W połowie drogi V – opowiadanie erotyczne, tylko dla dorosłych!

V część opowiadania erotycznego W połowie drogi Bii Sadowskiej. W poprzedniej części: http://puellanova.pl/erotyczneopowiadanienalato/


V
Do Olsztyna wróciliśmy z nową energią. Początkowo byłam podekscytowana szalonymi planami Nataniela, ale gdy ostatecznie dotarło do mnie, że on zamierza wytrwać ten trzymiesięczny okres w niekochaniu, zaniepokoiłam się nieco. Nigdy dotąd nie robiliśmy sobie tak długiej przerwy! Nie wiedziałam, jak to wytrzymam. Odstawienie od Paradnego przeniosło mnie w świat wspomnień. Wyposzczona, odtwarzałam w głowie scenariusze najpikantniejszych randek. Skrupulatnie przypominałam sobie najbardziej zwierzęce razy, żeby nie zwariować w tej abstynencji. Zaskoczyło mnie, z jaką nostalgią wracałam do tych naszych spotkań zanim jeszcze zdecydowaliśmy się iść ze sobą do łóżka. Oczekiwanie na pierwszy raz miało swój urok i teraz, kiedy tylko tonowałam wściekłość na męża, odnajdywałam w tym dzisiejszym stanie podobny stopień antycypacji i oczekiwania, co wtedy. Stęskniona, fantazjowałam, jak to będzie, kiedy wreszcie do siebie wrócimy. Zwierzęco, czy wręcz mistycznie? Czy rzucimy się na siebie i przerżniemy się jak króliki już w przedpokoju, czy w takt rytualnej muzyki i tlących się kadzideł dopełnimy aktu połączenia Boga i Bogini?

Nataniel rzeczywiście zrobił się bardziej czuły. Ewidentnie podczas naszych tantrycznych warsztatów doznał mistycznego oświecenia, że w seksie wcale nie chodzi o penetrację. Niestety, w moim rozumieniu seksu nadal była ona kluczowa. Na mnie nie spłynęła ta boska iluminacja i do szału doprowadzało mnie to, że częściej mnie przytula, całuje i dotyka, bo rozbudza mnie tak całą, a potem nie daje mi spełnienia. Gdyby tylko za jego czułością nie szła ta przedziwna restrykcja… Coraz częściej fantazjowałam o tym, jak za którymś razem, gdy zostawia mnie niespełnioną, po prostu go duszę.

W tej nieznośnej sytuacji zrobiłam jedyne, co mogłam: rzuciłam się w wir pracy. Przejrzałam stertę zalegającej na moim biurku prasy, rozpisałam pomysły na artykuły na najbliższy miesiąc, coś próbowałam popisać, ale nie mogłam się skupić. Ludzie, niezaspokojeni seksualnie mają problem ze skupieniem! Natan?! – wykrzyczałam w myślach. Praca twórcza nie była mi dziś dana, więc wzięłam się za porządki w mojej skrzynce pocztowej, która świeciła milionem nieprzeczytanych wiadomości. W pewnym momencie dokopałam się do pierwszego maila od Paradnego. Roześmiałam się do siebie. Mężu paskudny, nawet w pracy nie dajesz mi o sobie zapomnieć! Pociągnęłam łyk już zimnej latte i otworzyłam treść, słysząc w głowie zmysłowy, jeszcze nieco niepewny baryton Nataniela:

Hej Paulina…
Wczoraj na Berliozie wyjątkowo mnie poniosło, więc żebyś nie odniosła wrażenia, że jestem kolejnym erotomanem gawędziarzem, pragnę podnieść poziom naszego erotycznego dyskursu i zacytować Ci fragmenty listu Henry’ego Millera do Anais Nin. Wiesz, że oni mieli romans? Heh, oczywiście, że wiesz…

8 marca 1932
Droga Anaïs!
Mogę powiedzieć tylko jedno: szaleję za tobą. […] Kocham twoją żywiołowość, twoją gotowość do wzlotu, twoje nogi niczym imadło […] Żyję w nieustannym oczekiwaniu. Przychodzisz a czas ucieka niczym we śnie. Dopiero gdy odchodzisz, uświadamiam sobie twoją obecność. Ale wtedy jest już za późno. Pragnę cię. Pragnę cię rozbierać, zwulgaryzować odrobinę – ach, sam nie wiem, co mówię. Chcę cię posiąść, wykorzystać, chcę cię pieprzyć, chcę nauczyć tylu rzeczy. […] Jestem nienasycony. Zażądam od ciebie rzeczy niemożliwej. Nie wiem jeszcze czego. Prawdopodobnie ty będziesz wiedziała.
HVM

A wszystko, o czym wczoraj szeptałem Ci do ucha, zrobię.
W delcie Twojej Wenus usta me zanurzę
Słowa miłości spiję z warg Twych
I nie odeślesz spragnionego kochanka
Dla Ciebie zmienię wiarę i wyznawać będę
Krągłość Twoich piersi, długość nóg, słodycz głosu
Za jeden intymny pocałunek z demonami się zbratam…
Twój Paradny

P.S. Jest szansa, żebyś we środę wcześniej wyrwała się z redakcji? Bardzo chciałbym cię dziś zabrać na lody, ale niestety do środowego przedpołudnia wysiaduję studentów na SGH’u…

Do dziś pamiętałam, co czułam wtedy, gdy skończyłam czytać wiadomość od Nata… Policzki mi płonęły, w ustach miałam sucho. Jezusie… Paradny, jak ja mam pracować, jak ty mi takie rzeczy piszesz?! Mój poeta…
Boże, jak dobrze, że on chciał się widzieć dopiero we środę! Bo gdyby chciał tego samego dnia, na jego widok spiekłabym takiego raka po tych jego wierszach miłosnych, że aż samej byłoby mi wstyd, że się aż tak zawstydziłam.

Nasza dalsza korespondencja była zdawkowa:

Jestem cała Twoja od 14 we środę. Może być?
Jak cała? :D :P
Nataniel?!…

Wtedy kompletnie już rozkojarzona i niezdolna do pracy wcześniej wymknęłam się z redakcji. Ciekawa, jakie fragmenty listu Millera do Nin Nataniel pominął, odnalazłam dłuższą wersję i im bardziej wczytywałam się w pełną jego treść, tym bardziej robiło mi się słabo. On by mnie zjadł, gdyby tylko mógł. Zwinął w pół i posiadł, jak jeszcze nikt mnie nie posiadał. Rozmarzona znów zatopiłam się w fantazjach.

Na którejś z naszych pierwszych randek, natchnieni romansem Nin i Millera zrobiliśmy sobie wieczór filmowy. Delta Wenus i Henry i June przeniosły nas w czasy międzywojennego Paryża. Prostytutki i artyści, palarnie opium, niepewność jutra… Wspólne oglądanie filmów erotycznych było magnetyzujące. Każde z nas chciało wtedy wykorzystać te namiętne sceny jako pretekst, by być bliżej, ale żadne z nas tego nie zrobiło. A może teraz w tym całym kuriozum Paradnego wykorzystałabym któryś z ulubionych filmów jako pretekst? Może złamałby się nakręcony zmysłowymi scenami, bo nie wierzę, żeby przy okazji tantrycznych warsztatów spadło jego libido.
Zasiadłam wygodnie na sofie i z kieliszkiem wina rozpoczęłam mój seans filmowy. Po niecałej godzinie usłyszałam zgrzyt klucza w zamku, Paradny wrócił z uczelni.

– Co oglądasz? – spytał, całując mnie w locie na powitanie.
– Deltę Wenus… Obejrzysz ze mną? – spytałam, wciskając pauzę na pilocie i spojrzałam na niego.
– Ekranizacja Nin? – odpowiedział pytaniem, wskazując na idealnie uchwyconą w pauzie scenę erotyczną.
– Uhm.
– Muszę sprawdzić zerówki…
– Nataniel… Wiesz, że ja wiem, kiedy ty kłamiesz? – szepnęłam, łapiąc go za rękę, by jeszcze ode mnie nie uciekał.
– Wiem. – odparł, pocałował mnie w czoło i zniknął w sypialni.

Nie mógł ze mną obejrzeć Delty Wenus. Nie jeśli chciał być wierny tym swoim kretyńskim postanowieniom! Co za bezsens?! Wkurzona włączyłam film z powrotem i upewniłam się, że telewizor nadaje wystarczająco głośno, by zza ściany słyszał filmowe jęki i krzyki.

Nakręciłam się. Byłam zbyt dumna, żeby go błagać o seks, jednak doskonale wiedziałam, że długo już tak nie wytrzymam, że zacznę wariować i stracę jakąkolwiek godność w tym temacie. I będę ocierać się o Paradnego, jak kotka w rui, licząc na to, że w końcu się nade mną zlituje i mnie porządnie wyliże i przeleci. Wstałam i otworzyłam górną szufladę prababcinej komody. Pan Królik Purpurowy leżał grzecznie zapakowany w pudełko w barwne pióra. Koniec emerytury, stary!

– Kochanie zostawiłaś wibrator na ociekaczu w kuchni. – poinformował mnie przy kolacji Nataniel.
– Powiedziałam ci, że ja się nie odnajduję w tej koncepcji…
– Zaufaj mi. Wytrzymaj jeszcze trochę.
– Bez szans, że mi ulegniesz?

Pokręcił przecząco głową i znów pocałował mnie w czoło. Cudownie po prostu…

– Ale zrobiłem ci pyszne kanapki z szynką, ogórkiem i majonezem… – dodał.
– Momentami zupełnie cię nie rozumiem Natanielu Krzysztofie Paradny…

Żeby dopiec mężowi, Pan Królik Purpurowy leżał stale na wierzchu, na moim stoliku nocnym. Dla porównania na stoliku Natana stała szklanka wody. Jeśli on chce ćwiczyć mięśnie PC i poszukiwać nowych dróg, proszę, ale ja mu pomagać na tej drodze nie zamierzam. Po niedługim czasie przestałam się również ukrywać przed nim z zaspakajaniem moich potrzeb.

– Mogłabyś się masturbować ciszej? – spytał.
– A mógłbyś się teraz kochać ze mną… – wyjęczałam, powstrzymując orgazm – Ale nie chcesz, więc nie. Nie mogę się masturbować ciszej.
– Jesteś najbardziej wspierającą żoną ever. Tak złośliwa, że aż ci włosy rudzieją!

Ponownie odpaliłam królika i przeniosłam się w świat fantazji:

– W weekend mam egzamin, wykład i ćwiczenia na SGH’u. W sumie 4,5 godziny, może 5. Bardzo byś się nudziła przez te kilka godzin beze mnie, jeśli pozostałe spędzimy razem?
– Nie będę. Dokończę artykuł albo pójdę na spacer, Tous i Body Shop odwiedzę w Złotych Tarasach.
– Fantastycznie!
– Paradnie!

Nataniel uśmiechnął się szeroko.

– Czy, biorąc pod uwagę to, że już się kochaliśmy jedziesz jako moja kochanka? Czy jedziesz jako moja dziewczyna?
– Już? Już chcesz to nasze randkowanie formalizować?
– Wiesz, niczym lew, muszę pilnować swojej zdobyczy.
– Och Paradny, bo co zrobisz, jak ktoś mi cię sprzątnie… – przekomarzałam się.
– Upoluję i zjem, a sprzątniętą odzyskam. To co? Dwudniowa randka warszawska? W piątek cię zgarnę z redakcji, to na 20 będziemy w stolicy.
– Ok.

Marzyłam o prysznicu. Nataniel oczywiście postanowił to wykorzystać słusznie zauważając, że tak tego jeszcze nie robiliśmy. Nie przyjął argumentów przeciw, że jestem po całym dniu w pracy i najpierw, zanim będę z nim miała do czynienia, chciałabym się odświeżyć – w samotności, twierdząc, że to się da połączyć, plus na przykład król Sobieski odmawiał Marysieńce kąpieli, by móc poczuć zapach jej kobiecości. Roześmiałam się. Mój napaleniec był całkiem przekonywujący.

– Wziąłeś gumkę? – spytałam, kiedy coraz bardziej przyciskał się do moich pośladków.
– Kurrr. – zaklął i wyleciał spod prysznica momentalnie.
– Tylko się nie zabij! – krzyknęłam za nim.
– Już, już mam. – powiedział wróciwszy do łazienki – Ał. Łokieć. Ała… Duży palec… Auła! – wrzasnął, wyrżnąwszy z kretesem w prysznicowe drzwiczki.
– To może jednak łóżko?
– Mm, już, jestem ranny, obolały, ubrany, zwarty i gotowy. Na czym skończyliśmy?

Zerknęłam na niego rzez ramię i wypięłam pośladki. Zamruczał i zanurzył się mokry we mnie równie mokrej.
To był fenomenalny orgazm, do tego podwójny, z chęcią przyjęłabym taki teraz. Brakowało mi mojego męża i on przy wszystkich swoich zaletach miał jedną niezaprzeczalną wadę – jak się na coś uparł, nie było zmiłuj. A teraz uparty na abstynencję udawał, że śpi. Wtuliłam się w poduszkę i fantazjowałam dalej:

– Nadgarstek mnie boli od wypisywania dwój… – rzucił, wróciwszy z egzaminu.
– Mmm, takim surowym wykładowcą jesteś?
– No nie puszczę tych baranów z podstawowymi brakami z zakresu makroekonomii… Z moim podpisem pod ich głupotą. Nie ma mowy! Woleli chlać i się ruchać zamiast się uczyć – będą mieli kampanię wrześniową.
– Jezu, Natan… Mnie też będziesz za braki tak surowo rozliczał?
– To zależy, czego będzie ci brakować…
– Jak na razie to brakuje mi ciebie. Tu. – wyszeptałam, wsuwając jego dłoń, między uda.
– Zdecydowanie ma pani braki w tym obszarze… – mruknął, wsuwając palce głębiej…
– Och. A czy pan doktor pomógłby mi je… Ach… Nadrobić…
– Mógłbym… Bo nie ukrywajmy, jest pani moją ulubioną studentką. – odparł i przewrócił mnie na łóżko, kładąc mnie pod sobą.

Zachichotałam.

– Nie wiem z czego pani się śmieje, pani Namysłowska. Makroekonomia to bardzo obszerna dziedzina… – powiedział, wsuwając moją dłoń w garniturowe spodnie, sprawiając, że objęłam go u nasady – Daj mi gumkę.

Wgniatał mnie w pościel, a ja błagałam w myślach, żeby nie kończył.

– Ekonomia, ekonomią, Natan, ale chyba będziemy musieli wyjść naprzeciw ekologii… – stwierdziłam, zerkając na usłaną zużytymi prezerwatywami podłogę.
– Dobrze, zgramy grafiki i zrobimy testy. Plus jakby nie patrzeć jest to też decyzja ekonomiczna…
– Doktorze Paradny, jest pan nad wyraz romantyczny.
– Romantyczny to zaproponuję pani spacer. Trochę żal by było tego pięknego czerwca w stolicy, gdybyśmy zdecydowali się zwiedzać tylko hotelowe łóżko… – oznajmił – Ubieraj się!

Paradny w pracy i Paradny po pracy. Dwa wcielenia tego samego męża. Po powrocie z uczelni zrzucał garnitur, wbijał się w rurki, t-shirt i ukochaną skórzaną kurtkę, którą jako dzieciak dostał od ojca. Uwielbiałam wtulać się w jego piersi, gdy miał na sobie tę ramoneskę. Jej zapach, mieszał się z zapachem jego wody kolońskiej. I do tego skrzypiała tak cudownie.

Zrobiliśmy sobie długi spacer i po przepysznych lodach na Rynku, zgłębialiśmy uroki Starego Miasta. Dzwon życzeń, taras widokowy, Kamienne Schodki. Na Barbakanie przesiadywały zakochane pary i wcale się nie kryły z okazywaniem sobie czułości. Natan, natchniony tym nastoletnim zewem, pociągnął mnie za sobą za rękę w poszukiwaniu ustronnego miejsca tylko dla nas.

– Nat!? – jęknęłam, ale on już wciskał mnie w mury obronne skarpy wiślanej i roznamiętniony podwijał moją firankową spódnicę i rozpinał spodnie. Byłam w podobnym stanie, więc zignorowałam przewijającą się w mojej głowie racjonalizację: „spiszą nas kochanie, jak mnie będziesz tak posuwał na tym Bara-Barabakanie”.
Jęczałam mu do ucha, modląc się, żeby teraz tylko opanował swoją wewnętrzną bestię, bo jak z obezwładniającej mnie rozkoszy zacznę krzyczeć, to spiszą nas już na pewno.

– Za karę nie pozwalam ci skończyć. – wycedziłam.
Warknął zezłoszczony, ale posłuchał.
– Przepraszam cię skarbie…, ale ja cię naprawdę muszę mieć tu i teraz, i wszędzie… Do naszej szóstej randki jakoś się trzymałem. Jesteś tak diabelnie seksowna i tak cholernie cię pragnę… Chwilowo mam problem w trzymaniu się od ciebie na dystans…

Rozumiałam go doskonale… Doprowadziliśmy się do porządku i kontynuowaliśmy spacer. Wąskie, urokliwe uliczki warszawskiej starówki należały do nas. Bałam się, gdzie mnie jeszcze zaciągnie i w jakich krzakach i chaszczach będzie się jeszcze dziś chciał kochać. Świadoma, że zgodzę się na wszystko, bo sama za bardzo go pragnę, by mu odmawiać. Natan spojrzał na mnie tymi swoimi maślanymi, zamglonymi oczami. W wątłym świetle latarni odnalazłam drogę do jego ust, a potem już sama rozpinałam jego spodnie. Byliśmy pijani z miłości.

Nasze początki to była nieustająca orgia… Wtedy nie był w stanie się ode mnie oderwać. A teraz równie uparcie mi odmawiał. Zerknęłam na niego, jak śpi i miałam ochotę udusić go poduszką. Wibrator między nami wbijał się w skórę jego pleców.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz