Wizerunek feministki, trochę samokrytyki

Feminizm znów wyszedł, może nie tyle na pierwszy, ale na pewno na drugi plan, wraz z pojawieniem się Partii Kobiet. Nie jest to wprawdzie partia, która określa się „feministyczną” Być może słusznie zakładają jej założycielki, że lepiej działać jak feministki, ale nie nazywać tego feminizmem, bo to na Polaków działa jak przysłowiowa płachta na byka. Ale zacietrzewieni wrogowie wszystkiego, co kobiece i jednocześnie aktywne i nieschematyczne, od razu okrzyknęli Partię Kobiet kolejnym wygłupem feministek. 

Feministki mogą się przecież tylko wygłupiać. Feministki są śmieszne, dużo krzyczą, palą staniki i mordują niewinne dzieci. Feministki chcą zabijać nienarodzone dzieci i nienawidzą mężczyzn. Są brzydkie, głupie i mają kompleksy. Takie jest polskie spostrzegane feministek. Czy same jesteśmy sobie winne? Po części, niestety, tak. Warto złożyć samokrytykę i przyznać się do błędów, jakie zdarza się działaczkom popełnić. Te błędy, chociaż są niczym w porównaniu z męskimi działaczami różnych partii i o różnych przekonaniach, będą się za nami jeszcze długo ciągnąć. Są tak naprawdę niewinne i dotyczą przede wszystkim dobrego PR-u, jakiego feministkom brak. Nie zawsze trzeba walczyć. Czasami trzeba grać. Być może brak nam pokory, a może dobrego nauczyciela.
Wizerunek feministek jest w Polsce fatalny, a to bardzo źle. Bo to ruch, który przecież ma Polsce wiele o zaoferowania i pokazania. Jednak, aby przekonać ludzi, że nie jesteśmy takie złe, warto popracować nad wizerunkiem. Ktoś może zapytać, a po co? Po co wmawiać innym, że nie jest się wielbłądem? Po to, przede wszystkim, żeby mieć prawo głosu. Poparcie społeczne, nawet minimalne, przyda się, żeby wreszcie móc bez niepotrzebnej otoczki skandalu mówić o swoich przekonaniach i mieć wpływ na bieżące sprawy.
Oczywiście, pokornych i cichych nikt słuchać nie będzie. Jednak feministek nie słuchają często nawet same feministki. Kobiety o przekonaniach feministycznych mówią o nich bez strachu, ale gdy ktoś zapyta je o stosunek do feminizmu, odżegnują się od tego ruchu, jak od diabła wcielonego. Dlaczego tak jest? Czy problem leży w samej nazwie, czy raczej głębiej?
Być może feministki są zbyt szczere, zbyt emocjonalne i zbyt głośne? Kobietom w Polsce nie przystoi być głośnymi, nie wypada mieć własne zdanie, tym bardziej inne niż mężczyźni. Być może czasami warto trochę poudawać, zagrać jakąś rolę? Społeczeństwo ogółem jest przecież głupie. Nie warto więc przekonywać masy do czegoś, czego nie zrozumie, w sposób, jaki jej nie odpowiada. Popracować nad wizerunkiem trzeba, inaczej feminizm w Polsce zejdzie do podziemi, a jedynymi skojarzeniami z jego przedstawicielkami będą takie pojęcia jak aborcja.
Zbyt mało jest feministek ciepłych, łagodnych, które mogłyby przekonać inne kobiety do tego ruchu. Czy feministka nie może być spokojna i miła? Czy musi szukać dziury w całym i szukać szowinizmu nawet tam, gdzie go nie ma? Nie wiem, na ile moje podejrzenia są słuszne, na ile feministki zgodzą się z tą drobną krytyką, która nie ma nic wspólnego z samym ruchem i przekonaniami, bo są one także moimi przekonaniami. Jednak wiem, że czasami trzeba umieć iść na kompromis i spróbować grać tak, jak zagrają, żeby móc w odpowiednim momencie wyjść na świecznik i przekonać innych do siebie i wreszcie zrobić coś konstruktywnego, co zadziała.
Męczy mnie przekonanie, że feministka to głupia baba. Nie chcę być głupią babą, która zabija nienarodzone dzieci, nie chcę palić staników i nie chcę nienawidzić mężczyzn. A tak jest postrzegana feministka. Jeśli będzie tak dalej, feministek będzie być może coraz mniej, a nie o to też nam przecież chodzi…

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Grono.net

Dodaj komentarz