłady i wiece, co w tamtych czasach było bardzo dużym wyczynem. Polki z początku XX wieku podkreślały, jak ważną rolę pełnią w społeczeństwie, jak bardzo zasłużyły się w różnych dziedzinach i to, że nie mogą głosować jest nielogiczne i zwyczajnie niesprawiedliwe.
Dzięki ich staraniom, dokładnie sto lat temu, w listopadzie, Józef Piłsudski, ówczesny Naczelnik Państwa, podpisał dekret pozwalający kobietom na zarówno głosowanie, jak i startowanie w wyborach.

Od 1918 roku do wybuchu Drugiej Wojny Światowej w sejmie zasiadło zaledwie 49 posłanek lub, jak je wtedy nazywano „posełek”, jednak były one bardzo znaczącymi osobami, wiele z nich współtworzyło ustawy, zajmowały się sprawami, o których mężczyźni zapomnieli – m.in. dziećmi, oświatą, opieką społeczną. Wydaje się, że wtedy kobiety walczyły wspólnie – ramię w ramię, miały podobną wizję Polski, chociaż, szczególnie po wojnie, nie było to łatwe, wszak „obowiązywała” jedna, słuszna partia. Jednak to, o co teraz walczą tysiące kobiet w naszym kraju, w latach 50-tych było możliwe. Wtedy właśnie została wprowadzona ustawa, dzięki której legalnej aborcji można było dokonywać bez większych problemów, m.in. ze względów społecznych.Niestety – im bliżej współczesności, tym gorzej. Dziś nie musimy walczyć o prawa wyborcze, ale wciąż rzuca się nam kłody pod nogi.

Aborcja, nawet w najcięższych przypadkach, ma być całkowicie zakazana. Tak więc na przykład – kobiety zgwałcone które zajdą w ciążę, będą musiały rodzić dziecko oprawcy. Będą musiały się rodzić dzieci śmiertelnie chore – tylko po to by umrzeć w ogromnym cierpieniu. Nie będzie miało znaczenia także zdrowie samej kobiety – nawet, jeśli ciąża będzie zagrażała jej zdrowiu i życiu, poród musi się odbyć. Choćby kosztem życia obydwojga.

Dziś kobiety znów mają wrócić do przeszłości – tej sprzed 1918 roku. Kobiety mają zostać w domach, rodzić dzieci, zajmować się rodziną i nie spełniać zawodowo. 500+ spowodowało, że coraz więcej Polek rezygnuje z pracy, bo, przynajmniej teoretycznie, nie opłaca się pracować, ale co będzie, gdy dzieci dorosną, a one zostaną bez pracy, doświadczenia i emerytury? Oczywiście, pomoc państwa jest potrzebna i te pieniądze również. Ale czy na pewno w takiej formie? Dlaczego opieka nad dzieckiem nie liczy się do emerytury jak każda inna praca?

Te, które chcą pracować i jednocześnie mieć dzieci nie mają łatwo. O zapisy do żłobka czy przedszkola trwają walki. Zdarza się, że na jedno miejsce przypada nawet kilkanaścioro lub więcej dzieci – żłobki są bardziej „popularne” niż niejedne modne kierunki studiów! Kogo stać na nianię? Zazwyczaj, gdy kobieta chce pracować, koszt opiekunki jest tak wysoki, że zarobki ledwo go pokrywają. Nie opłaca się, więc mama zostaje w domu. Nawet, jeśli nie chce. Kolejny przykład pozbawiania nas wyboru.

Przestępstwa dokonywane głównie na kobietach – gwałty, molestowanie, przemoc domowa nie są karane lub kary są śmiesznie niskie. Procedury przez jakie muszą przechodzić ofiary na policji, w prokuraturze i w sądzie są tak okrutne, że większość kobiet w ogóle nie zgłasza faktu bycia poszkodowaną. Część spraw jest umarzana, bo są „za trudne” do przeprowadzenia. To często „słowo przeciwko słowu”, a w naszym kraju wciąż wierzy się mężczyźnie. Każda, najmniejsza wątpliwość zawsze jest rozstrzygana na korzyść przestępcy, nigdy ofiary. Nawet jeśli jest to wbrew logice. On był pijany? To znaczy, że wolno mu więcej, nie pamięta, nie wiedział co robi. Ona była pijana? Trzeba było uważać, nie pić, no i zapewne „sama chciała”. I tak dalej….

 

Nie możemy czuć się bezpiecznie. Nie ma w Polsce ochrony kobiet, osób słabszych, poszkodowanych. Można bić kobiety po cichu, gwałcić je, molestować, bo wiadomo, że nie będzie żadnych konsekwencji. Zaledwie marny procent z tych przestępstw może zakończy się sprawą, która nie dość, że będzie trwała latami, to i tak w większości przypadków skończy się uniewinnieniem lub „zawiasami”.

Wymieniać niesprawiedliwości, przykłady łamania praw kobiet, nierówne traktowanie można by długo. Nierówne wynagrodzenia, brak dostępu do niektórych zawodów, mobbing w pracy ze względu na płeć to tylko niektóre z dowodów na to, że akcje jak Czarny Piątek są potrzebne.

Czy o taką Polskę walczyły sufrażystki sto lat temu? Czy o takich „prawach” marzyły? Co stało się przez ten wiek z Polkami i dlaczego jesteśmy na końcu Europy, jeśli chodzi o prawa kobiet? Dlaczego my dziś wciąż musimy walczyć, kiedy wreszcie będziemy mogły po prostu w zgodzie żyć i pełnoprawnie uczestniczyć w życiu społecznym?

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz