W połowie drogi Opowiadanie erotyczne specjalnie dla Czytelniczek PuellaNova

Tylko dla dorosłych! Druga część opowiadania Bii Sadowskiej. Dla przypomnienia, Część Pierwsza jest pod TYM LINKIEM. W drugiej części autorka wzięła pod uwagę propozycje Czytelniczek PuellaNova!

II

Zbliżał się termin zamknięcia wakacyjnego numeru mojego kwartalnika. Właśnie, z prędkością światła tłukłam ostatni artykuł – „Warmia i Mazury, top 5 miejscówek na weekend”, usiłując się nie rozpraszać, kiedy wracały do mnie wspomnienia, ze wszystkich rozsianych po okolicy namiętnych weekendów z Paradnym. Mmmm… Kiedy Ania Szarmach zaśpiewała zmysłowy koncert w Dorotowie, a potem kochaliśmy się pod rozgwieżdżonym niebem, na pustej plaży nad Jeziorem Wulpińskim…

Telefon rozwibrował się wiadomością od Nataniela, przywracając mnie do rzeczywistości:

„Lunch dziś 13:30 – jednak, będę miał dłuższą przerwę. PS Porywam panią na tydzień pani Namysłowska-Paradna. Powiedz w redakcji, że nie będzie Cię od poniedziałku.” – przeczytałam.

Trochę czasu minęło, odkąd porywał mnie po raz ostatni. Zanim się zaręczyliśmy te porwania były całkiem częste. Wystawy w Gdańsku, spacery w Warszawie i najlepsza pizza w Elblągu, wydmy w Łebie, nasz ulubiony park w Krynicy Morskiej, i druga najlepsza pizza w Giżycku. Natan potrafił mnie wywieść bez ostrzeżenia. Po prostu porwać. Wpaść do mojego mieszkania, spakować i porwać.

Samo w sobie było to całkiem urocze. Nieeee, co ja plotę, urocze to zdecydowanie złe słowo, to było takie…, pierwotne. Jego niezaprzeczalna decyzyjność dodawała nutkę dominacji naszemu związkowi. Kiedy Paradny brał mnie w ramiona, jak swoją małą kobietkę i robił ze mną dokładnie to, co chciał… Och! Rozmarzyłam się już kompletnie, a miałam wyprzedzić deadline! Tylko skończę pisanie i wrócę do tych pikantnych fantazji…

W przerwie między wykładami Nataniela, spotkaliśmy się na lunch.

– Powiesz mi coś więcej o przyszłym tygodniu? – spytałam.

Paradny przecząco pokręcił głową. No mężu wywrotny, coś ty wymyślił tym razem!? Po drugim daniu przepadł przy witrynie ze słodkościami, żeby wybrać nam deser. Upewniłam się dyskretnie, że nie wróci jeszcze przez chwilę, wyciągnęłam z teczki jego laptop i, jak każda zatroskana niesubordynacją partnera żona, przejrzałam mu historię w Safari (metody nie pochwalam, ale czasem lepiej wiedzieć, co mąż kombinuje, żeby powstrzymać go zawczasu). Zero wskazówek odnośnie porwania! Natan przyłapał mnie na niecnym procederze i uśmiechnął się pobłażliwie, znad wielobarwnych trzęsących się galaretek.

– Niecierpliwości moja! Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. – mruknął, zamykając MacBooka.

Nie zadowoliła mnie ta odpowiedź, ale może uda mi się to z niego wyciągnąć wieczorem, kiedy załamany poziomem wiedzy swoich studentów, wróci z pierwszego egzaminu w sesji letniej i bardzo będzie potrzebował pocieszenia. A wtedy ja, pod pretekstem bycia troskliwą żoną, pozyskam od niego istotne informacje.

Niestety wieczorem, mimo moich usilnych starań, Nataniel pozostał nieugięty. I tak przez cały weekend.

– Gdzie jedziemy? – spytałam, gdy w poniedziałek rano załadował nas do samochodu.

– Na Wolin Paulina.

– I co będziemy tam robić? – drążyłam cierpliwie.

– Zobaczysz, jak dojedziemy.

Paradny, czy ty możesz przestać traktować mnie jak małą dziewczynkę? Twoja żona potrzebuje odpowiedzi! Teraz! Ale dobrze, niech mu będzie! Chce mi zrobić niespodziankę, może mu się to uda.

Jak przy każdej dłuższej podróży samochodem, wyłączyłam głowę i podziwiałam widok za oknem. Pachnącą zieleń lasu, słońce, wiatr przesmykujący przez palce. Frank Ocean sączył się z samochodowych głośników. Nataniel, swoim ciepłym barytonem podśpiewywał słowa piosenki:

„Making love, underneath the cherry leaves
Baby girl, tell me how my nature feels
Said oh baby, up against the cherry tree
Baby girl, I’ll give it to you naturally, naturally”

Och, tak… Miałam ochotę się kochać, gdzieś na łonie natury. Refren zdecydowanie podziałał na moją wyobraźnię.

– Natan? – zamruczałam, przesuwając dłonią wyżej i wyżej po jego udzie.

– Aha?

– Zatrzymaj się…

– Chcesz siku? – odparł.

Spojrzałam na niego oniemiała i odsunęłam rękę. No ty chyba sobie jaja robisz Paradny?!

– Żartowałem! – tłumaczył się momentalnie – Chciałem zobaczyć twoją minę! Przepraszam! Nie zabieraj ręki. Wiem, czego chcesz. Za 20 kilometrów jest nasza plaża… Akurat w połowie drogi na Wolin. Zrobimy sobie piknikowy odpoczynek. Wytrzymasz? Czy pragniesz mnie tak bardzo, że mam się zatrzymać w lesie tu i teraz?

– Chwilowo się obraziłam, więc wytrzymam. – odparłam ozięble.

– Paulina… – zamruczał i położył dłoń na moim kolanie, żeby mnie udobruchać.

– Trzymaj ręce na kierownicy! – pouczyłam go – Udawana kłótnia, sprawdzonym elementem gry wstępnej oraz gwarantem żarliwego seksu na zgodę.

– Ok. – odparł, nieśpiesznie zabierając dłoń – Ale za moment mi się nie wywiniesz.

Udając obrażoną, odwróciłam głowę do okna i uśmiechnęłam się do siebie. Już nie mogłam się doczekać, aż dojedziemy na miejsce! Jeszcze za czasów narzeczeństwa nieraz robiliśmy niezły maraton na tej plaży. Lubiliśmy się tam opalać nago, a gdy mieliśmy już dość słońca i ciągle nie dość siebie… Ach, na samo wspomnienie, tego, co myśmy tam wyrabiali, przebiegły mnie rozkoszne dreszcze. Paradny zanurzający się we mnie do głębi. Ja w nim, on we mnie… Kątem oka uchwyciłam, jak się uśmiecha. Też musiał sobie to teraz przypominać.

Po piętnastu minutach zajechaliśmy na opustoszały parking. Nataniel wypiął się z pasów, obszedł samochód i zawisł nad moimi otwartymi drzwiami, zagradzając mi swym ciałem wyjście.

– Teraz jesteś moja! – oświadczył, z błyskiem w oku.

– Jeszcze zobaczymy! – zerknęłam przez szczelinę między nim, a karoserią, opracowując w głowie drogę ewentualnej ucieczki.

Paradny sceptycznie popatrzył na moje koturny.

– W piasku się trudniej ucieka, a w tych sandałach nawet nie masz szans droga żono! Chyba, że…, rozwiążemy sprawę polubownie… – wyszeptał, nachylając się nade mną.

– Co proponujesz?

– Chodź w krzaki! – zażartował i pociągnął mnie za sobą za rękę.

Gdy tylko dotarliśmy do naszej plaży, cudowny zapach morza uderzył moje nozdrza. Mieliśmy tu takie miejsce, oddzielone wzniesieniem piasku z jednej, a nadmorską roślinnością z drugiej strony. Nat rozłożył błękitny koc na gorącym piasku, ułożył się nań zadowolony i, otwierając wiklinowy piknikowy kosz, oznajmił:

– Zrobiłem kanapki z jajkiem!

– Natan?! – zaprotestowałam, siadając obok – Chciałam się na ciebie zwierzęco rzucić, a teraz muszę decydować między tobą a jedzeniem!

Paradny wyszczerzył zęby w uśmiechu. Jego kanapki to było mistrzostwo świata. Ja nie wiem, jak on je robił, ale mocno dewaluowały znaczenie otaczającej mnie rzeczywistości, ilekroć pojawiały się w pobliżu. Błagam, nie teraz!

– Nie decyduj. Rzucisz się na mnie, jak zjesz. Potrzeby fizjologiczne zgodnie z piramidą Maslowa…

– No właśnie? A najpierw jest jedzenie czy seks?

– Hmmm, powiedziałbym, że najpierw jednak jest jedzenie, ale wiesz, że ja sam wolę się kochać na głodnego…

No nie, ja już dłużej nie wytrzymam! Rzuciłam się na Nata, kładąc go pod sobą zdziwionego i rozbawionego. Chwyciłam jego nadgarstki i przycisnąwszy je do koca, tuż nad jego głową, zaczęłam go dziko całować. Wolną dłonią niestrudzenie próbowałam rozpiąć mu spodnie.

– Cicho bądź. – zamknęłam mu usta, widząc, że sili się na komentarz.

– Kocham cię. Może ja ci pomogę? – zaproponował, widząc, że nie radzę sobie z jego jeansami.

– Dam sobie radę!

Zrezygnowana puściłam jego nadgarstki i użyłam dwóch rąk, a guziki uparcie osadzone w jeansowych dziurkach momentalnie przestały stawiać mi opór. Zsunęłam spodnie Nata, spojrzałam na wzniesienie w jego białych bokserkach i uśmiechnęłam się szeroko. Paradny Namiot Powitalny… Ciekawe jak długo miał już tę erekcję?

Rozebrałam się szybko, zostawiając na sobie koronkowy gorset i słomkowy kapelusz na głowie, by zachować chociaż element przyzwoitości tego nieprzyzwoitego aktu w piaszczysto-roślinnej scenerii. Nataniel patrzył na mnie pożądliwie, czekając, aż wrócę do niego. Pochyliłam się i ściągnęłam jego bokserki. Tak, ja też się za tobą stęskniłam mój piękny!

Paradny jęknął, kiedy poślinioną dłonią objęłam główkę jego penisa. W odpowiedzi na moje działania, jego palce podążyły w głąb mnie. Mmm, nie to dokładnie miałam w planie mężu, ale kontynuujmy. Patrzyliśmy sobie w oczy, przesuwając się po sobie i w sobie. Nat dokładnie wiedział, gdzie naciskać, bym po chwili mruczała, niekontrolowanie wypychając biodra do jego ręki. Chciałam więcej. Potrzebowałam, żeby mnie wypełnił. Teraz, w tym momencie, by był już cały we mnie. Chwyciłam go mocno dłonią i opuściłam się na niego.

– Moja kowbojko. – mruknął, obejmując mnie w talii – Lubię cię na górze.

Kiss on the seashore
Uśmiechnęłam się i poruszałam się w dół i w górę, anglezując w odpowiadającym mi rytmie i zataczając biodrami ósemki. Och Paradny, zafunduję ci nieziemski galop. – pomyślałam  i przyspieszyłam ruchy. Moja szyjka mocno dobijała do jego żołędzi. Westchnął błogo. 

Lubiliśmy tę pozycję. Stukot naszych bezwstydnie zderzających się o siebie ciał, tętent pulsującej krwi. Widziałam, w jego oczach, że najchętniej zdarłby ze mnie gorset i miażdżył w dłoniach moje piersi, klepiąc mnie przy tym niemiłosiernie. Znałam go tak dobrze, że z najmniejszego grymasu na jego twarzy umiałam wyczytać, co mu chodzi po głowie. I aż rozejrzałam się do koła, czy nie mamy widowni, jeśli Natan zdecyduje się to zrobić.

Obydwoje byliśmy już o krok od spełnienia i nagle uda odmówiły mi posłuszeństwa. Paradny przekręcił mnie szybko pod siebie i uderzał z taką zawziętością, jakiej już dawno u niego nie widziałam. Wbijał mnie mocno w piasek, przytrzymując mnie za ramiona, bo inaczej przemierzylibyśmy wydmę od tego szaleńczego rąbania. Plątałam supły na kocu. Och, Natan… Jęczałam, wpijając paznokcie, w jego mokry kark. Dotknął czołem mojego czoła i patrząc mi w oczy jeszcze przyspieszył. Czułam, że zaraz wybuchnę, eksploduję. Świat wirował w szaleńczym rytmie, a Nataniel nie kończył. Przygryzałam wargi, walcząc z obezwładniającą moje ciało rozkoszą, aż już nie mogłam opierać się jej dłużej.

I nagle krzyknęliśmy obydwoje, pulsując na sobie i w sobie, dźwiękiem przywracając się do rzeczywistości, bo nie byliśmy przecież w naszej sypialni, tylko na plaży. Nadal głuchej i wolnej od ludzi, wypełnionej szumem fal. Natan przytulił mnie do siebie i pocałował. Roześmiałam się lekko, cały czas czując, jak wszystko kręci się w mojej głowie. Paradny bawił się moimi włosami, zaplatając je sobie na palce, a ja gładziłam jego usypiającego po tej zwierzęcej potyczce penisa. Ja i on na łonie natury, czy mogło być coś cudowniejszego?

– Chwila przerwy kochanie i, jeśli chcesz, powtórka. – oznajmił.

– Powiesz mi w końcu, co będziemy robić na tym Wolinie? – spytałam.

– Zobaczysz, jak dojedziemy.

– Natan?! No nie bądź taki, mężu Paradny…

– Nie uległem twojemu kuszeniu przez cały weekend, dziś też nie ulegnę.

– A jakaś wskazówka, podpowiedź? Cokolwiek?

– Jedziemy tam po to, żebyś finalnie była bardzo zadowolona…

Wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową i, patrząc na liżące piasek fale Bałtyku, czułam, jak coraz bardziej ogarnia mnie ciekawość.

Kolejna część – KLIKNIJ

Bia Sadowska dla PuellaNova

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz