„W połowie drogi” Opowiadanie erotyczne specjalnie dla czytelniczek PuellaNova. Autorka – Bia Sadowska !

(opowiadanie erotyczne – od 18-tego roku życia!) To było jedno z piękniejszych popołudni tego roku. Ciepłe, słoneczne. W drodze powrotnej z redakcji postanowiłam zrobić sobie spacer przez Park Zamkowy. Wiosna kwitła w pełni, nad Łyną pachniało akacją, a zakochane, młodociane pary migdaliły się na trawnikach i ławkach. Naładowana ich energią, w roztańczonym nastroju dotarłam do domu. Ależ stęskniłam się za mężem od tych całuśnych widoków!

– Paradny! Rozbieraj się! – rzuciłam figlarnie od progu.

Nataniel, wpatrzony w ekran swojego Macbooka, z kamienną twarzą sprawdzał notowania na giełdzie. Znów tak pochłonęła go praca, że nawet nie skończył się ubierać po prysznicu, który (wnioskując po mokrym ręczniku rzuconym na kuchenne kafelki) brał dosłownie przed chwilą. Zerknęłam na niego kontrolnie – cisza i zero ruchów… Fantastycznie! Kiedy mąż pracuje – możesz nago pokładać mu się na kolanach, on nawet nie zauważy… No co za facet, że wiosna na niego nie działa?!

Nie będziesz mnie ignorował Paradny! – pogroziłam w myślach palcem i udałam się do sypialni.

Otworzyłam górną szufladę masywnej, drewnianej komody (posagu od prababci) i zanurzyłam dłonie w jedwabiach i koronkach. W zeszłym tygodniu ukochana firma bieliźniarska bombardowała mnie sms’owo promocjami, więc postanowiłam z nich skorzystać. Kupiłam misternie wykończony czarno-czerwony gorset z paskami do pończoch i figi. Pora wypróbować nowy zestaw. Do tego mój ukochany model pończoch i wysokie szpilki i to będzie mój wybór dla Paradnego. Wskoczyłam pod prysznic i namydliłam ciało, myśląc o tym, co zaraz będę robić i co mi będzie robione, gdy za moment tylko dorwę męża i odciągnę go od pracy. Poprawiłam makijaż, założyłam bieliznę – ostatecznie decydując, że figi nie będą mi potrzebne i spryskałam się jego ulubionymi, pachnącymi jaśminem perfumami. Zawsze mówi, że pachnę seksem, kiedy czuje je na mnie. Poprawiłam koronkę pończoch na udach. Pociągnęłam usta szminką. Ostatnie, kontrolne spojrzenie w lustro. Et voilà!


Nie daruję ci dziś Paradny!

Przystanęłam w drzwiach sypialni i zerknęłam na niego przez pokój. Ładny był ten mój mąż. Pierwsze, co mnie do niego przyciągnęło to jego włosy. Bujna, lwia grzywa, teraz spleciona na czubku głowy w męski koczek. I jego głos. Boże, za ten głos to bym się dała pokroić! Na pierwszej randce, w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej (żeby nie było) podczas oklasków pomiędzy częściami Symfonii Fantastycznej Berlioza mruczał mi do ucha, co by ze mną zrobił, gdybyśmy byli w loży sami. Oczywiście, jak na gentlemana przystało, nic z tego, co wypowiedział nie zrobił, cały wieczór grzecznie trzymając przy sobie ręce. A ja, jak na damę przystało, kazałam mu czekać do szóstej randki, wpędzając się w bolesną frustrację, że nie robi mi tego, co obiecał, bo ja muśnięciem warg na jego policzku zostawiam go za drzwiami. I nawet Pan Królik Purpurowy (mój wibrator) nie był w stanie ukrócić tej straszliwej udręki, którą Paradny zapoczątkował swoim głębokim i aksamitnym jak mus czekoladowy barytonem. Po czym, na szóstej randce (a może to już było po niej…) przycisnął mnie do moich drzwi wejściowych i zrobił wszystko, co zapowiedział. Po ich domowej stronie, choć przez moment obawiałam się, że zacznie już na korytarzu! Jego język sunący po mojej szyi. Jego kąsające mnie zęby. Obrócił mnie tyłem, wsunął mi dłonie pod sukienkę i szybkim ruchem ściągnął ze mnie koronkowe figi. Przyzwyczajona do kitrania się przed partnerem pod kołdrą – zamarłam. Obrócił mnie ponownie, uklęknął przede mną i patrząc w górę w moje oczy, zaczął mnie całować, tak żarliwie, jakby nie chciał uronić ani kropli. Policzki mi płonęły, serce kołatało, a moje biodra same wyrywały się do jego ust. A on lizał i lizał i lizał, coraz mocniej przyciskając nos do mojego wzgórka łonowego. Miał naprawdę dorodny nos, szlachetny i dobrze wiedziałam, czemu tak uparcie myślę teraz o jego nosie! Byłam ciekawa, czegoś zupełnie innego. Uśmiechnął się lubieżnie i wstał. Kazał mi rozpiąć mu spodnie i ponownie wgniótł mnie w drzwi – tym razem wysoko, nad głową przyciskając do ich powierzchni moje rozłożone ręce… Nie dał mi usnąć do drugiej w nocy, a gdy budziliśmy się stęsknieni – kochaliśmy się w półśnie. I tak było przez kolejne randki, narzeczeństwo i miesiąc miodowy.

Ale zeszliśmy na ziemię. Fantastyczny seks tamtego okresu cholera trafiła, a nasza pogoń za karierą zawodową zajęła pierwsze miejsce. Najseksowniejszym zdaniem, które szeptał Paradny było: „Paulina, co chcesz na obiad?”, choć jakby po tym następowało zlizywanie bitej śmietany i owocowych musów na deser, to uznałabym, że jesteśmy w formie, ale już nie byliśmy. Nie godziłam się na to! Pora przypomnieć Paradnemu, gdzie jego miejsce!

Patrzyłam tak na niego, bębniącego palcami w klawiaturę i śmiało postanowiłam, że jedyne, co odciągnie go teraz od pracy to ja robiąca coś, czego nie robiłam dotychczas. Nie dawał mi powodów do sięgania po tak drastyczne środki! Cóż, grzeczna dziewczyna też musi mieć swoje niegrzeczne momenty!

Zakradłam się do niego na czworakach, przesunęłam dłońmi po jego udach, aż sięgnęłam gumki jego szarych, bawełnianych spodni.

– Kochanie, co robisz pod stołem? – spytał, zerkając na mnie, klęczącą pomiędzy jego udami.

– Skończysz na dziś pracę, czy mam cię do tego przekonać? – odparłam.

Uśmiechnął się zawadiacko i z błyskiem w oku odparł:

– Będziesz mnie musiała przekonać, bo naprawdę jestem zajęty.

Zajęty, ale bardzo zainteresowany. – stwierdziłam, zsuwając jego spodnie. Penis Paradnego powitał mnie na sztywno stojący – niczym piana z białek, z radości obśliniony i twardy jak skała (i Paradnego mięśnie na brzuchu) – Nieładnie tak oszukiwać, mężu…

Widziałam w swoim życiu kilka penisów, ale za najprzystojniejszego wyszłam za mąż. Robienie dobrze mojemu mężowi, naprawdę robiło mi dobrze. Uwielbiałam to! I nie traktowałam tego, jako kary i upodlenia jak niektóre moje koleżanki. Dodatkowo, za czasów naszego narzeczeństwa nie było imprezy, kiedy to Paradny nie częstował znajomych anegdotą o tym, jakie to zbawienne i antydepresyjne działanie ma na zdrowie kobiety lodzik i nasienie. Paradny był nad wyraz otwarty… I nieraz wśród naszych znajomych powodował ciszę przerywaną jedynie cykaniem świerszcza. Ale ja paradowałam roześmiana i w doskonałym nastroju – jakbym była chodzącym dowodem na tę jego teorię. Paradny powtarzał również, że jest stara hinduska legenda, w której to mężczyzna pijący z kobiecego źródła, jest na drodze ku nieśmiertelności, więc chodziłam zaspokojona i nie miałam poczucia niedopieszczenia. Zasada wzajemności obowiązywała w naszej sypialni od zawsze.

Dzień dobry przystojniaku, pora cię wycałować od dołu do góry. – przywitałam się z nim w myślach i zaczęłam muskać ustami jego gładką skórę. Najpierw delikatnie, niech chłopak pocierpi trochę. Wszystkie te mistyczne techniki robienia fellatio, które podsuwają kobiece pisma są dobre, ale najlepsze jest zdanie się na własny seksualny instynkt. Wąż Kundalini drzemie w każdym z nas. Trzeba go tylko obudzić. Wsunęłam go głęboko do ust i przesuwałam po nim w górę i w dół. Stukanie na klawiaturze cichło i ustawało, cichło i ustawało, aż w końcu poczułam, jak Paradny wplata palce w moje włosy i faluje ze mną, w narzuconym przeze mnie rytmie. Jeszcze chwileczka, jeszcze momencik…

– Nie kończ mnie. – wyszeptał, powstrzymując się resztką sił.

Posłusznie przerwałam i czekałam na dalsze instrukcje mojego męża.

– Pachniesz seksem. – mruknął i pochylił się, by przyciągnąć mnie do siebie i  pocałować.

Położył mnie na stole, szeroko rozwarł moje nogi i uśmiechnął się na widok mojej odkrytej i gotowej dla niego płci. Oblizał usta. Jeśli zapytacie mnie o definicję gry wstępnej – to jest wtedy, kiedy Paradny zwilża wargi. Wtedy wiem, że za moment spotkają się one z moją łechtaczką, a potem będzie nam mokro, mokrzej, najmokrzej. Ummm… Nataniel… Uhm… Lubiłam wyraz jego twarzy, ilekroć to robił. Ten zawzięty uśmiech przyprawiał mnie o dreszcze. Jego język, jego palce, wszystko po to, by zrobić mi dobrze. Chłeptał mnie jak kotek swoje mleczko. Do dna. Oblizując się raz po raz.

Byłam tak straszliwie napalona, że doszłam, kiedy tylko wsunął we mnie palce. Moje pomrukiwania przerodziły się w krzyk ulgi i rozkoszy. Paradny nie przestawał, jak to zresztą miał w zwyczaju, gdy dochodziłam mu na wejściu. Wstał z krzesła i poczułam, jak na mnie napiera i wchodzi płytko, przesuwając raz po raz po moim punkcie G. Aha… Uhm… Właśnie tu, właśnie tak…

– Wiesz, że pierwszy raz odkąd jesteśmy małżeństwem kochamy się na stole?

Z niedowierzaniem pokręciłam głową. Naprawdę? Ależ się zrobiliśmy nudni. Jeszcze zanim się oświadczył, jak dwa króliki naznaczyliśmy całe jego mieszkanie.

– Obejmij kostki dłońmi. – wydał mi polecenie.

Zrobiłam, jak kazał. Uderzał szybko, miarowo, patrząc na mnie z góry, z dystansu i zabronił mi się dotykać, kiedy tak bardzo chciałam mieć go blisko! Rozkoszne uczucie w dole mojego brzucha narastało, już myślałam, że zaraz osiągnę kolejny orgazm, wijąc się na naszym stole, pilnując, by moje dłonie zostały na kostkach. Jeszcze kilka jego ruchów, tych błogich dźgnięć głęboko we mnie. Paradny uśmiechał się, cały czas nie odrywając ode mnie oczu. Widziałam po nim, że znów jest blisko. I nagle ni stąd ni zowąd zwolnił tempo. Wziął mnie w ramiona i zaniósł na sofę. I już nie było dziko. Było czule. Jego usta na moich, jego ciężar, jego bliskość. Zaczął mi przeszkadzać gorset i pończochy, bo jedyne, co teraz robił ten materiał, to oddzielał mnie od Paradnego.

– Zdejmij to ze mnie! – załkałam.

– Już kochanie. – wyszeptał i momentalnie uwolnił mnie z bielizny.

Przylgnęłam do niego mocno, czując ulgę, kiedy moja naelektryzowana skóra dotknęła jego skóry. Moje nabrzmiałe sutki ocierały się o jego pokrytą delikatnym meszkiem klatkę piersiową. Falował nade mną, mną opleciony. Patrzył mi w oczy i czułam, że zaraz będziemy kończyć. Razem, jak zwykle w pół drogi do siebie. Najgłośniej. Najpiękniej. Najmokrzej.

– Pamiętasz naszą piątą randkę? – spytał, gdy wtuliłam się w niego.

Pamiętałam. Pół nocy całowaliśmy się i głaskaliśmy na tej sofie. Jak za czasów liceum – w pełni ubrani, jakby w każdej chwili do domu mogli wrócić rodzice. Spanikowani, że nie będzie czasu, by się ubierać. To oczekiwanie na niego wykręcało na drugą stronę moje zmysły. Tak bardzo go pragnęłam. Tak bardzo, że miałam chęć złamać wszystkie zasady z kobiecych poradników. A w efekcie kazałam mu czekać dwa razy dłużej niż zalecane. Mieliśmy dla siebie wtedy tyle czasu.

– Tęsknię za tobą… – wyszeptałam.

– Wiem… Skupiłem się na pracy i ostatnio cię zaniedbałem.

– Skupiliśmy i zaniedbaliśmy. – poprawiłam go, akcentując obydwa „śmy”.

– A może spróbujemy czegoś nowego? – zaproponował

– Co masz na myśli? – spytałam zaciekawiona.

Nie odpowiedział. Jego oczy świeciły.

Czego nowego spróbują Paulina i Paradny? 

Jeśli chcecie mieć wpływ na ich losy, napiszcie w kilku słowach, czego nowego według Was będą chcieli spróbować. Na Wasze propozycje czekamy do 14.04.2016, pomysły prosimy przesyłać na adres redakcja@puellanova.pl z tytułem „dalsze losy – w Połowie drogi” lub na profilu FB Najciekawszą wypowiedź nagrodzimy zestawem kosmetyków!

Bia Sadowska dla PuellaNova

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz