W każdym polskim facecie gdzieś tam drzemie ten Gray – historia Oksany

Przedstawiamy tekst pochodzącej ze Lwowa Ukrainki, pani Oksany, która jest dziennikarką inpoland.net.pl. Jej pasją jest m.in. Dolny Śląsk, jak sama mówi – zakochała się w tym regionie. Dziś przedstawia nam swoją smutną historię związku z Polakiem, ją oszukał. Zależy jej na tym, by ten człowiek przeczytał ten tekst, który składa się z listów do niego i, być może, zrozumiał jej krzywdę. Może będzie to też przestroga dla innych? Pisze też o swoich wspomnieniach, niezrozumiałych dla niej konfliktach polsko-ukraińskich.

Oksana

„Mam do was wielką prośbę, mianowicie sprawę na miarę odzyskania godności, która ostatnio straciłam przez jednego mieszkańca Dolnego Śląska. Ten miły pan dotkliwie uraził moje uczucia, ponieważ zawstydził się znajomości ze mną, m.in. z powodów mojej narodowości. Postanowiłam napisać mu 5 listów (publicznie na facebooku), bo w taki sposób odreagowuję to bolesne przeżycie. Chcę, aby ten miły pan przeczytał, niech przeczytają to również inne osobniki płci męskiej, którzy lubią wyśmiewać oraz bagatelizować uczucia kobiet” – napisała do nas pani Oksana w swoim pierwszym mailu do nas. Dlatego, na jej prośbę, publikujemy to, co wysłała:

Od Doriana do Krystiana – którą odmianę Greja wolisz, kobieto, każdą z nich bowiem śmiało możesz doświadczyć w zachowaniu polskich mężczyzn, szczególnie tych, którzy mają moc, kasę, talent czy charyzmę. Współczesny świat lubi nie zawodników, a zwycięzców. A zwycięzca, jak wiadomo, dostaje wszystko czego pragnie, ponieważ zasłużył sobie na to. Kiedy sprawa dotyczy kobiet, to wiele z takich mistrzów traktuje je powierzchownie, przedmiotowo – jak jeszcze jeden puchar do zdobycia. I od czasów Doriana Greja to w sumie w zachowaniu panów nic kardynalnie nie zmieniło się, tylko przybrało bardziej złożone i wyrafinowane formy.
To miał być wywiad i tylko, nic więcej. Gregory Grey – interesujący, niezwykle utalentowany młody, ambitny mężczyzna – obdarzony zatrważającym magnetyzmem oraz inteligencją. Czy uda się zwyklej dziennikarce – przeciętnej dziewczynie ze Lwowa oprzeć niebezpiecznemu urokowi łamacza kobiecych serc i dochować wierności swoim, niemodnym dziś, zasadom wierności i wstrzemięźliwości? Ona patrzyła na niego jak na świetny materiał, a on na nią jak na coś niezwykłego, jak na wasabi, za pomaca którego wyeliminuje ten słodki przysmak wszystkich poprzednich laleczek. “Muszę ją spróbować, wabi swoim odmiennym sposobem bycia”, – kręciło mu się w głowie.

– Poproszę o twój prywatny numer telefonu”, – powiedział G.G.
– Przepraszam, nie podam go panu. Nie mieszam życia zawodowego i prywatnego”, – powiedziała z wyraźnym wschodnim akcentem Ukrainka.
No jak, przecież to niemożliwe – odmówić “gwieździe”! Trzeba zdobyć, za wszelką cenę wygrać nowe miłosne zawody, dojść do mety. Niebawem udało się współczesnemu Greju zdobyć i numer i zaufanie naiwnej dziewczyny. Jak można przeciwstawić się takiemu samcowi, tak silnej seksualnej energii. Te emocje jak czołg – wszystko zmiatają na swojej drodze, ciężko myśleć racjonalnie. Długie namiętne rozmowy wieczorami, śmieszne żarty w dzień. Miało być spotkanie, do którego tak i nie doszło, ponieważ dziennikarka zaczęła za bardzo interesować się życiem zawodowym szanownego pana, co mu ewidentnie nie przypadło do gustu – telefonów nie odbierał, wszystkie wiadomości kasował, z wywiadu w końcu zrezygnował. Powód – nie wypada publicznie afiszować bliska znajomość z dziewczyną z Ukrainy, kiedy absolutnie nie jesteś nastawiony na cos poważniejszego niż jedna noc. W sumie nikt nie ucierpiał oprócz uczuć dziennikarki. Postanowiła wiec napisać mu 5 listów, 4, z których możecie przeczytać.

 

Dzień 1. List. 1.

.. minęły 5 dni jak przestałeś się odzywać. Tylko 5 dni, jakieś głupie 5 dni, jeszcze nawet nie ma tygodnia, a ja już tęsknie, tak bardzo tęsknie, że nie wiem jak to wyrazić werbalnie. Nigdy nie myślałam, że tak łatwo można stracić grunt pod nogami, przecież panuje nad sobą, panuje nad swoimi emocjami, nic już mnie nie zaskoczy, nie zdziwi. Tyle wiedziałam, sporo przeżyłam.. Nie chcę otwierać się, już nigdy w życiu, nikomu, mam dość miłości, zdecydowanie jest przereklamowana. Niema miłości, przynajmniej w moim życiu, jest tylko zauroczenie… A jednak myślę o Tobie.. Jakie uporczywe są te myśli, muszę ich pozbyć się, gdzieś schować, głęboko w podświadomości, zepchnąć do najdalszej szuflady i zamknąć na klucz. Muszę wymyślić jakiś sposób – daję sobie 5 dni na to, żeby zapomnieć cię i ani dnia więcej. W ciągłu wymierzonego czasu będę analizować, segregować, układać wszystko, co mam w głowie, w końcu wykasuje to, co zbędne i zrobię restart… Jedno cieszy mnie, i tak tych listów nie czytasz i nigdy nie przeczytasz… ta myśl dodaje otuchy..

Dzień 2. List. 2.

..hej przystojniaku, pewnie już spisz? No jasne, wszystkie poważne ludzi już śpią o tak później porze. Jest ciemna noc… tylko ja nie śpię, nie mogę zasnąć, ponieważ ukradłeś mi sen… O tak, po prostu wszedłeś do mojej świadomości, nie uprzedzając, zabrałeś mój spokój i zniknąłeś… nie zostawiłeś po sobie ani śladu, nie ma cię. Nie miałeś prawa tak czynić! Tylko nie za mną. Nie pukałeś, przecież nie pukałeś do moich drzwi, nie uchyliłeś delikatnie, nie powiedziałeś: “przepraszam, czy mogę”… brutalnie wszedłeś,. z całej siły szarpnąłeś za klamkę, stanąłeś na próg, spojrzałeś i.. nic. Zwiałeś. Cóż, bardzo ładnie! Narobić tyle bałaganu i uciekać. Napuściłeś mi tylko wiatru, zrobiłeś przeciąg, teraz mam pustkę… Przez własną głupotę. Trzeba było dobrze zamykać wszystkie zamki. Bezmyślnie otworzyłam się. Tak w sumie, to jesteś niegrzecznym chłopakiem. To tak delikatnie mówiąc. Bo kto tak czyni?

Wystarczyłoby powiedzieć “przepraszam pomyliłem drzwi” albo “nie pasuje mi ten klimat”, “jakieś takie staromodne wnętrze, sorry”… Ale nie, poszedłeś na łatwiznę, bez słów uciekać.. no proszę… czy tchórzostwo jest cechą „prawdziwego mężczyzny”? Żadnych argumentów… Nie wypada. Właściwie, dlaczego właśnie ja, a nie ktoś inny? Dlaczego wybrałeś mnie dla swoich okrutnych żartów? To miał być taki fun? O, nie, to bolało! Wolałabym cofnąć czas i wykasować nasza znajomość. Nie chce cię pamiętać, wole zapomnieć i to już. Niestety, nie mogę.. Myśli jak te ptaki latają nad moją głową, nie mogę nad nimi zapanować.. Ale mogę nie pozwolić im się tutaj gnieździć.. co właściwe i robię.. Walczę, staram się cię zapomnieć.. bardzo staram się.

Dzień 3. List 3.

.. sprzeciw.. bunt.. akceptacja.. Jestem gdzieś na początku trzeciego etapu – zaczynam powoli akceptować fakt końca naszej krótkiej znajomości. Szczerze… miałam jeszcze złudzenia, jakąś nadzieję, ze odezwiesz się, zadzwonisz… Ale, nie.. Jak nie to nie, na nie to i sądu nie ma. To, co wydarzyło się — cudna iluzja, nic więcej. W sumę to rozumiem cię, masz racje, niby po co kontynuować to, co i tak nie będzie miało żadnej przyszłości. Lepiej skończyć nie zaczynając. Może odrobinę czuje się zawiedziona, liczyłam na cos więcej… Nie wypaliło! Jaka ironia..

 

Chcę powiedzieć dużo więcej, poszczególnie przekazać to, co czuje, jednak muszę pisać w ramach swojej ubogiej wiedzy. Nie jestem myślicielką ani profesorką, jestem… kim właściwe jestem? Tanią pisarką, samotnią kobietą po 30-ce, zagubionym kwiatem na cudzej łące? No tak, marnie wypadam w porównaniu z tobą – ty to jesteś Superman, wszystko, co robisz jest perfekcyjne, masz czarujący “magic”. A ja mam tylko siebie. Czekaj, też mam moc! Jestem odważną, odpowiedzialną oraz niepowtarzalną osobą!!! No właśnie, może masz to w głęboko w dup*e, ale drugiej takiej samej już nigdy nie spotkasz! Według pana życzenia.. Możesz relaksować się w rajskiej, cieplej lagunie, dostawać satysfakcje, tylko pamiętaj, woda tam stoi w miejscu i sięga Ci po kolana i nic Cię tam nie zdziwi. Miałeś szanse spróbować głębokiej lodowatej wody burzliwej rzeki i poczuć ze żyjesz! Nie? Ok… nic na sile. Ty masz swój świat, a ja swój kosmos. Wiesz cwaniaczku, jesteś nie tylko tchórzem, ale i kłamczuchem, mówiłeś: “…cały czas mi chodzisz w głowie. Już nad tym nie panuję..”. A gdzie są terminy? Poprawnie, to – “do jutra mi będziesz chodzić w głowę” albo “do najbliższego piątku..”, a “później cię jednakowo zapomnę”! Kupiłam to! Drogo sprzedałeś tanie uczucia! W ogóle masz jakiejś uczucia? Wątpię w to. Jesteś żywym człowiekiem czy ładną mechanizowaną lalką?
Kiedy milczy historia, mówią uczucia…

Dzień 4. List 4.

Cześć, mój polski przyjacielu!
Napisałam Ci na początku naszej znajomości, że bardzo chce, abyśmy zostali ponadczasowymi przyjaciółmi. Powiedziałeś wtedy “fajnie mieć taka przyjaciółkę”. Nie zostaniemy przyjaciółmi, jednak nie.. Te wszystkie rozmowy, deklaracje o przyjaźni po nieudanej sympatii – to tylko takie głupie gadanie. Uczucia zawsze zostają – miłosne uczucia, namiętności, które gdzieś tam jeszcze drzemie, obrazy albo nawet uczucia nienawiści. Kto czym dysponuje. Co ja czuję? Nie jestem pewna odpowiedzi. A jakie uczucia pozostały u Ciebie drogi “przyjacielu”? Domyślam się, że zapewne obojętność? Czy nie mam racji?

Tak dotkliwie uraziłeś mnie, ale i tak uśmiecham się, jak myślę o Tobie. Łap uśmiech, złapałeś? Zainspirowałeś mnie, to takie cudne uczucie. Nie wyobrażasz sobie. Tak bardzo chciałabym kogoś zainspirować do zrobienia czegoś nowego, do dobrego uczynku, jakiejś sensownej zmiany. “Zrobiłem to z myślą o Tobie!” – sporo kobiet pragnie usłyszeć te magiczne słowa.

Wiesz, obudziłeś we mnie dawne wspomnienia mojego dzieciństwa. Miło wspominam ten okres swego życia, miałam szczęśliwe dzieciństwo. Dopiero jak minęła mi 30-ka – zrozumiałam to! Jak widzę dzieci, które przez wojnę na Wschodzie Ukrainy straciły te radosne chwile, doceniam to, co miałam. Takie malutkie, a już mają tak bardzo dorosłe spojrzenia. Straciły dom, ojców, uczucie bezpieczeństwa, a co ważne – prawo na szczęśliwe dzieciństwo! To jest smutne. Szczęściara ze mnie, nie doznałam tak gorzkiego doświadczenia.
Pamiętam….wieś, lato, ten zapach dzieciństwa.. To teraz Ukraina pachnie świeżą krwią, amunicją, benzyną i gniewom. Ostatnim to dosłownie jest wszystko nasączone… Jak byłam mała, to pamiętam zapach mięty, mleka, trawy, zboża i miodu. Jaka piękna Ukraina, kraj miodu i mleka.. Nie głupi to powiedział, bo tak rzeczywiście jest. Zawsze śmialiśmy się z białych wąsów od świeżego mleka, frajda było uciekać od pszczół – jak z jakiejś pasieki wyleciał młody rój pszczół, to był taki dreszczyk emocji to łapać go, to uciekać precz. Leżałyśmy na pastwisku wśród mięty, ten zapach to obłęd. Pewnie, nigdy nie miałeś takich chwil, wyrosłeś wśród cywilizacji, jesteś dzieckiem asfaltu i smogu. No tak, zapomniałam, jesteśmy z różnych światów, ale to nie znaczy, że jestem mniej inteligentną od Ciebie, że jestem jakimś gorszym gatunkiem człowieka… Czuje urazę. Uraziłeś mnie.

 

Pamiętam dziadka, jak siedział na ławeczce obok stodoły, ciągle opowiadał o wojnie, o Niemcach, o froncie, o tym, jak widział Berlin i co zrobili Niemcy twoim rodakom w polskich szpitalach psychiatrycznych. Mało słuchałam go, wtedy te opowieści brzmiały jakoś szaro i nieciekawe. Teraz żałuje… Dziadek miał takie jasnoniebieskie smutne oczy, rzadko się uśmiechał. Pamiętam jak przyszli jacyś ludzie, dziadek krótko rozmawiał z nimi na ich języku. Zdziwiłam się:
– Dziadku, co ta za ludzie?
– Polacy skarbie.
– Co chcieli? Skąd znasz polski język? Nigdy nie mówiłeś w domu po polsku.
– Przyszli zobaczyć swój dom. To ich rodziny dom. Prawie każde mieszkanie na wsi to polskie. Tęsknią. Chcą się przyjaźnić.
– To dlaczego tak szybko ich spławiłeś, nawet nie zaproponowałeś herbatki. To nie jest zbyt po przyjacielsku.

Dziadek nic na to nie powiedział, tego dnia już do nikogo nie chciał się odzywać. Czul się urażony – tak później powiedziała babcia. Żywił jakąś urazę do Polaków, po tym, jak został wywieziony w 1944 spod Przemyśla. Bardzo tęsknił za kochanym Hurko, za swoimi morgami, domem, stodołą i sadem. Wszystko zostało tam – w Polsce.

Wyrzucono go razem matką. Nie rozumiałam wtedy, czemu są winni Polacy. Przecież oni byli w takiej samej sytuacji. Czy Dziadek miał im za złe, że mieszkają w jego domu, gdzieś tam pod Przemysłem? To takie nielogiczne. Babcia mówiła, iż tak wszystko jest poplątane. Jakiś polski pan zostawił praprababcie dla bogatej rodaczki, lekceważąc jej uczucia. I pradziadek dziwnie zginął w Polsce. Wszyscy mieli urazę do Polaków, każdy ze swoich osobistych powodów. Nie podobało mi się to. Za ciekawość dostałam zakaz zbliżania do Polaków, a oni często przyjeżdżali grupkami i po prostu stali i patrzyli na domy. Mieli dużo czekoladek, wszystkich częstowali. Nigdy nie brałam, tylko z ciekawością patrzyłam na nich. Nie rozumiałam tej urazy ze strony dorosłych.

Dziwne, mimo że nie skończyłam porządnych językowych kursów, lubię pisać po polsku, wasz Ryszard mnie nauczył – ten – Kapuściński. Śmieszne, ale moja prababka z Przemyśla nosiła identyczne nazwisko. Była z domu Kapuścińska.
Dużo rzeczy na wsi u dziadków przypominało o Polakach. Czasem nachodziliśmy skarby, dawne złotówki, bawiliśmy się nimi. Wieś pamięta również Niemców, są ślady ich obecności. U Ciebie to takich śladów więcej, Dolny Śląsk ma tyle niewybuchów z II-giej Wojny Światowej, że strach chodzić po Waszej ziemi. Dawne dzieje dawnych czasów. Kiedyś dziadek powiedział, że Lech, Czech i Rusin (Ukrainiec) – to są trzech bracia, każdy miał ambicje, dla tego nie ma między nimi zgody do dziś. I już nigdy nie będzie, póki świat stoi. Dołączam do swoich przodków po linii dziadka, doświadczyłam niemiłego zachowania ze strony Polaka.
Nie gniewam się na Ciebie. Nie ma sprawy, ale zostało to w podświadomości, poleciało i się zakarbowało. Już nigdy nie zakocham się w polaku!
Oksana Suprun
https://www.facebook.com/oksana.suprun.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz