Victim blaming czyli ofiary gwałtów i molestowania znów pod pręgierzem oskarżeń

Jest mi źle, przykro i nie wiem, co z tym zrobić. Bo czy właściwie można cokolwiek zdziałać z faktem, że w Polsce tzw. „victim blaming” (obwinianie ofiary) ma się nie tylko dobrze, ale coraz lepiej?

Pani pisząca scenariusze do polskich tasiemców żałuje biednych chłopców, którzy po akcji #metoo nie mogą bezpiecznie molestować kobiet. W Olsztynie człowiek oskarżony o gwałt ma szansę zostać prezydentem miasta, inny z kolei polityk wyśmiewa się publicznie z kobiet, jeszcze jeden kandydat i już radny podważa zeznania ofiary bo „on tego nie widział”….

Do tego wszystkiego sam prezydent Polski, który przypomina, że media ciągle mówią o gwałtach. „W Polsce jest tak, że gdyby jakaś kobieta została zgwałcona, to media by o tym poinformowały natychmiast, wskazując szczegóły, które tylko byłyby do zdobycia, więc media w Polsce są wolne” powiedział pan Duda. Media są wolne, bo mówią o tym, o czym władze się boją, panie prezydencie – o tym, że kobiety są gwałcone we własnych domach, o tym, że policja chroni gwałcicieli, o tym, że gwałcą nie tylko „zwykli” ludzie, ale też księża.

Horror woman behind the matte glass ,style  black and white, Blurry hand and body , soft focus

Horror woman behind the matte glass ,style black and white, Blurry hand and body , soft focus

Wydawać by się więc mogło, że te niedobre, roszczeniowe, gwałcone i molestowane kobiety nie chcą zwykłej sprawiedliwości, ale zemsty na całym męskim rodzie. Idą na policję, nagłaśniają sprawę nie z chęci zadośćuczynienia krzywd i zapobiegania takim dramatom w przyszłości, ale robienia na złość niewinnym chłopcom….  Naprawdę? Drugą, po gwałcie, traumą i ogromną, niestety, odwagą jest pójście na policję, do prokuratury, sądu. Tam nie tylko trzeba opowiadać o dramacie, ale przede wszystkim tłumaczyć się z wielu, zupełnie nieznaczących spraw. W co się było ubraną (i dlaczego), o której się wyszło z domu (i dlaczego tak późno), ile się wypiło (i w ogóle jakim prawem), itp.itd. Okazuje się, że ten koszmar jest dla wielu „ludzi ze świecznika” całkowicie zrozumiały i wytłumaczalny. Tak według nich powinno być.

Według Łepkowskiej (tej od „M jak Miłość”), kobieta sama jest sobie winna bo „nie umie bronić granic”. Brawo pani scenarzystko! Właśnie tak myśli także wielu policjantów, prokuratorów, adwokatów, sędziów. I dzięki takiemu podejściu kobiety nie zgłaszają tak okropnych przestępstw jak gwałty – co dopiero molestowania. Bo wiadomo „Nie umiały bronić granic”, a poza tym to tylko „błędy młodości” chłopaków.

Nie ma co liczyć też na współczucie „zwykłych ludzi”. Pan kandydat z Olsztyna na pewno niczego złego nie zrobił bo „chodzi do kościoła z żoną”, inny kandydat nie jest winny obrony gwałcicieli-swoich podwładnych, bo przecież „nie był naocznym świadkiem”, więc pewnie do niczego nie doszło, a coś takiego jak wiara w wersję ofiary nie jest w Polsce dobrze przyjmowana.

Nie wierzy się zarówno tym, które pójdą na policję od razu (tak szybko doszła do siebie po gwałcie?), jak i tym, które po latach zdecydowały się zmierzyć z traumą (nagle sobie przypomniała?). Z założenia kobieta, która zgłasza gwałt, molestowanie, która o tym mówi głośno jest podejrzana. Tak, ONA, nie on, gwałciciel. On powie najwyżej, że „sama chciała” albo „wymyśla, żeby kasę wyciągnąć” (jakby w Polsce w ogóle można było uzyskać godne zadośćuczynienie). mam tego serdecznie DOŚĆ. mam dość głupiego gadania takich osób jak Łepkowska, lekceważenia ofiar gwałtów przez polityków, a nawet (sic!) samego prezydenta. Dość upokarzania, strachu przed wyznaniem prawdy. Trzeba mówić wyraźne NIE takiemu zachowaniu. A to zależy od nas samych. Od naszych reakcji, naszego wsparcia dla ofiar, wiary w nie i od naszego kategorycznego sprzeciwu wobec tego, co wyprawiają ostatnio osoby „u góry”.

 

Aleksandra ZP

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz