W połowie drogi – Boże Narodzenie 2016 – Erotyczne, świąteczne opowiadanie – Bia Sadowska dla PuellaNova

Kolejne ekscytujące, zaskakujące i… namiętne opowiadanie, które wyszły spod pióra autorki Bii Sadowskiej. Poznajcie dalsze losy pary Paradnych, tym razem – w świątecznej, bożonarodzeniowej atmosferze.

 

Nataniel

Paulina zarwała kolejną noc, pisząc przedświąteczny artykuł. Nad ranem znalazłem ją śpiącą na laptopie i zaniosłem do łóżka. Nie miałem serca jej budzić o szóstej, by dać jej namiętnego buziaka przed wyjściem. Szybko nasmażyłem naleśników, żeby przy deadlinie zjadła coś porządnego, jak wstanie i zostawiłem na poduszce karteczkę, że widzimy się późnym wieczorem lub jutro. Zapakowałem się w samochód i pognałem do Warszawy. Last Christmas poleciało w radio cztery razy podczas mojej trzygodzinnej podróży, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że najwyższa pora upolować świąteczne prezenty.

Moi studenci czekali niecierpliwi na SGH. Jak stado zestresowanych mrówek weszli cicho i grzecznie do sali wykładowej. Rozdałem im testy na obiecaną zerówkę i korzystając z chwili wolnego, szukałem w Internecie pomysłu na niespodziankę dla Pauliny.

– Kochani, czas się skończył! – oznajmiłem po godzinie.

– Wesołych Świąt panie doktorze! – pożegnali mnie.

– Wesołych Świąt moi kochani studenci, a teraz sio, wyślę wam na maila kto zaliczył zerówkę, a z kim widzę się w pierwszym terminie!

Otworzyłem teczkę, żeby schować MacBooka, a moje oczy uchwyciła schowana w niej czerwona koperta. Wydobyłem ją i patrząc na wykaligrafowany pismem Pauliny nagłówek „do Świętego Mikołaja”, uśmiechnąłem się do siebie i wyjąłem list. 

Drogi Święty Mikołaju!

W tym roku byłam bardzo grzeczną dziewczynką i w związku z tym chciałam Cię poprosić o prezent. Trochę się wstydzę, by wyjawić Ci moje fantazje, w końcu się nie znamy, ale to zrobię. Chciałabym prosić o to, żeby mój mężczyzna dopieścił mnie jak nigdy. Nie zrozum mnie źle, Natan jest fantastycznym kochankiem, tylko przydałaby nam się nutka pikanterii. Coś ekscytującego. Coś czego jeszcze nie próbowaliśmy. Może jakieś role-play, albo delikatne BDSM. Nigdy mu tego nie mówiłam, ale są rzeczy, których jestem piekielnie ciekawa… Wierzę, że uda Ci się przekazać mu odpowiednie wskazówki.

A! I chciałabym kotkę.

Paulina

Uśmiechnąłem się do moich myśli.

– Kotkę…  – powtórzyłem.

Korzystając z tego, że jestem w stolicy, zrobiłem rajd po sklepach z erotycznymi gadżetami i upolowałem kilka rzeczy, które pasowały do marzeń mojej żony.

– Kupiłeś mi coooooooooś? – spytała późnym wieczorem, gdy tylko przekroczyłem próg mieszkania.

– A miałem? – odparłem, udając zdziwienie.

– No nie. Zrobisz mi kakao?

– Zrobię.

Przez cały tydzień byłem twardy, nie okazując żadnych oznak, że znalazłem jej list, aż do momentu, kiedy mieliśmy wyjść na wigilię do moich rodziców. Paulina poprawiła włosy, musnęła usta pomadką i zerknęła na mnie. Przyglądałem się jej już przez dłuższą chwilę. Śliczna czerwona sukienka opinała jej ciało. Szpilki uwydatniały smukłe łydki i podnosiły jej pośladki, czyniąc z nich dwie jędrne piłeczki. Moje piłeczki.

– Chodź tu do mnie. – rozkazałem, przywołując ją palcem.

Podeszła i spojrzała pytająco w moje oczy.

Uklęknąłem przed nią i wsunąłem dłonie pod jej sukienkę.

– Natan, co ty robisz? – spytała zdziwiona.

Przesunąłem dłońmi po jej udach. Zgodnie z moimi przypuszczeniami zamiast rajstop włożyła pończochy, co tylko ułatwiło mi niecny proceder, który miałem zaplanowany. Chwyciłem jej majtki i ściągnąłem je zdecydowanym ruchem.

– Natanielu Krzysztofie Parady, cokolwiek zamierzasz…! Nie przestawaj. – dodała.

Uśmiechnąłem się i wsunąłem palce w zapraszająca głębię. Pieściłem ją przez chwilę, a kiedy oparła się o mnie mocniej, gotowa na finisz, momentalnie przestałem. Jęk niezadowolenia i protestu wydobył się z jej ust.

– Dlaczego… – zaczęła pytanie, ale przestała, gdy ujrzała, co trzymam w dłoni – Święta ci się pomyliły kochanie. – mruknęła.

– Nie, nie pomyliły mi się. – oznajmiłem i wsunąłem prezent głęboko w moją niesamowicie zaskoczoną żonę – Żebyś miała jasność. Ja mam do tego pilota. – dodałem, wstając.

– Natan zabiję cię, jeśli… – wreszcie dotarło do niej, co to.

– Wiem. – odparłem zadowolony.

Wsiedliśmy do samochodu. Zerkałem na nią raz po raz. Była potwornie podniecona perspektywą, że mógłbym odpalić to rozkoszne jajeczko podczas dzielenia się opłatkiem, jedzenia pierogów lub śpiewania kolęd. A ona musiałaby walczyć ze sobą i z orgazmem. Ta rozkoszna perwersja coraz bardziej nabrzmiewała w moim umyślę, zresztą nie tylko ona nabrzmiewała. Nakręciłem się.

Radosna wrzawa w moim domu rodzinnym sprawiła, że postanowiłem wypróbować cudo spoczywające w mojej żonie od razu. Paulina spojrzała na mnie karcąco, więc się opanowałem i wypatrywałem nadarzającej się okazji, by użyć moje szatańskie narzędzie wigilijnych tortur.

– Kochanie, życzę ci, żeby spełniły się twoje najskrytsze pragnienia i, żeby przyszedł do ciebie Mikołaj z torbą nieobyczajnych prezentów. – wyszeptałem, całując ją i w kieszeni spodni namierzyłem włącznik na pilocie. Źrenice Pauliny rozszerzyły się.

– Wszystkiego najlepszego Natan. – odpowiedziała zachowawczo.

Usiedliśmy do stołu. Obserwowałem ją z lubością. Paulina zaliczyła trzy porcje śledzia w sosie jagodowym, porcję pierogów, zupę grzybową i pieczonego ziemniaka i nawet nie dała po sobie poznać, że coś jest nie tak. Przez chwilę zastanawiałem się, czy działa w niej to ustrojstwo, ale gdy położyłem dłoń na jej udzie, by sprawdzić, poczułem subtelne drżenie. Działało, ale może zbyt delikatnie? Zwiększyłem moc wibracji o stopień.

– Ale mi gorąco od tej zupy. – stwierdziła.

– Fakt, gorąco tu. – potwierdziła mama – Uchyl okno Nat. Paulinko, może jeszcze pierożka?

– Nie, dziękuję mamo, już jestem pełna. – oznajmiła, a mnie niesamowicie to rozbawiło.

Uśmiech na jej twarzy i mord w oczach, kiedy zerkała w moją stronę. Znów zwiększyłem prędkość.

– Ja się jednak pójdę przewietrzyć. Nataniel, mogę cię prosić na chwilę? – spytała.

– Oczywiście skarbie.

Przyjemny chłód wigilijnej nocy i mnie zrobi dobrze. Udałem się za żoną, ale wbrew moim wyliczeniom nie zaprowadziła mnie na taras, tylko zaciągnęła za rękę do pralni.

– Wyjmij to ze mnie! – warknęła.

Popchnąłem ją na pralkę i rozsunąłem jej uda. Wyłowiłem z jej szalejącej wilgoci tonące jajeczko. Dawno już nie była tak mokra.

– Potop szwedzki dziś tu mamy? – spytałem.

Rozpiąłem spodnie i władowałem w Paulinę moje rozognione i stęsknione drewno. Zapłakała, kiedy wbijałem się w nią i doszła momentalnie po kilku ruchach.

– Oho… – zamruczałem, przesuwając ustami po jej szyi – To mi się podoba.

 

 

Opowiadanie, erotyczne, święta, Boże Narodzenie 202016

Nataniel w roli Mikołaja..,.

 

Przyciągnęła mnie mocniej do siebie i wbiła paznokcie w mój kark. Włączona pralka neutralizowała nasze odgłosy. Zawsze się śmieliśmy, że ten taniec nazywa się klepany i zdecydowanie nie było naszą specjalnością bycie cicho. Dobrze, że mama robi pranie nawet w wigilię.

– Chcesz trzeci? – spytałem.

–  Pytasz, czy chcę piąty? – poprawiła mnie.

– Dobrze się spisało jajeczko… – ucieszyłem się.

– Bardzo dobrze.

Natalia przyłapała nas, kiedy wracaliśmy do gości.

– Nataniel, ile ty masz lat braciszku? – skwitowała, uśmiechając się promiennie.

Przyłożyłem palec do ust i puściłem do siostry oko. Tyle, by wymykać się na frywolne schadzki z moją piękną żoną w samym środku rodzinnej wigilii!

– Gdzie żeście przepadli? Młode chcą prezenty odpakowywać! – mama żartobliwie pogroziła nam rózgą.

– Nadal nie wierzycie w Świętego Mikołaja? – spytałem.

– Neeeeeeeee! – zawył Jasiek.

– Wujku, weź! – parsknęła Małgosia.

– A ciocia Paulina wierzy.

Naciągnąłem na skronie czapkę mikołajkę i rozdałem podarki całej rodzinie. Paula uchyliła wieczko czerwonego pudełka i oniemiała. Patrzyłem na nią kątem oka, pomagając Jaśkowi odpakować jego prezent. Rumieniec wstąpił na jej twarz, ale była dzielna.

– Co to ma być? – spytała, kiedy do niej wróciłem.

– No przecież chciałaś kotkę.

– Natan…

– Wujkuuuuuuuu, co dostała ciocia?

– Ciocia dostała przebranie stokrotko. – powiedziałem, sadzając sobie siostrzenicę na kolanach.

– Jakie?

– Kotki.

– Ciociu pokaż!

Dyskretnie wysupłała uszy i włożyła je na głowę.

– A gdzie masz ogonek?

– Wujek był gapa i zostawił ogonek w domku, jak go Święty Mikołaj podrzucił do kominka. – wyjaśniłem, ratując przed odpowiedzią moją przerażoną żonę.

Na szczęście Małgosia nie drążyła dalej tematu.

Przez resztę wieczoru Paula nie rozstała się ze swoją uszatą opaską i w niej również wróciła do domu.

– Zmęczona? – spytałem.

– Trochę.

– To zapraszam panią na nieziemską podróż do wanny.

– Tak? A myślałam, że na dziś wieczór wyczerpałeś już repertuar…

-Nie, na dziś mam wyjątkowo bogaty. Kąpiel, seks… – wyszeptałem, całując ją namiętnie – A w ramach gry wstępnej proponuję masaż.

– Myślałam, że wigilijna kolacja była grą wstępną… – odparła zdumiona.

Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łazienki. Puściłem wodę do wanny i zapaliłem świece.

– Rozbierz się. – zupełnie niespodziewanie dobiegł mnie rozkaz Pauliny.

Striptizu dziś nie miałem w planie. Ale czego się nie robi dla ukochanej, czekającej na kąpiel żony. Paula siedziała na stołeczku, wpatrzona we mnie, jakby właśnie objawiał się przed nią bożonarodzeniowy cud. Poszedłem za ciosem. Spinki w mankietach, krawat, koszula. Każda kolejna część mojego stroju w zmysłowym tańcu sięgała łazienkowej podłogi. Aż całkiem nagi zarzuciłem krawat na szyję mej uszczęśliwionej żony i przyciągnąłem ją do siebie. Posadziłem ją na kolanach i namierzyłem suwak sukienki.

Paulina miała w sobie to coś, co momentalnie sprawiło, że wiedziałem, że to ona. Zobaczyłem ją i wiedziałem. I za każdym razem, kiedy byliśmy sami, tylko utwierdzałem się w tym przekonaniu. A teraz znów wpatrywałem się w jej pośladki. Idealne. Moje.

Zanurzyła się w pachnącej pianie i czekała, aż do niej dołączę. Pocałowałem wierzch jej stopy i złożyłem na niej kilka pocałunków.

– No chodź, bo cię wciągnę do tej wanny! – zagroziła.

Rozkoszując się kąpielą, odbyliśmy milczący pojedynek na seksowne spojrzenia. Czytaliśmy sobie w myślach i byłem już głodny momentu, w którym zrealizujemy swoje dzisiejsze pragnienia.

– Kochanie, ja już nie chcę masażu, chcę ciebie… – wyszeptała Paulina, kiedy niosłem ją do sypialni. Tak bardzo chciałem, by to powiedziała, że aż uśmiechnąłem się do siebie.

Pchnąłem ją na łóżko, rozsunąłem jej uda i ułożyłem się na niej. Uwielbiała, kiedy byłem stanowczy, niegrzeczny. Gotowa na mnie westchnęła, kiedy znów wślizgiwałem się w jej wilgoć. Przytrzymywałem jej ręce w nadgarstkach i kochałem ją mocno.

– Natan… – jęknęła, ocierając się pupą o moje podbrzusze – Błagam cię.

Przyspieszyłem. Klasyczna runda ochów i achów pieściła moje uszy. A potem nastała cisza, a ja nadal miarowo odbijałem się od ponętnych pośladków, ciągle nie mając Pauli dość.

– Co ty masz dziś z tymi orgazmami? – sapnęła, uświadomiwszy sobie, że nie jeszcze skończyłem.

– Rozdaję dziś prezenty kochanie.

Po chwili, kolejny, intensywny orgazm Pauliny wyzwolił mój orgazm. Pocałowałem ją w szyję i dałem nam moment, byśmy doszli do siebie. Ułożyła się na boku i spojrzała na mnie zalotnie.

– Widzę, że uszy ci się podobają… Co powiesz na resztę prezentu?

– Może później.

– To może przekona cię jeszcze jeden mały drobiazg…

Wstałem i zgarnąłem z komody ostatni upominek. Paula uklękła na brzegu łóżka i wpatrywała się w połyskujący w świetle świec choker ze słodkim medalionem w kształcie serduszka.

– To dla mnie?

– Dla ciebie. – potwierdziłem i zapiąłem obróżkę na jej smukłej szyi – To jak?

– Przekonaj mnie.

– Ach ty…

Uparta bestia z mojej żony, ale też doskonale wiedziała, jak działa na mnie fakt, że mam coś u niej wywalczyć, albo o coś prosić. Pochyliłem się nad nią i zacząłem ją całować.

– Paulina… – nawinąłem kitę na dłoń.

– Nieeee… – jęknęła, bardziej z przekory niż odmownie – Tak? Tak. Tylko weź dużo lubrykantu.

Palcem wykręciłem kółko w powietrzu. Paula odwróciła się do mnie tyłem. Ugryzłem ją w pośladek, dałem siarczystego klapsa i rozpocząłem proceder aplikacji ogonka. Ciekawa i niecierpliwa rozkoszy zerkała na mnie przez ramię. Żeby wzmóc jej doznania, opuszkami palców pieściłem łechtaczkę. Po wyrazie jej twarzy widziałem, że bardzo jej się to podoba.

– Powiedz „kocham cię bardzo mężu”.

– Kocham cię bardzo mężu.

– Już. Wstawaj koteczko.

Wstała i zrobiła parę kroków. Usiadłem wygodnie w fotelu i z lubością obserwowałem poczynania mojej żony. Falowała biodrami, drobiła na palcach, wszystko po to, by zaprzyjaźnić się z ogonkiem i odkryć jego zalety. Kitka pieściła jej uda i tańczyła razem z nią.

– Chyba widziałem koteczkę. – wyszeptałem zaczepnie.

Paula odwróciła się i zerknęła na mnie, przyjmując wyzwanie i aż nie mogłem się doczekać, co zrobi dalej. Dosiadła mnie. Wyglądała tak seksownie. Kocie uszy dodawały jej uroku i jakiejś przedziwnej zadziorności. Przycisnąłem ją do siebie mocno. Pokręciła przecząco głową. Może i jestem panem koteczki, ale to ona trzyma stery.

Wsunęła dłoń między moje uda i patrząc mi głęboko w oczy pieściła mój trójząb. Myślałem, że eksploduję. Kiedy łaskawie uznała, że już, wsunęła mnie w siebie głęboko. Falowała na mnie, mrucząc z rozkoszy. A potem pieprzyła mnie już pełną parą. Jej ogonek łaskotał moje łydki. Ująłem pośladki Pauli w dłonie i pomagałem jej, podrzucając ją. Nadziewaliśmy się na siebie mocniej i mocniej, aż pulsujący orgazm przejął moje zmysły. Wcisnąłem się w nią i skostniałem w jej ramionach. Roześmiała się i zmierzwiła moje włosy, które, nie wytrzymawszy naszego tempa, rozsypały się po moim czole.

– Chwila przerwy. – mruknąłem zadowolony.

– Dobrze, bo jeszcze czeka nas numerek pod choinką i na owczej skórze przed kominkiem. – odparła, wtuliwszy się w moją pierś.

Zgodnie z zapowiedzią Pauli nasza miłosna uczta miała swoją kontynuację w salonie, a rano zdumieni obudziliśmy się pod choinką i nawet nie pamiętaliśmy, w którym momencie naszego maratonu padliśmy zmożeni świątecznym snem.

– Jak za starych dobrych czasów… – stwierdziła rozbawiona – Zrobię śniadanie.

Słodkie bożonarodzeniowe lenistwo było naszym planem na dziś. Ułożyłem się na stercie poduszek na moim ulubionym parapecie i z radością obserwowałem szybujące nad zamarzniętym jeziorem mewy.

– Gorąca czekolada z piankami kochanie. – powiedziała Paulina, podając mi filiżankę i wtuliła się we mnie.

– No… Taką zimę to ja rozumiem. – skwitowałem, całując żonę w czoło i pociągnąłem łyk zimowego napoju bogów.

Wesołych Świąt dla czytelniczek PuellaNova życzy Bia Sadowska!

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz