W połowie drogi Opowiadanie erotyczne specjalnie dla czytelniczek PuellaNova cz.III

Część III, a co bylo w poprzedniej – drugiej przypomninamy – http://puellanova.pl/w-polowie-drogi-opowiadanie-erotyczne-specjalnie-dla-czytelniczek-puellanova/

Rozleniwieni najchętniej zostalibyśmy do końca wakacji na naszej plaży, ale pora było kontynuować tę tajemniczą podróż. Trzymając się za ręce, wróciliśmy do samochodu. Natan zerknął na migającą nawigację, byliśmy dokładnie w pół drogi na Wolin. Wraz z uruchomieniem silnika rozbrzmiała nasza piosenka – Rock Wit’cha Bobby’ego Browna. Spojrzeliśmy na siebie rozmarzeni. Soundtrack do naszego związku.

Momentalnie zebrało nam się na wspominki… Wymienialiśmy swoje ulubione fragmenty i anegdoty, upewniając się, że pamiętamy wszystko tak samo.

– A pamiętasz jak kochaliśmy się w akademiku? – rzucił nagle.

Spojrzałam na Paradnego i uśmiechnęłam się szeroko. Oczywiście, że pamiętałam! Kolejna z jego weekendowych delegacji na SGH zaskoczyła nas wiadomością, że nocleg mamy zapewniony w kompleksie domów akademickich, bo regularny hotel Nataniela miał akurat pełne obłożenie. Parę ładnych lat minęło od naszych czasów studenckich, więc przyjęliśmy tę rewelację z entuzjazmem. „Student” Paradny i „studentka” Namysłowska wyruszyli na podbój Warszawy. Zadbaliśmy o nieformalny strój, tak by studenciaki nie zorientowały się, że mają w akademiku doktorską wizytację.

Love time -

Love time –

W starej ramonesce swojego ojca Nataniel wyglądał może na ze 20 lat, biała koszulka opinała jego tors, a czarne rurki podkreślały umięśnione nogi. Mój facet. Gorący, jak lawa i tylko mój. Uwielbiałam, jak oglądały się za nim inne dziewczyny i byłam święcie przekonana, że skrycie podkochiwały się w nim wszystkie jego studentki, czy tu, czy na Warmińsko-Mazurskim. Wsunął aviatory na głowę i posłał mi niegrzeczne spojrzenie i wnet wiedziałam, co się będzie działo, kiedy tylko wejdziemy do naszego pokoju. Ostatnie kroki po wiekowej, drewnianej klepce, klucz w drzwi i już. Paradny popchnął mnie na ścianę i zaczął mnie całować.

– Nudny jesteś, wiesz? – oznajmiłam, by jeszcze bardziej go podkręcić.

Bezgłośnie przyjął krytykę, wycofał się na moment. Zaraz wymyśli coś lepszego. Rozejrzałam się po pokoju. Gruby, socrealistyczny parapet aż się prosił, by go wykorzystać. Zerknęliśmy na siebie porozumiewawczo. Wpadliśmy na to samo.

Urażona męska duma zdystansowała mojego kochanka. Paradny był teraz w nastroju na wydawanie mi poleceń. Rozkazał, bym rozebrała się do naga, po czym usiadła na parapecie i szeroko rozsunęła nogi. Uczyniłam to posłusznie. Uwielbiałam, kiedy przejmował kontrolę. Przysunął sobie krzesło i spoczął naprzeciwko mnie. I siedział. Siedział. Siedział.

– Przestań kontemplować, zacznij działać! – warknęłam, zniecierpliwiona.

Wessał się we mnie i przez chwilę lizał mnie szaleńczo. Po czym coś odwróciło jego uwagę. Podniósł głowę znad mojej płci i zerknął przez okno.

– Mamy towarzystwo. – oznajmił.

Odwróciłam się przez ramię i zauważyłam parę, która właśnie, okno w okno z nami, zaczynała się kochać. Natan ściągnął mnie na podłogę, przekręcił tyłem do siebie, przycisnął mocno do parapetu, po czym wsuwając się we mnie, wyszeptał mi wprost do ucha:

– Ciekawe, czy nas zauważyli?

– Zauważyli. – potwierdziłam.

Pocałował mnie w usta, zasalutował chłopakowi z naprzeciwka i zaczął mnie pieprzyć od tyłu. Mocno i zwierzęco. Nie bez mojej przyjemności oczywiście, ale przez moment zastanawiałam się, czy nie wylecę przez okno w ferworze jego dzikich pchnięć. Chwyciłam się zewnętrznego parapetu, bo ekshibicjonizm Natana, przeszkadzał mi w utrzymaniu się na nogach. Po chwili gryzłam jego dłoń, by nie krzyczeć na pół Mokotowa.

Tymczasem vis-a-vis nas odgrywało się dzikie porno. Czy wzmożone naszym zainteresowaniem i udziałem czy samoistnie, ale naprawdę mieliśmy, na co popatrzeć. Obydwoje umięśnieni i wysportowani, tak smaczni, że momentami zajmowali mnie bardziej niż to, co wyprawiał we mnie Nataniel i sam Paradny również raz po raz wybijał się z rytmu, chcąc jednocześnie mnie kochać i się na nich patrzeć.

Chłopak z naprzeciwka położył dziewczynę na parapecie, zarzucił jej skrzyżowane stopy sobie na ramiona, ścisnął dłoń na jej gardle i pieprzył ją szaleńczo. Długie, blond włosy spływały po elewacji budynku, przywodząc mi na myśl bajkę o Roszpunce, piersi dziewczyny falowały przy każdym pchnięciu, a na jej pięknej twarzy malowała się błogość. Spomiędzy rozchylonych, kuszących warg wydobywały się rozkoszne jęki. Nie mogłam oderwać od nich oczu.

– Tylko uważaj, jeśli chcesz mi zrobić to samo. – poprosiłam.

Paradny miał diabła pod skórą. Wiedziałam, że zaraz będzie chciał przebić napalonych studenciaków, proponując coś jeszcze bardziej wymyślnego. To był chyba pewnego rodzaju konkurs. Gdyby tylko ta druga para wiedziała, że konkuruje z wykładowcą akademickim i jego dziewczyną. Ależ to były zawody! Na to, który jest szybszy, dokładniejszy. Na koniec krzyczałyśmy obie z tamtą dziewczyną, posyłając sobie powłóczyste spojrzenia. Wygrali obydwaj. Okno w okno.

– Pamiętasz, jak następnego dnia rano mieli u mnie zaliczenie? – spytał – Ona cała w pąsach, on kogut i ty wtedy przyszłaś, dać mi znać, że czekasz aż skończę… Cisza była aż gęsta…

– Tak… A ty zamiast się kulturalnie odmeldować, jeszcze zacząłeś mnie przy nich całować… Dałeś im fory na egzaminie?
– Pieprzyliśmy się razem. Dałem im pół stopnia wyżej…
– Mój drogi, nago nie wyglądasz na wykładowcę… Nie dziwię się, że cię nie poznali…
– Ależ ja cię wtedy miałem ochotę wziąć w tej sali wykładowej i zostawić ich podsłuchujących i zestresowanych czekaniem na egzamin pod drzwiami…
– To czemu tego nie zrobiłeś?
– Kamery… A za dobrze mi płacą, żebym wyleciał jako niepokorny wykładowca, zaliczający swoją dziewczynę przed studenckim zaliczeniem.
Uśmiechnęłam się.
– Przecież to lubisz. Niebezpieczeństwo, że ktoś nas przyłapie in flagranti.
– Podejrzy tak, ale nie nagra…
– A pamiętasz, jak mnie wziąłeś na Grunwaldzkiej na balkonie? Nie chciałeś mnie słuchać…
– Tak…, ale dzięki temu twój orgazm tej nocy słyszała cała starówka, a twój krzyk odbił się od murów Zamku Kapituły Warmińskiej… Lubię, kiedy tak krzyczysz Paulina…
– Nataniel… – westchnęłam.
– Słucham cię kochanie?
– Jak się nazywał ten fetysz?
– Wojeryzm? – odpowiedział, czytając mi w myślach.
– Uhm…
– Poszłabym do klubu dla swingersów…

Paradny spojrzał na mnie zdumiony.

– Nie, nie swingować… Pooglądać… Choć może i w sumie…

Wzrok Natana z sekundy na sekundę był coraz bardziej i bardziej karcący.

– Nie? – dyskutowałam już sama ze sobą – Ale właściwie dlaczego nie?
– Bo twój mąż wyznaje monogamię? Ale… Chcesz? Gdybyś mi oznajmiła, że chcesz właściwie nie bardzo wiedziałbym, co mam powiedzieć… Przecież ci nie zabronię… Nie jesteśmy w latach 50tych. Nie obiecywałaś mi posłuszeństwa…
– Nat?!
– Wrócimy do tematu swingowania, bo jak na razie mam dla ciebie inną atrakcję.
– Powiesz mi wreszcie, co to będzie?
– Zobaczysz, jak dojedziemy.
– Jesteś niemożliwy Nataniel… Niemożliwy.

Do tajemniczego miejsca przeznaczenia dojechaliśmy akurat na kolację. Wysiadłam i rozprostowałam nogi. Zewsząd otoczył mnie cudny zapach drzew i kwitnących kwiatów.

– Czy teraz mi powiesz już, co będziemy tu robić? – spytałam ponownie. Miałam wrażenie, że od piątku zmieniłam się w katarynkę.
– Paulino, Natanielu, witajcie na naszych tantrycznych warsztatach! Nazywam się Emilia i jestem waszą opiekunką. – nagle powitała nas kobieta w kwiecistej spódnicy.
– Tantrycznych warsztatach? – powtórzyłam bezwiednie.

Nataniel kiwnął głową.

– Ale, że co my tu będziemy robić?
– Będziecie się uczyć, jak być dla siebie lepszymi kochankami.

Lepszymi kochankami? Co ten Paradny znowu wymyślił? Lekko zaniepokojona, za Natanem udałam się do naszego pokoju. Owszem, wiedziałam czym jest tantra, ale nie przypuszczałam, że mój małżonek ma w ogóle takie zapędy. Zaskoczył mnie. Takiej niespodzianki się nie spodziewałam.

Jak zwykle na nowym miejscu nie mogłam spać. Obudziłam się chwilę po szóstej. Byłam głodna i napalona. Śniadanie startowało dopiero za dwie godziny. Paradny spał nieprzytomny, jak każdego dnia po długiej podróży. Nie miałam serca go zrywać na poranne harce. Moje wiercenie się jednak musiało być na tyle sugestywne, że obudziło śpiącego kamiennym snem małżonka.

– Dzień dobry kochanie. Znów nie mogłaś spać? – spytał.
– Znasz mnie.

Paradny poszedł pod prysznic, a ja kręciłam się po pokoju w poszukiwaniu zajęcia. Usiadłam w fotelu i przeczytałam do końca broszurę naszych warsztatów.

– Nataniel?! – źrenice rozszerzyły mi się ze złości, zerwałam się z fotela i popędziłam do łazienki – Jak to nie będziemy się kochać przez trzy miesiące?! – rzuciłam oskarżycielsko w stronę mojego kompletnie mokrego i kompletnie nagiego męża. Wzruszył ramionami i w milczeniu sięgnął po ręcznik – No chyba ty!

Wywiózł mnie tu po to, żebyśmy spróbowali czegoś nowego. Na Boga, tego już próbowaliśmy, jak wyjeżdżał na wykładać na SGH’a… Paradny?!

– Paulina… – wyszeptał, jakby chciał się z powrotem wkraść w moje łaski – Kochanie… To nie jest mój autorski pomysł, to jest zalecenie…
– No dobrze, a co ja z tego będę miała?

Mąż wywiózł mnie na Wolin, a teraz informuje, że pozbawi mnie seksu. No po prostu cu-dow-nie! Cudownie! Nie!

– Nowy wymiar Paradnego? – odpowiedział pytaniem.
– Ta abstynencja rozumiem przybliży cię do kochanka idealnego?
Kiwnął głową. Oparłam się o umywalkę. Paradny, ty byś się czasem mógł w swym wizjonerstwie opanować!

– A ostatni raz?

Pokręcił przecząco głową. Tego już nie wytrzymałam, wyszłam z pokoju, ostentacyjnie trzaskając drzwiami i bosa i ledwo ubrana zeszłam do ogrodu, żeby się uspokoić. Nataniel podążył za mną.

– A teraz mnie posłuchaj. – zaczął.
– Natan, ja naprawdę potrzebuję seksu! Wiesz przecież o tym! – przerwałam mu histerycznie.
– Paulina, ja nie powiedziałem, że nie dotknę cię przez trzy miesiące…
– Idź sobie. Chcę być sama. Nie możemy się normalnie kochać, jak ludzie zachodu, boś tantrę sobie wymyślił?! A idź sobie nieejakulować gdzie indziej!
– Kochanie…
– Nie Nataniel, ja mówię poważnie.
– Rozumiem, że jesteś zła, ale obiecuję ci, że po wszystkim nie będziesz…
– Idź sobie!

Pocałował mnie w czubek głowy i posłusznie odszedł, zostawiając mnie samą na schodkach.

– Kłopoty w raju? – usłyszałam za sobą przyjemny damski głos.
– Coś na ten wzór. Ty też tu jesteś, bo pan i władca sobie wymyślił? – spytałam, odwracając się do tyłu.
– Można tak powiedzieć. – odpowiedziała towarzyszka mej niedoli.
– Paulina. – przedstawiłam się, wyciągając dłoń.
– Amelia.
– Czyli mówisz, że twój mąż też oszalał?
– Jeśli tylko przetrwam ten wyjazd zastanowię się, jak załatwić mu żółte papiery i oddział zamknięty, no chyba, że tantra w praktyce okaże się być tak cudowna, że rozważę, czy by mu tego wybryku nie wybaczyć… – odparła z uśmiechem.

Jak długo Paulina będzie gniewać się na Paradnego? I czy Tantra w efekcie wyjdzie im na dobre? Dowiecie się w następnych częściach W połowie drogi.

Bia Sadowska dla PuellaNova

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz